Strona ta wykorzystuje pliki cookies w celu realizacji swoich usług i funkcji zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz samodzielnie dostosować warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Google+ Followers

środa, 21 stycznia 2015

Z cyklu bajki Matrixa: Syrenia dieta



Z  cyklu  bajki  Matrixa:  Syrenia dieta

Dedykacja
…………………………………………….…………………………………………………………………………………………..
Prawie 15 lat temu wróciłam do małego miasta Żywiec, z którego pochodzę.
Powrót był powalający – jak mi się wówczas wydawało, będzie dużo lepiej niż kiedyś – zniknie syndrom „Archiwum X” z dziecinnych lat, myślałam naiwnie, że wszelkie zło, którego doświadczałam tutaj w dzieciństwie odeszło z tymi, którzy  zabrali je do grobu.
Myliłam się. Wychowali następne pokolenie na surrealistyczne ludzkie potwory.
Musiałam budować sobie własne środowisko, poznawać w tym hermetycznym,  małym kręgu skarlałych demonów prawdziwych ludzi i szukać wśród nich przyjaciół.
Udało mi się – dzisiaj w moim życiu jest kilka osób, o których nie zapomnę w żadnym następnym wcieleniu – mam nadzieję, że już  POZA  TYM   MATRIXEM.
Piętro niżej – mieszkanie dokładnie pode mną zajmują Heniek i Lidka, ludzie starsi ode mnie – należący do pokolenia moich rodziców – ich rówieśnicy.
Paradoksalnie ja – córka ich koleżanki i kolegi z lat młodości,  zaprzyjaźniłam się z Nimi jak równolatka – podobnie jak Zbyszek.
Lidka była osobą szczególną – zwracała w tym prymitywnym,  nieokrzesanym środowisku uwagę swoimi przedwojennymi manierami, klasą ducha i serca. Zbliżyłyśmy się do siebie mimo różnicy pokoleń i  nawet kiedy zupełnie się rozmijałyśmy, zawsze iskrzył  między nami błysk porozumienia na każdym poziomie i na każdy temat.
W latach 50-tych i 60-tych XX wieku o dwóch kobietach w tym mieście mówiono:
                           To jest najpiękniejsza dziewczyna w tym mieście.
 Jedną z nich była Lidka, drugą moja Matka Lilka.
… One same mówiły  TO  o sobie wzajemnie.
To przedwojenno – wojenne pokolenie spotkał w małym mieście niełatwy los.
Nie ominął też Lidki i Lilki.
Moja Mama umarła 13 czerwca 2012 roku.
Dzisiaj umarła Lidka.Moją dzisiejszą bajkę dedykuję OBU SYRENOM.20 stycznia 2015r.
Wiola Grigorijew
………………………………………………………………………………………………………………………………………………..


Jan Christian szedł szybkim krokiem. Wiatr przynoszący zapach ryb i krzyk mew owiewał jego twarz. Mokry  piasek lekko skrzył się w słońcu, chociaż dzień nie był gorący – przecież to już październik – blask słońca przytłumiła mgiełka jesieni – mimo lekkiego harmideru  powodowanego krzykiem ptaków słychać było medytacyjną ciszę.
Oddalał się od portu, zabudowań i przycumowanych łodzi. Pozostawił za sobą przybrzeżne śmieci i skierował się do skałek i kamieni, na których zwykle siadywał.
Te skałki miały dla niego szczególne znaczenie – to tutaj rozmyślał nad swoimi porażkami i zwycięstwami – często nie widząc zupełnie pozorności tych drugich.
Usiadł jak zwykle i wsłuchiwał się w tajemny szept morza, kiedy mokra dłoń musnęła jego kark i szyję.
Odwrócił się gwałtownie i na widok wodnej muzy  szeroki uśmiech rozświetlił mu twarz tak, że zupełnie przestał być smutny.
- Witaj Hans … SYRENA uśmiechnęła się zniewalająco.
- Witaj – odpowiedział z uśmiechem odwracając się do Niej. Dawno Cię nie widziałem … stęskniłem się, brakowało mi Ciebie. W przeciwieństwie do LUDZI.
- Byłam tuż obok Ciebie wiele razy, kiedy tutaj przychodziłeś, ale nie miałam odwagi przerwać  Twojego zamyślenia.
Mocne zęby na moment zalśniły w szerokim uśmiechu. Jednym ruchem  strząsnęła z sięgającej do pasa lwiej grzywy krople wody, a mokre loki błysnęły starym złotem.
Zaraz potem znowu zaczęła chrupać algi.
- Znowu jesz ? Uśmiechnął się czule na widok jej menu.
- Gdybyś mnie nie zauważył pewnego ranka konsumującej je zajadle, nie byłoby pewnie wielu Twoich bajek.
- Zgadzam się z Tobą – przytaknął i kiwnął głową.
- Nie rozumiem tylko, dlaczego wszystkie Twoje bajki są takie smutne. Mówiąc to przekrzywiła nieco głowę  i przyglądnęła mu się uważnie , pochłaniając kolejny  kawałek morszczynu.
- Skąd ten smutek… Hans.
- Bo życie jest bardzo smutne – westchnął.
- Martwisz się, że zostałeś bardzo sławnym pisarzem zamiast robić marne buty ? Uśmiechnęła się, poprawiła ciało na kamieniu tak, że kobiecy tors jeszcze piękniej konweniował z rybimi biodrami i ogonem, a łuski błyszczały w słońcu jak posypane diamentowym pyłem.
- Ha! Ha! Ha! Teraz śmiała się już głośno.
- Hans !!! Jesteś niepoprawny. Marudzisz cały czas o jakichś swoich porażkach a nie widzisz swoich zwycięstw i do tego jesteś dość zabiedzony, bo nie potrafisz porządnie sobie pojeść! Ze szczęśliwych Syren zrobiłeś prototyp nieszczęśliwej Syrenki marzącej o księciu i dwóch nogach…
- Zrozum Hans – MY  JESTEŚMY  SZCZĘŚLIWE!
Nogi nie przeszkadzają nam  w praktykowaniu miłości jak Wam, ludziom – spojrzała na Niego zadziornie.
Żyjemy, pływamy, bawimy się, kochamy się, śpimy i jemy.
Nasze życie to nieustający medytacyjny speed – jak to nazwą w XXI wieku, kiedy wszystkim wpierać się będzie, że nie istniejemy.
- No cóż – nie wiem co mam robić, ciągle jestem taki smutny.
- Jedz wodorosty!
Spojrzał na nią jak na szaloną.
- Jedz wodorosty! Powtórzyła. Syrenia dieta.
- Ale co to da ? Zawiesił głos, odwracając się do niej całym ciałem z zaciekawieniem.
- Aaa ... tę bajkę to już opowie Wiola, nie Ty –  zaśmiała się do Niego samymi oczami i w mgnieniu oka zsunęła z kamienia, na którym siedziała.
Kiedy znikała w falach  machnęła mu ręką coś jeszcze wołając i obiecując następne spotkanie.
- Właściwie to racja – pomyślał. Mogłem przecież napisać, że ten idiota książę po wielu latach jeszcze żałował, że ożenił się z inną, bo nie miał na tyle rozumu, żeby dostrzec prawdziwą SYRENĘ. W końcu to byłby jakiś  happy end.
………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Czas na moją bajkę.
Choć myślę, że jest już dla Was oczywiste - chodzi o wodorosty.
Jeśli żachnęliście się na to ostatnie zdanie uprzejmie wyjaśniam: w polskim morzu brak morszczynu pęcherzykowatego, bo jest tak brudne, że przestał rosnąć w wodach Zatoki Gdańskiej.
Czemu to jednak przeszkadza?
Otóż niczemu.
Możecie jeść zarówno morszczyn nie-polski , bo sprowadzany,  jak agar, wakame, kombu, arame,  dulse hijiki i noru.
Wszystkie praktycznie dostępne są w naszych sklepach ziołowych i ze zdrową żywnością lub w sprzedaży internetowej.
Dlaczego właśnie algi  dzisiaj Wam polecam?
Po pierwsze: pochodzące z morskiej wody należą do przemiany WODY.
Bardzo efektywnie i szybko wzmacniają obie nerki, zwłaszcza wyrównują deficyt yin w nerkach.
Ten deficyt jest bardzo uciążliwy i grozi zaburzeniami funkcjonalnymi.
Wystarczy powiedzieć, że puste yin nerek prowadzi do zmęczenia, rozdrażnienia, objawia się suchością w gardle, wieczorną gorączką i nocnymi potami, słabością i bólem bioder i kolan, utrudnionym zasypianiem, osłabieniem pamięci, palpitacjami, szumami w uszach i pogorszeniem słuchu.
Słabe nerki to słabe kości, brak libido, choroby zwyrodnieniowe układu kostnego, słabe zęby, włosy, brwi, chory kręgosłup i problemy z mózgiem, który kontrolują.
Oznacza to także różnego rodzaju inne zdrowotne implikacje, bo przecież nerki nie są na tym polu walki same. Są połączone z każdym innym narządem systemowo, zwłaszcza wpływają w obiegu kontrolnym na stan serca, jelita cienkiego, potrójnego ogrzewacza, a w obiegu odżywczym na stan wątroby i pęcherzyka żółciowego, którym podają energię .
Jednak ocenianie wodorostów jako jednego z możliwych aspektów naszej diety byłoby niepełne, gdyby spojrzeć na to tylko w kontekście pracy nerek.
Jako składnik naszego menu – jeśli się w nim pojawiają wpływają dosłownie na cały system ciała, w znaczący sposób suplementując niektóre braki.
Skupię się tutaj tylko i wyłącznie na najważniejszych efektach ich włączenia do diety, pozostawiając Wam cały ocean Internetu do surfowania w poszukiwaniu dobroczynnych informacji o ich właściwościach.
Tak więc najpierw ogólnie:
- są jednym z najbogatszych źródeł jodu, wapnia, także żelaza
- niektóre zawierają także mangan
- stanowią dobre źródło łatwo przyswajalnego białka
- korzystnie działają na wątrobę i tarczycę
- wspomagają leczenie artretyzmu, reumatyzmu i osteoporozy
- wspomagają leczenie chorób płuc, krążenia i nadciśnienia
- poprawiają stan skóry i włosów
- wspomagają trawienie i regulują wypróżnienie
- obniżają poziom cholesterolu
- leczą stany zapalne.

Na pytanie skąd i gdzie ja wezmę wodorosty, odpowiadam od razu.

Najprościej jest kupić agar, jest osiągalny wszędzie, nawet w takiej mieścinie jak żywieckie
(marquezowskie)  Macondo.
Kupicie go w każdym sklepie ziołowym i ze zdrową żywnością. Internet też pełen jest ofert.
Bez trudu kupicie suplement o nazwie „Kelp” – jednak kupujcie tylko ten o naturalnym składzie  ( http://kelp.net.pl/), bez wypełniaczy, konserwantów i całej tej chemii, bo przecież to tę chemię między innymi w wyniku kuracji ma usunąć.
Z zakupem wakami, hijiki, kombu, nori i dulse również nie powinniście mieć problemu, zwłaszcza, że taki zakup to zaopatrzenie na jakiś czas, ponieważ większość z tych glonów to doskonałe dodatki do innych potraw i systematyczne ich używanie przynosi oczekiwane efekty.
Wpisanie w wyszukiwarkę nazwy wodorostu powoduje natychmiastowe ukazanie się linków do sklepów, które je  sprzedają.
Bardzo istotne jest w tym wszystkim, iż w Polsce, w której większość powierzchni przypada na tereny z niedoborami jodu nie ma właściwie poza przyjmowaniem jodu np. w postaci jodyny, płynu Lugola (ostatnio już nie na wodzie tylko na toksycznej glicerynie)  lub innych jodowych suplementów, których działanie na przyjmującego nie jest zapewnione - nie ma właściwie – bez starannie przemyślanej diety możliwości dostarczenia sobie tego pierwiastka.
Występuje wprawdzie w brokułach, szpinaku, jajkach, winie czerwonym, winie białym, pieczarkach, marchwi (karotka), w dużej ilości w gruszkach i kiełkach, kłania się bogata w jod rzeżucha, która zarówno w kiełkach jak w postaci dorosłej jest jadalna i smaczna.
Jednak jego zawartość w tych składnikach zawsze jest uwarunkowana jego zawartością w glebie, a z tym w wielu krajach Europy – w tym w Polsce bardzo kiepsko.
Pokrótce omówię zatem zalety diety Syreny,  skupiając się na wyżej wymienionych wodorostach.
Arame      -  jod, wapń, żelazo, łagodzą wysokie ciśnienie, pomagają w leczeniu chorób
                      kobiecych i schorzeń jamy ustnej.
Dulse        -  jod, mangan, żelazo.
Hijiki         -  wapń; normalizacja  poziomu cukru, korzystny wpływ na tarczycę
Kombu     -  wspomaga leczenie chorób płuc, nadciśnienia, chorób krążenia,
                      artretyzmu, wzmacnia odporność
Wakame  -   wapń:  leczy osteoporozę; zapewnia zdrową skórę i mocne włosy.

Wszystkie wyżej opisane bez problemu kupicie w byłym PRL-u , zwanym obecnie III Rzeczpospolitą.
Wszystkie świetnie spełniają swoją rolę jako dodatek do zup, sosów, sałatek, kasz, ryżu, komosy, jako dodatek do farszów wszelkiego rodzaju, dlatego pierogi z wodorostami ależ owszem, ależ tak, podobnie jak naleśniki, krokieciki  i w ogóle wszystko jak się nad tym zastanowić.
U mnie ostatnio dyżuruje wegetariańska galaretka z warzywami, często z dodatkiem połówki jajka, a  jeśli ktoś jeszcze je mięso, także może wzbogacać każdą sporządzoną z niego potrawę – tym bardziej wszelkie mięsne sosy i farsze.
Dla mnie przynajmniej panierka z suchej bułki z dodatkiem sproszkowanych wodorostów, jeśli ktoś nie życzy ich sobie bezpośrednio na talerzu jest jak najbardziej do przyjęcia.
Załamanych bukietem smakowo-zapachowym morszczynu pęcherzykowatego, który jest niezwykle leczniczym suplementem (a zwłaszcza tych, którzy bardzo pragną schudnąć, a przecież morszczyn to ułatwia skomponowany w suchej mieszance  z prawoślazem i lukrecją – mielimy i jemy po łyżce przed posiłkiem) informuję, iż kromka chleba z masłem posypana morszczynem i złożona na przysłowiowe pół smakuje po prostu całkiem dobrze – aż się zdziwicie, jak spróbujecie.
Sama to wymyśliłam i jestem z siebie dumna – przyznaję to kłaniając się Wam nisko i życząc smacznego.
Pozdrowienia. W.G