Strona ta wykorzystuje pliki cookies w celu realizacji swoich usług i funkcji zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz samodzielnie dostosować warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Google+ Followers

niedziela, 18 maja 2014

Z cyklu Bajki Matrixa: Krótka Bajka o suplementach


Z   cyklu Bajki  Matrixa: Krótka  Bajka  o  suplementach

Był sobie, a  właściwie przecież nadal jest dość stary hologram, w  którym rozgościli się hierarchowie Matrixa. Na początku nic na to nie wskazywało, dusze  zaludniające swoimi awatarami ten hologram wydawały się dość rozsądne – żyły w dostatku i spokoju, rozwijając nieprzerwanie swoje  JESTESTWO.

Pewnego razu wszystko trafił przysłowiowy szlag.

Ktoś zwariował na punkcie seksu, ktoś inny na punkcie gadżetów, ów na punkcie kasy.

Najważniejszym jednak z naszego punktu widzenia – obecnych uczestników tego żałosnego na dzień dzisiejszy szrekowiska  – był obłęd na punkcie władzy, który zdezorganizował wszystko.

Duszom grającym w tę grę zrzedły miny – przyszedł w hologramie czas, w którym wszystkie zaczęły się bać, bowiem obłęd na punkcie władzy jest obłędem najbardziej brzemiennym w skutki  i  nawet takie tuzy jak Serafin Satanael czasami ciężko żałują swoich wyborów.

Ale to nic J przecież Dziadek już dawno postanowił, że Satanael  i tak wróci do Światłości, więc nie mamy się co jego wierzganiem przejmować, przyjemny nie jest, fakt, no ale zimne frytki też nie są przyjemne.

Nie to jest jednak najważniejsze.

W hologramie wszystko stanęło na głowie – dusze zamiast grać w nieśmiertelność  zaczęły bawić się w egzekucje, wojny, kłamstwa, szalbierstwa, oszustwa i kradzieże, choć wiemy przecież – kto żyw i rozsądny – że w tym hologramie tak naprawdę nikomu niczego ukraść nie można.

Dziadek pilnuje, żeby było w nim nieskończenie wiele energii. Zapanowała jednak iluzja i niektórym nawet zaczęło się zdawać i zdaje im się do dzisiaj, że są źli (ha ha ha J  ), groźni, straszni, brzydcy i taki tam haardcoorrrrrrrr …..   J J J.

Ale nie o tym chciałam Wam w tej bajce opowiedzieć, a mam przecież z założenia opowiadać krótko.

Otóż moi drodzy, w tym szrekowisku najistotniejsze i   zdecydowanie nierajcujące jest to, że przejęły ten lunapark międzywymiarowe istoty, które zbyt się przejęły swoimi  czarnymi  rolami i  wzięły je bardzo  serio. Łupią nas jak Tatarzy, porywają ludzi i zwierzęta, przeniknęły do naszych struktur i udają naszych. Zrobiły się wyjątkowo  butne i bezczelne, zresztą już wręczenie Mojżeszowi katalogu 10 przykazań jest dużą bezczelnością, o Chaldei  i sumeryjskiej ściemie pisać nie będę, bo nie ma co komentować.

Nawet i to nie jest jednak najgorsze. Najgorszy jest ich cel.

Stworzyli nasze hybrydowe rasy, abyśmy im służyli życiem zdrowiem i pracą. Jesteśmy ich śmierdzącymi niewolnikami - mrówkami robotnicami, wartymi tyle ile potu, cierpienia i trudu są w stanie z nas wycisnąć.

W tym wszystkim nasze życie nie jest dla nich bynajmniej  najważniejsze.

To samo należy zauważyć o naszym zdrowiu.

Mają  je w głębokim poważaniu.

Niebajkowe   vivaria  Reptilian w bazach pod Nevadą i Nowosybirskiem, a także w innych i to wcale nie nielicznych miejscach na naszej ( nasza, a co!) pięknej planecie i  dochodzące z nich potworne krzyki torturowanych tam przedstawicieli naszej rasy świadczą dobitnie o tym, że ich karmicznym celem nie jest wcale rozwijanie współczucia i miłości dla innych istot.

Na szczęście jesteśmy nieśmiertelnymi bytami.

Faktem jest jednakże, iż każda dusza świadomości Jam Jest wychodzi z takiej przygody pokiereszowana, jakby ją złapali piraci i trwa czasami wiele inkarnacji (niekoniecznie ich liczba zawiera się w liczbie jedno – dwucyfrowej), ba, eony czasu  i  inkarnacji, zanim zrzucą z siebie to ohydne doświadczenie wyniesione z  niemiłej zabawy.

Wracając do tematu krótkiej bajki,  ich celem było stworzenie nas do pracy, abyśmy byli zdrowi, mocarni i …. nagle upsss….    żyli głupio i krótko. Żadnego rozwoju, bo po co.

W tym celu bajdy o drzewie wiadomości,  grzechu pierworodnym i …  zdrowym  żywieniu.

Teraz to już także o leczeniu i tym co nas leczy.

No bo przecież, jeżeli ktoś leczy ryby jak przysłowiowa czapla w bajce La Fontaine’a, to ma wyżywienie, zabawę i same profity.

Ryby same się godzą, same chcą i z rybim śpiewem na rybich ustach prawie jak lemingi lub owce ochoczo podążają do nowego stawu (czytaj vivarium), gdzie oddadzą  życie za Towarzysza Imperatora (nie wiem kto to, ale ryby także nie wiedzą), zagłosują w wyborach i pooglądawszy TV odejdą do Nirvany, w przekonaniu, że ich cierpienie komuś przyniesie pożytek J.

No i przyniesie. Międzywymiarowym paskudom, które wciskają nam totalną ściemę, żebyśmy się sami układali w rzędach do przysypania ziemią.

Ja wysiadam z tego pojazdu na ile to możliwe. Wy pewnie też.

Co robić ?

 W pierwszym rzędzie zadbać o zdrowie.

Wiele klocków składa się na nie, jednak wszystkich niemalże trapią ostatnio objawy braku mikroelementów. Magnezu, potasu, wapnia, fosforu, manganu, boru … także miedzi oraz innych.

Ten pierwszy niedobór przez paskudy okrzyczany i eksponowany jest nam dobrze znany. Wiemy jakie są jego objawy, Matrix nie szczędzi nam ich opisów, jednocześnie usłużnie reklamując codziennie suplementy, które nam tak chętnie sprzedaje za sporą kasiorę, zamiast oddać nam czystą planetę, czyste ciało jej  ziemi, czystą krew jej  czystej wody i czysty oddech jej czystej atmosfery. Także jej czystą sukienkę w postaci roślinnej szaty naszych roślinnych braci i czyste duchowo towarzystwo naszych braci zwierząt.

Reptilian niestety (ani innych paskud typu Zeta – Reticuli ) do nich nie zaliczamy, więc pa! szerokiej drogi.

Matrix wciska nam magnez jak lód Eskimosom jako panaceum na wszelkie drżenia, skurcze, herzklekot, zmęczenie, nerwowość. Milczy jednak jak zaklęty o potasie.

Obok chloru i sodu - następnym elektrolicie – minerale rozpuszczającym się w wodzie, przenoszącym ładunki elektryczne i decydującym w strategiczny sposób o gospodarce wodnej organizmu.

Przeciętnej awatarze Matrixu 3D  woda i regulujący jej pracę w fizycznym ciele potas są niezbędne. Tutaj dochodzimy do sedna naszej bajki .

Osoby , którym brakuje potasu odczuwają słabość, zmęczenie i nerwowość , drżą im mięśnie, cierpią na niewyleczalne serwowanym na wszystko magnezem  ostre skurcze mięśni nóg i nie tylko, mają zaburzenia pracy serca, są apatyczne, na skutek nieprawidłowej pracy mięśni mogą się uskarżać na zaparcia i wzdęcia, są ogólnie osłabione i cierpią na nadmierną senność (wszyscy znamy przypadki ludzi, którzy ciągle tylko by spali  nie wiadomo dlaczego).

Winien jest brak potasu.

Mało kto ma jego nadmiar, który może się prezentować zwolnioną akcją serca, drętwieniem kończyn, spadkiem siły mięśni.

Co więc robić ? J J J  ……. Olać Matrix z jego propagandą i suplementami.

Samemu w niezwykle łatwy sposób uzupełnić braki potasu.

Najwięcej tego pierwiastka znajduje się w suszonych owocach: morele, figi, rodzynki, jabłka, w kaszy gryczanej, która przy okazji jest bezglutenowa, ziemniakach, pomidorach i jego przetworach, avocado, zielonych warzywach liściastych, kiwi, bananach, grapefruitach, selerze (o Mamma Mia !).

Przekąska regulująca wypróżnienie, składająca się więc z 3 pokrojonych w kostkę suszonych moreli, 3  pokrojonych w kostkę suszonych śliwek, ¼ garści rodzynek, 2 pokrojonych w kostkę suszonych fig, 2 pokruszonych włoskich orzechów, doprawiona cynamonem w ilości ¼ łyżeczki, zalana wrzątkiem w ilości około 2/3  lub 1 szklanki i pozostawiona na noc będzie nie tylko szybkim, sycącym śniadaniem przed wyjściem do pracy, nie tylko panaceum na wypróżnienie (reguluje florę jelitową), nie tylko wzmocni i uwapni w prawidłowy sposób nasze kości  poprzez dostarczenie koniecznego do tego procesu boru, ale za przysłowiową darmochę uzupełni nam braki potasu a także boru zawartego w orzechach i wpływającego na ich stan i pracę nerek (obecność boru jest warunkiem  utrzymania wapnia w kościach).

Skończą się skurcze mięśni i inne przykre objawy.

Koniec bajki.

 Nie dajmy się rolować paskudom.

Nie nabijajmy kieszeni sprzedajnym lekarzom.

Nie karmmy wielkiej farmy. Ona i tak jest już NAŻARTA !!!

 

Pozdrawiam   -   Wiola Grigorijew

czwartek, 15 maja 2014

Gluten - posłowie


POSŁOWIE -Gluten

Zastanawiacie się na pewno, co się je i jak to się je, żeby wykluczyć z diety choć na okres testu gluten i sprawdzić jego oddziaływanie na siebie.

Internet  - Jak już wspomniałam pełen jest informacji na temat produktów zawierających gluten oraz produktów bezglutenowych.

Produkty naturalnie nie zawierające glutenu, to : ryż, kukurydza , ziemniaki, proso, tapioka, maniok, komosa ryżowa czyli „złoto Inków”, gryka, amarantus.

Nie zawiera go również soja, nie wspominam  jednak o  niej,  wyliczając je w ciągu,  ponieważ soja to „antypokarm” dla każdego człowieka i  jak to opisałam w  bajce „ Sojowe komety” , włączona do diety stanowi źródło różnego rodzaju zaburzeń  funkcjonowania ciała i prowadzi do poważnych problemów zdrowotnych .

Osoby  chore na celiakię uważać muszą jednakże na to, żeby produkty te nie były skażone glutenem na skutek dzikiego posiewu glutenowych zbóż w uprawach albo w trakcie procesu produkcji maki lub innego półproduktu, dostępnego w handlu.

My, zwykli zjadacze glutenowego chleba, bardziej lub mniej odporni na negatywne działanie glutenu, który może po prostu obniżać sprawność systemu ciała fizycznego lub wywoływać utajone objawy nadwrażliwości na jego obecność w diecie nie mamy aż takiego problemu.

Możemy całkowicie eliminując gluten z diety na czas testu sprawdzić,  czy i na ile korzystniejszy jest dla nas reżim bezglutenowy.

Dlatego istotne jest, żeby różnego rodzaju mąki, płatki śniadaniowe nie były skażone glutenem.

W trakcie testu ścisła „antyglutenowa” dyscyplina, potem już własna decyzja czy, co i na ile wykluczamy ze swojej diety. Totalna wolna wola – jesz co chcesz i adekwatnie do tego się czujesz, w pełni świadomości, że jesteś tutaj decydentem.

Na stronie www.celiakia.pl znajdziecie tabelkę, obrazującą sytuację : produkty bezglutenowe naturalnie,  produkty, które mogą gluten zawierać na skutek zanieczyszczeń procesie produkcji oraz produkty glutenowe.

Podaję wam link do bezglutenowej ściągi – najpierw rzuciło mi się w oczy tiramisu,  które od święta ostatecznie można zrobić z ksylitolem, jeśli ktoś nie używa cukru ( bardzo zresztą słusznie ):

 zmiksowani.pl/przepisy –na/bezglutenowe-bezmleczne  

Zapewne znajdziecie tam różnego rodzaju smakowitości – przy otwierania jakiejkolwiek strony  na hasło „przepisy bezglutenowe” od razu jesteśmy  zanęcani własnego wyrobu bezglutenowymi słodyczami. Zrobione  domu w bezpieczny sposób nie stanowią trucizny – to jest ich atut.


Na ścianie od razu rzuci się Wam w oczy przepis na placki śniadaniowe z kaszy jaglanej, jeśli wyjmiecie z przepisu cukier waniliowy i zastąpicie go wanilią albo… cynamonem (  to już mój pomysł ) zdecydujecie się na mąkę ziemniaczaną w podwójnej porcji lub zestawienie ziemniaczana i gryczana  zamiast sporządzonej z modyfikowanej genetycznie kukurydzy maki kukurydzianej, wreszcie jeśli część kaszy jaglanej zastąpicie  pełnym ryżem, albo zmienicie ilość jabłek na większą czy też dołożycie na koniec do ciasta bakalie  to macie kilka wersji tych samych placków.

Tutaj moje małe oświecenie – skoro ciasto ma mieć konsystencję naleśnikową i składnikiem jest także jabłko, mogą to przecież być bezglutenowe racuchy z jabłkami albo placki z :

sosem „szarlotkowym”, czyli:

 - jabłka przygotowane i uprażone jak do szarlotki z masłem lub innym tłuszczem,

- cynamon, rodzynki, goździki cale lub mielone

- do ewentualnego dosłodzenia lub wzmocnienia przeciwzapalnego efektu rozmiksowane  lub

  pokrojone daktyle.

Całość rozrzedzona do konsystencji sosu.

„Racuchowy” charakter nada też plackom większa zawartość  jabłek w cieście.

 

Koniec wieńczy dzieło, więc ja zamiast jaglanego chleba KRI za moment udaję się do kuchni zrealizować te dywagacje, a Wy ...macie tę samą możliwość.

Pozdrawiam

Wiola Grigorijew

poniedziałek, 12 maja 2014

Z cyklu Bajki Matrixa: Letarg Śpiącej Królewny…


Z   cyklu   Bajki    Matrixa:    Letarg  Śpiącej  Królewny…

 

   …Posuwał się przed siebie w miarę cicho, powstrzymując skrzypienie podeszew nowiusieńkich ciżem. Od czasu do czasu, kiedy  posadzka była wyjątkowo akustyczna, zdejmował je i brał w rękę,  idąc boso. Nie wiedział dokładnie, gdzie leży. Choć miał przy sobie zeskanowany plan budynku i przeszedł już wiele kondygnacji  i  krużganków, sprawdził wiele wież, nie znalazł Jej w nich. Wiedział tylko, że gdzieś tutaj jest, śpi i czeka na niego, nie wiedząc o tym. Idąc wciąż dalej, pomyślał właśnie, że to pewnie nie ostatni  korytarz, który przyjdzie mu jeszcze sprawdzić. Ściany obite XIX-wiecznym żakardem imitującym arrasy. Pod nimi komody z kolorową intarsją (badziewie!),  od czasu do czasu tłumiący kroki wąski dywan typu Kazach.

- Co jest u licha ?!!! – pomyślał zdziwiony, widząc to dziadostwo.

Kiedy się teleportował do Matrixu z bajki o „Śpiącej Królewnie” razem z Nią i całą opcją na prośbę Ani i Wioli, żeby znowu przypomnieć  Wojownikom Światła, Tym, Którzy niebawem Nimi zostaną i Tym, którzy z Nimi sympatyzują, o niegodziwościach i szalbierstwach Matrixu, nie przypuszczał, że jest to twór  tak niestylowy i tandetny. Nawet splunął w kąt jednego z zaułków ze złości, w trakcie swojej wędrówki, choć Królewiczowi nie przystoi, a kiedy spotkał w jednym ze skrzydeł zamczyska Orfeusza, oniemiał i widząc Go  tutaj wyjąkał tylko:

- Spoko Kolo, chyba pomyliłeś adres …

Orfeo  spojrzał jednak na niego z góry i zajadając  kromę chleba z Lidla odparł:

 

 - Pilnuj swojej Ślicznotki ! – po czym wykręcił się na pięcie i pobrzdąkując na swojej harfie groteskowo brzmiących w tym wykonaniu Roling Stone’sów, oddalił się w niebyt arkad okalających dziedziniec zamczyska.

Królewicz już wtedy powziął jakieś przypuszczenie…

Dziwnie mu to wyglądało – piękny jak Samson, długowłosy i  jasnolicy Orfeusz zamiast ryżowo- jaglanego  placka - z pajdą białego, pszennego markeciaka w ręku….

No, ale przecież to nie jego broszka – żachnął się sam na siebie i kontynuował konsekwentnie swoje poszukiwania.

Kiedy eksplorując kolejny korytarz upstrzony wejściami d o niezliczonych sypialń usłyszał nagle dziwny, demoniczny śmiech, postanowił  mimo obaw (nie jest przecież Zawiszą Czarnym, tylko awatarą delikatnego Królewicza) wejść do komnaty bez żadnych procedur sprawdzających.

Chwilkę się wahał, przygotowując  się do tego jak do skoku, ale w pewnym momencie scentrował się w sobie jak Bruce Lee, runął na wielkie drzwiska, i z całym impetem i otworzył je, wpadając razem z ich skrzydłami do pomieszczenia.

Na moment zapadła głucha cisza, w której usłyszał chrapanie brzmiące jak hurgot obracających się z dziką prędkością na wyboistej drodze kół od karocy. Tuman pyłu zalegającego na górnej krawędzi  dawno nie otwieranych skrzydeł  drzwi opadł, więc  zobaczył nareszcie rozpościerający się przed nim krajobraz…

Na pierwszym planie siedział na podłodze zaśmiewający się do nieprzytomności karzeł, bijąc się z niepohamowanej wesołości po brzuchu  makabrycznie krótkimi rękami. Twarz wykrzywiona w małpim grymasie obrazowała  apoteozę bezmyślności i głupoty, apogeum samozadowolenia.

Sekundę potem dotarło do Niego, co przedstawia drugi plan – głębię sypialni.

Na drugim planie – w piernatach i złotogłowiach, za muślinowymi, podwieszonymi na podsufitowej ramie zasłonami łoża  leżała Ona – Śpiąca Królewna – chrapiąc makabrycznie i śpiąc jak w narkozie. Uchylonymi ustami mamrotała coś niewyraźnie, przewracając się z boku na bok.

Wtedy zauważył, że niezależnie od całej sytuacji  niezmiennie trzyma coś w lewej ręce, jakby się obawiała, że kiedy będzie tak spać, ktoś przyjdzie i Jej to COŚ odbierze.

Nie zważał na Jej piękno, nie myślał o tym, że nareszcie po  tygodniach poszukiwań w gmaszysku znalazł ich cel. Nie zastanawiał się, ile wysiłku kosztowała go ta akcja w warunkach Matrixu, do którego przeniosła Go Wiola dla celów oświatowych, ani też już nie raziły go już podróby arrasów na ścianach, tandetne i efekciarskie kolory intarsji  i łazienkowe posadzki jak z Leroy Merlin w korytarzach

 

PATRZYŁ, CO  TRZYMA  W  RĘKU  JEGO   ŚPIĄCA  UKOCHANA.

Nagle zrozumiał!

Wielka, nadęta, biała  bułka z Tesco…!

W tym momencie karzeł, chichoczący dotychczas jak mini –demon nagle zamilkł, uniósł zdeformowaną dłoń i wskazał nią  za wezgłowie łoża, na którym leżała.

Idąc za jego gestem, zajrzał na  drugą stronę podwyższenia i oniemiał.

Po drugiej stronie, przy jego wezgłowiu  walała się gigantyczna kupa niedojedzonych białych bułek z żółtym serem  – nadętych, bladych, pokrwawionych ketchupem, ciągnących się i rozdartych jak od uderzeń kłów dzika.

Kiedy uniósł jedną z nich na wysokość  oczu, żeby obejrzeć to paskudztwo dokładniej, nagle karzeł ponownie zaniósł się histerycznym śmiechem, a kiedy wreszcie się wyśmiał do syta, oznajmił triumfalnie:

- Śpi bo nażarła się glutenu, ot co!

I usiadł zadowolony z siebie na posadzce.

- Co robić ??? Królewicz spojrzał na Niego przerażony.

- Lewatywę – zaśmiał się złośliwie karzeł obserwując jego reakcję.

- Coooo ??? Jęknął -  Królo ….

- No nie, aż tak to nie trzeba, odpuścił trefniś.

 Wystarczy zmienić dietę, to się obudzi i przestanie chrapać jak damskie zombi – tym razem uśmiechnął  się  figlarnie.

- Tymczasem niech dośpi swoje, wstanie i umyje zęby, a my strzelimy sobie rooiboska, zanim to nastąpi, żeby nam lepiej chodziła tarczyca.

No chodź Królo, zapraszam Cię, nachodziłeś się za Laską, jak nie wiem co – należy Ci się porządny napar – nie mówię o gandzi oczywiście – napijemy się z prawdziwego Furstenberga a nie z jakiegoś podrabianego Rozenthala projektu Versace i to pośmiertnego.

…Ech, czasy,  czasy ….. o tempora o mores .. zabłysnął znajomością języków antycznych, poderwał się na krótkich nóżkach jak sprężyna z posadzki i pociągnął Królewicza za sobą, w stronę swojego pokoju, paplając już o swojej najnowszej kolekcji znaczków pocztowych.

Znikając w niewielkim wejściu ukrytym w bocznej ścianie sypialni, rozmawiali już swobodnie, spokój, który zapanował był odczuwalny.

 

Przerywał go tylko monotonny chrap pięknej Śpiącej Królewny, która nadal dochodziła do siebie… po bułach z hipermarketu.

……………………………………………………………………………………………………………… 

 

I jak to u mnie  – rytualne „wcale się nie dziwię„ J.

O szkodliwości glutenu mówi się coraz szerzej. Jest substancją, która występuje powszechnie w pszenicy, życie i jęczmieniu. Skrajna nietolerancja glutenu objawia się w postaci celiakii.

To groźna choroba, uporczywa i powodująca duży dyskomfort i cierpienie.

Jej objawy mogą być różne, u dzieci może się przejawiać obfitymi, cuchnącymi stolcami, biegunką, osłabieniem.  Często trudna jest do zdiagnozowania i u dzieci i dorosłych, jej objawy polegają na osłabieniu, zapaleniu jamy ustnej, bólach kostnych, wzdęciach brzucha. Często przypominają  zatrucie pokarmowe lub inne schorzenia  i trudno je jednoznacznie zaklasyfikować jako nietolerancję glutenu, na czym w rzeczywistości polega.

Samą celiakię zostawmy lekarzom.

 Zajmijmy się w naszej bajce po prostu nieostrą pozornie nietolerancją glutenu, którą wykazują prawie wszyscy.

Szczególnie winne jest tutaj białe pieczywo, choć gluten zawarty jest także w pełnym, ciemnym chlebie i bułkach. Przeciwnicy konsumpcji wszelkich zbóż zawierających gluten „tępią”  także spożycie  pieczywa z pełnej mąki, argumentując, że to gluten i to gluten…

Działanie białego pieczywa podobne jest do działania sacharozy – oczyszczona, „wyłuskana” ze zdrowych frakcji, na pozór niewinna i występująca w naturze substancja, urasta do rozmiarów bajkowego złego smoka i czyni w ciele szkody, jakie  w bajce czyni  smok.

Mark Hyman w artykule „To czego nie wiesz, może Cię zabić: http://pracownia4.wordpress.com/2010/01/22/gluten-to-czego-nie-wiesz-moze-cie-zabic/

poza obszernym komentarzem do sytuacji wywołanej przez gluten w powszechnym spożyciu i analizą powiązania tego faktu ze wzrostem ilości różnego rodzaju chorób, u podłoża których jego zdaniem leży spożycie glutenu, cytuje za „The New England Journal of Medicine” , iż aż 55 chorób, których występowanie nie jest kojarzone z glutenem w istocie jest nim spowodowane.

Są to między innymi osteoporoza, zespół jelita drażliwego, wrzodziejące zapalenie jelita grubego, rak, nieswoiste zapalenie jelit, chroniczne zmęczenie, afty, reumatoidalne zapalenie stawów, stwardnienie rozsiane, chroniczne zmęczenie, niemal wszystkie choroby autoagresyjne.

Na tym nie koniec, gluten działa - według niego i innych wybitnych lekarzy - praktyków, na których się powołuje z racji gruntownie przeprowadzonych i rzetelnych naukowo badań  - również na stan zdrowia neurologicznego i psychicznego.

Według badających problematykę specjalistów jest współwinowajcą występowania i rozwoju schizofrenii, stanów lękowych, depresji, neuropatii, epilepsji, demencji i  nękających całą światową populację migren.

Wrażliwość na gluten jest chorobą autoimunizacyjną.  Powoduje w ciele stan permanentnego choć niekoniecznie ostrego i rozpoznawalnego zapalenia.  Skutki dla narządów są wielostronne, cierpi mózg, układ pokarmowy, serce, stawy.

Trudno ustalić, czy Ciebie, mnie konkretnie ten problem dotyczy, dopóki nie sprawdzimy tego „na sobie” poprzez wyeliminowanie glutenu i obserwację reakcji ciała. Często  odstawienie lub choć duże ograniczenie w menu produktów zawierających gluten jest w istocie leczeniem.

Podstawowym, powołanym przez specjalistów zajmujących się tą problematyką argumentem nadwrażliwości populacji europejskiej na gluten jest fakt, iż pszenica, będąca w powszechnej konsumpcji również pośrednio – poprzez dodawanie jej do różnego rodzaju produktów żywnościowych pozostających w masowej dosłownie sprzedaży – została sprowadzona do Europy dopiero w średniowieczu i  30 % populacji europejskiej  ma gen celiakii HLA DQ2 lub HLA DQ8 {12}.

Gen ten zwiększa podatność na problemy zdrowotne spowodowane spożyciem zbóż i wszelkiego rodzaju traw.  Hyman twierdzi, iż nie mamy jako gatunek mechanizmu adaptacyjnego do spożywania traw.

Jak zaobserwował sam Hyman oraz William Davis – autor bestsellera „Pszeniczny brzuch” ( Wheat Belly) – wzięty kardiolog, którego całkowicie pochłonęło eksplorowanie problematyki wpływu glutenu za powstawanie różnego rodzaju chorób, które w ogóle nie są z jego spożyciem kojarzone – w praktyce zaobserwowali na wielu tysiącach przypadków przez długi, trwający wiele lat odcinek czasu, iż rezygnacja z pszenicy w diecie  największy glutenowy winowajca) powoduje zanik wielu problemów zdrowotnych u pacjentów, u których w żaden sposób nie dawały się one skutecznie leczyć. Znikała pszenica, znikał gluten – problem zniknął.

Davis podkreśla także inny, nie podejmowany na oficjalnych forach problem – dzisiejsza pszenica jest faktycznie hybrydą rośliny, od której pochodzi, po wielu genetycznych modyfikacjach, które są bezspornie zabójcze dla każdego człowieka, nawet tego, który z racji miejsca urodzenia na planecie i rodowodu ma genetykę przystosowaną do konsumpcji pszenicy -  z powodu permanentnego niedostosowania tej  genetyki do zmiany w DNA rośliny zwanej pszenicą, od której obecna hybryda i wszelkie jej wersje pochodzą.

Celem ustalenia, czy jesteśmy uczuleni na gluten Hyman proponuje zastosowanie prostej procedury:

Rezygnacji ze składników i produktów zawierających gluten na 2 do 4 tygodni.

Eliminacja z diety obejmuje: pszenicę , żyto, jęczmień, owies, orkisz kamut,  pszenżyto

(zajrzyjcie  na  www.celiac.com [polska strona: 


Strona ta obejmuje kompletną listę produktów zawierających gluten, również takich, których obecność na tej liście wywoła Wasze niemałe zaskoczenie.

Polska Wiki wymienia również: piwo, konserwy, aromaty np. w herbatach, skrobia modyfikowana znajdująca się w różnych produktach, przyprawy, ocet spirytusowy, alkohole otrzymane ze zbóż, wędliny, parówki, śmietany; w rzeczywistości ta lista jest jeszcze dłuższa.

Ani okruszka chleba – to zalecenie na ten praktyczny żywieniowy test, ani okruszka glutenu.

Jeśli po powrocie do składników zawierających gluten pojawią się pewne dolegliwości, które nie występowały po odstawieniu pokarmów, które go zawierają oznacza to, iż  najprawdopodobniej występuje u Was utajona nadwrażliwość na gluten.

 Skuteczność tego testu wymaga usunięcia z diety 100 % glutenu.

Medycyna chińska traktuje pszenicę (główne źródło glutenu w obecnym systemie żywienia na świecie) jako pokarm silnie wychładzający. Wiemy także, iż podnosi znacznie poziom stężenia cukru we krwi.

Badania prowadzone szeroko przez lekarzy- pasjonatów tego tematu wskazują, że nasze niedostosowanie do spożycia produktów glutenowych jest bardzo prawdopodobne, jeśli nie pewne.

Sama osobiście uważam, że w wypadku istnienia opisanych wyżej objawów, przypisywanych przez nich utajonemu  uczuleniu na gluten, warto się na taki test zdecydować.

Nie znamy genetyki naszych przodków, dzisiejszy człowiek często nie ma pojęcia, kto był jego pradziadkiem lub prababką i jakie mieli predylekcje zdrowotne, skąd pochodzili, z jakiego regionu świata. O dalszej eksploracji poprzednich pokoleń nie wspomnę.

Wiemy jednak, sięgając do tego rodowodu, że często nasze ustalenia są zaskakujące – okazuje się, np., że mamy tylko 20 % polskiej krwi J.

Sama jestem tego przykładem. Tylko dwie moje prababki nie były Polkami … co  z resztą rodziny? Nie wiem.

Mogę się tylko domyślać swojej genetyki – moje osobiste „cielesne” ślady prowadzą do … Hunów. Najprawdopodobniej jest to około 40 % genetyki azjatyckiej.

Kim jestem genetycznie i jakie są moje relacje z glutenem? Nie wiem…

Staram się romansować z pełnym pieczywem, ponieważ po prostu uwielbiam buły i chleb – kocham zupę z chlebem, jak na  potomkinię chłopów przystało.

Sama akurat nie mam problemów czysto gastrycznych, mogę jeść co chcę….. pozornie J.

Uważam, że zrobienie tego testu, nawet przez takiego jak ja chlebożercę ma sens.

Jak sądzę, dostosowanie do spożycia pokarmów zawierających gluten mają zwłaszcza osoby z genetyką w znacznym stopniu pozaeuropejską – nie mówię tutaj o społeczeństwie amerykańskim, które w dużej mierze budowane było z ludności europejskiej – skoro pszenica uprawiana była w starożytności w Egipcie i państwach bliskiego wschodu – to zwłaszcza osoby z tamtejszą genetyką mają pewnie zwiększoną tolerancję na gluten niż pozostałe.

Tego jednak o sobie nie wiecie, dlatego warto zobaczyć, jak zadziała ciało bez pokarmów glutenowych.

Osobiście uważam, że poza żelaznymi zaleceniami medycyny naturalnej istotne jest sprawdzić, po czym czujemy się gorzej, choć nie powinniśmy, z racji ogólnego dostosowania naszego DNA do  odżywiania się określonym składnikiem.

Mam „żelazny żołądek” – nie rusza mnie praktycznie żadna cebula, czosnek  na surowo, żadne ciężkie potrawy, których większość jeść nie może z  powodu wzdęć i innych sensacji.

Ale mam za to inne, „niegastryczne” problemy, które są  przejawem  użycia lub nadużycia tych pozornie tolerowanych przeze mnie, a nie tolerowanych przez ofiary wyraźnych objawów gastrycznych, składników.

Jestem przez to w dużo gorszej sytuacji od tych pozornych ofiar – oni mają od razu objaw – ja nie. Ciało nie protestuje od razu – jak w wypadku opisanych utajonych objawów spożywania glutenu. Szkody mogą być zatem większe, zanim się zorientuję, o co może chodzić.

Pamiętajmy jeszcze o jednym i najważniejszym – gluten otępia mózg i cały układ nerwowy. Czyni z nas posłuszne, bezmyślne owce. Jesteśmy karmieni nie tylko pszenicą, będącą głównym źródłem glutenu – co gorsza jesteśmy karmieni jej fatalnymi w skutkach dla zdrowia hybrydami.

Czy jest to robione celowo?

 J Jasne, że tak – Matrix potrzebuje tępych owiec, idących posłusznie na rzeź  ze śpiewem na ustach J.

Owce mają śpiewać i chwalić Matrix – taki jest kaprys jego pseudo-panów – denerwują się, jak owce mają zły nastrój – to psuje im nastrój własny.

Owce mają być głupie, chore i słabe – należy także zmniejszyć ich populację, żeby za bardzo nie śmieciły i nie szkodziły pięknemu hologramowi Matrixu J.

Gluten uważany jest za jeden z czynników powstawania autyzmu…

Czy potraktować doniesienia o szkodliwości glutenu  arcyserio?

Moim zdaniem tak.

Nie oznacza to jednak konieczności przechodzenia na dietę całkowicie bezglutenową w wypadku osób, które nie mają opisanych objawów i u których nie stwierdzono celiakii.

Osoby mające zespół różnych pozornie „normalnych” dla całej populacji dokuczliwych objawów, mogą metodą prób ustalić, na ile winien jest gluten w pożywieniu i podchodzić do swojej diety bardzo świadomie, wybierając dla siebie te składniki, które im nie szkodzą i nie powodują tych objawów. Jest to sposób całkowicie bezpieczny.

………………………………………………………………………………………………………………

Chyba przesadziłam z długością mojego wywodu.

Obżarta bułami z Tesco Śpiąca Ślicznotka już się obudziła, a Królewicz i  karzeł wypili swojego roiboosa.

Czas ich uwolnić z mojej bajki.

Kłaniam się więc Wam jak zwykle nisko, pozdrawiając serdecznie.

Wiola Grigorijew

 

poniedziałek, 5 maja 2014

Zrozumienie Ying i Yang w pożywieniu

Przepraszamy naszych Drogich Czytelników, ale tekst wymaga znacznych przeróbek ze względu na pewne nieścisłości w oryginale. Ania i Wiola