Strona ta wykorzystuje pliki cookies w celu realizacji swoich usług i funkcji zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz samodzielnie dostosować warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Google+ Followers

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Dziennik Postu Daniela na żywo - Pierwszy tydzień






Dziennik Postu Daniela na żywo

Tydzień zaliczony!
Nie było łatwo, ale teraz wiem, że nie zrezygnuję i wytrzymam do końca.
Jak było? Różnie: zaczęło się od euforii i uczucia lekkości. Co prawda, uczucia te są charakterystyczne dla bardziej zaawansowanego etapu, ale każdy organizm ma swój tryb reagowania.

Bawiło mnie i bawi przygotowywanie potraw, praktycznie tak samo jak przedtem, tyle że bez oliwy czy oleju, cukru, słodkich owoców, bez wszystkiego, co zawiera węglowodany i nabiał.

Wcale nie uważam tego sposobu odżywiania za dietę, ponieważ w przeszłości często bywało tak, że kiedy nie musiałam gotować, odżywiałam się czym popadło, to znaczy – owocami i warzywami, które miałam pod ręką lub mogłam szybko ugotować.

Pomyślałam sobie nawet, że Post Daniela to replika moich ascetycznych zapędów, które przyniosłam sobie z poprzednich wcieleń.  Wówczas były one ku umartwieniu, ku pokucie bądź wzmocnieniu ducha, a teraz... mają służyć radości i zdrowiu. Bardzo sympatyczny sposób przepracowywania starych programów karmicznych.
Prawdę mówiąc, jest to dla mnie rzut na taśmę, jeśli chodzi o możliwość uzdrowienia moich dolegliwości, które w ciągu tej zimy zmieniły mnie w pojękujący kłębek cierpienia. Niby nic wielkiego, ale tu boli, tam strzyka, jeszcze gdzie indziej puchnie, stawy sztywne, zimne dłonie i stopy i uroda jak ze młyna. Ostatnia zima przespacerowała się bezlitośnie po moich stawach, zaburzyła krążenie, że nie wspomnę o innych, spędzających sen z oczu nieprzyjemnościach.
Dlaczego to właśnie post Daniela?
Dlaczego to właśnie post Daniela ma mi pomóc i to jeszcze w wersji pięciu przemian?
W tym przypadku zadziałała intuicja, po prostu czułam i czuję nadal, że to jest odpowiedź na moje medytacje przyciągania do siebie uzdrowienia na wszystkich poziomach.
Wzmianka o dobrych skutkach żywienia się jarzynami znajduje się w 1. Księdze Daniela. Prorok jako młodzieniec trafił ze swoimi trzema towarzyszami do niewoli, stając się przymusowym rezydentem króla Nabuchodonozora, kiedy ten pokonał lud Judy. Król był łaskaw, zarządzając, by młodzieńcy otrzymywali potrawy z jego stołu, czyli mięso i wino. Młodzieńcy odmówili przyjmowania tej strawy. Przełożony niewolników obawiał się, że młodzieńcy zmarnieją na innym wikcie, a on poniesie konsekwencje swojego niedbalstwa, więc oni, nie chcąc go narażać, zaproponowali, aby brał te potrawy dla siebie, a im cichcem wydawał jarzyny i czystą wodę. Tak miało być przez 10 dni na próbę, aby przełożony przekonał się, że młodzieńcy wyglądają zdrowo, że ten sposób odżywiania wcale im nie szkodzi. Po dziesięciu dniach takiego odżywiania  ich oblicza jaśniały i widać było, że cieszą się całkowitym zdrowiem i pełnią sił.
Skoro w najczęściej czytanej na świecie księdze zachowała się taka wzmianka, coś to znaczy, może warto spróbować!
W końcu w księgach, pismach, kronikach oraz innych materiałach przechowywane są nie raz bezcenne wskazówki.
Tak czy inaczej, mam za sobą wstępne boje i zmierzam dalej po swojej drodze do zdrowia...
Ale może podzielę się swoimi doznaniami i przekażę parę uwag i postrzeżeń co do tego pierwszego tygodnia.
Dlaczego akurat wersja pięciu przemian?
Dlaczego akurat wersja pięciu przemian? Jestem laikiem w zakresie tej wiedzy, chociaż potrafię sklecić kilkanaście potraw na podstawie przepisów nieocenionej Wioli.

Według mnie żywienie „normalne” tym różni się od żywienia wg pięciu przemian, co bezładne wrzucanie kawałków puzzli na planszę, kiedy tylko niektóre z nich trafiają w puste miejsca,  od uporządkowanego i systematycznego wkładania kawałków w miejsca odpowiednie.                              Po prostu poszczególne pary narządów otrzymują tę energię, której im trzeba, we właściwej kolejności, dzięki czemu jej strumienie płyną prosto do celu niczym niezakłócone i narządy nie muszą wyszukiwać sobie ze sterty puzzli tego, czego im aktualnie trzeba.
Kryzys glikemiczny
W trzecim dniu postu pojawiły się objawy kryzysu glikemicznego – to organizm zaczął szaleć z niepokoju, nie dostając swojej codziennej porcji węglowodanów. Przyspieszone bicie serca, kłopoty z koncentracją, dreszcze... Następnego dnia rano rozważałam, jak tu wstać z łóżka. W końcu zwlokłam się i po kilkudziesięciu minutach snucia się po mieszkaniu  po prostu zjadłam kilka ostatnich daktyli, które smętnie pałętały się w jakimś słoiczku. (Przed postem przezornie wyjadłam wszystkie słodkie owoce, żeby mnie nie kusiło.)
Wszystkie objawy ustąpiły, ale cały dzień działałam na trybie oszczędzającym. Potem dowiedziałam się od Wioli, że oczywiście, takie kryzysy można przełamywać, jedząc słodkie owoce, ale drugą opcją jest autosugestia: po prostu położyć się i powiedzieć swojemu organizmowi, że wszystko jest w porządku, że jest to przełom glikemiczny i organizm przestawia się na inny tryb odżywiania dla uzyskania pełnego zdrowia.

Wnioski
- Najlepiej zacząć post, kiedy jest ciepło.(Nie miałam tego szczęścia.)
-Trzeba odsunąć od siebie wszelkie forsowne zajęcia i zaplanować spędzanie jak największej ilości czasu w plenerze, dużo chodzić pieszo.
- Zrobić na samym początku porządne zakupy, ponieważ chodzenie wśród wszelkich smakowitych zapachów w pierwszych dniach postu może być  nieco męczące. Teraz, po tygodniu śmiało wkraczam pomiędzy półki wyładowane „dawnymi” smakowitościami. Dawnymi... Tak!
- Liczyć się trzeba ze zmianą gustów jedzeniowych, a ponieważ bardzo wyostrza się wzrok, smak oraz powonienie, jarzyny i owoce stają się niezwykle atrakcyjne, kolorystycznie, węchowo i smakowo, natomiast  inne pożywienie, jak i zapachy chemiczne stają się udręką dla nosa.
- Ewentualną apatię i uczucie osłabienia można przełamywać ruchem na świeżym powietrzu.
Wczoraj zdawało mi się, że mam kryzys sił fizycznych, ponieważ przyszła apatia i jakby zwolnienie ruchów,  ale szybko przekonałam się, że to doznanie siedzi wyłącznie w mojej głowie, bowiem kiedy zauważyłam prawie uciekający mi autobus, wyrwałam "na setkę" i nawet nie zdyszana dopadłam go tuż przed odjazdem.  Wiem już, że poczucie siły jako stały towarzysz pojawi się później.
- Jeśli ma się skłonność do depresji, zasadniczo powinno się z postu zrezygnować albo przeprowadzać go w gronie przyjaznych osób. Najlepiej byłoby wspólnie przyrządzać potrawy.
Tak czy inaczej, bez depresji też bardzo pomaga wspólne gotowanie. Daje dużo radości i wzmacnia determinację!

Bilans tygodnia: Co uzyskałam?

- Uczucie wielkiej lekkości w ciele.

- Dynamikę w ruchach.

- Ustąpienie bólów stawów.

- Zgrabne stópki (bez obrzęku nad kostkami).

- Dobry humor.

- Lepszą koncentrację.

Warto było! A najlepsze przede mną.

Serdecznie pozdrawiam, cd. za tydzień. 

Anna Małgorzata Bogusz

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz