Strona ta wykorzystuje pliki cookies w celu realizacji swoich usług i funkcji zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz samodzielnie dostosować warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Google+ Followers

MATRIX ALBO ZDROWIE





Z  cyklu  bajki  Matrixa:    Krótka Bajka o Miłości
…. Morfeusz zmierzał szybkim krokiem w kierunku parku, składając  pośpiesznie swoje skrzydła, żeby nikt z przechodniów nie zauważył, że jest aniołem.
To by dopiero było … Papa Zeus wnerwiłby się niezawodnie, że chrzani swoją robotę, stresując śmiertelników, grających w Matrixie w Grę Życia. Ma być porządek i już.
Kto do Hadesu to do Hadesu, kto do Nirwany, bardzo proszę, kto bębni swoją inkarnację tu i teraz, niech się nie pcha do  nieba  Jehowów. Oni   tam mają tylko 144 tysiące miejscówek.
Mimo kamuflażu ciało  Anioła połyskiwało boskim złotem, a pod szarym T-shirtem napinały się mięśnie ramion godne siłownianego pakera.
Skulił się w opinającym  wysportowany tors polarze – paskudnie jak na maj – pomyślał zwracając twarz w kierunku nieba i wdychając drobny, zimny, majowy deszcz. Lubił ziemską wilgoć, choć na ogół zajmował się na tej planecie tylko snem.
Kiedy miękko wsunął się w parkową zieleń i już był w jej  objęciach, skrzących się tysiącami odmian  zieloności, nagle i znienacka wpadł na faceta, który syknął tylko:
- Jak idziesz Kolego … i nie nadążając dokończyć swojego monologu, zamarł ze zdumienia, wpatrując się w niego, jak klasowa gapa z  I B.
Morfeusz także zdumiał się niepomiernie, aż  opuścił ogromne, połyskujące tęczowo skrzydła do samej ziemi i prawie  że się ujawnił ze swoją tożsamością.
- Co robisz, frajerze!!! - krzyknął stojący przed Nim Amor.
Nie sam krzyk, ale fakt, że to Amor stał przed nim w swojej własnej osobie, zdumiał go ponownie do tego stopnia, że brakło mu języka w gębie. Stał wystrojony jak lala, w najmodniejsze w tym sezonie „Marleny” albo jak tam kto woli. Zresztą epoka „ Wietnamów” nastąpi dopiero potem, więc nie będziemy w tej bajce walczyć o to, jakie miał na sobie spodnie. Bluzka obcisła jak u transwestyty, loki na utrefionym łbie, nawet podmalowane jak w latach 70. oczy. Psyche to uwielbia, kiedy Amor robi sobie lans na Davida Bowie. Gdyby jeszcze miał damski letni kapelusz w kwiaty  o szerokim rondzie, ona sama wyglądałaby przy nim jak sama Angi na ich kultowych zdjęciach.
Morfeusz dalej nie posiadał się ze zdumienia.
- Co tutaj robisz do chrześcijańskiego diabła ? - wydusił z siebie, kiedy w końcu odzyskał głos.
- Co to, na Olimpie powszechny urlop , czy co ??? !!!
-Tata popił za dużo ambrozji  i rozstawił nas po kątach, mnie dostał się park za nieróbstwo w sprawach damsko-męskich do wyplewienia.
- Nie zamierzasz chyba plewić tego areału ??? !!!
Morfeusz po prostu osłupiał.
No tego,  to nie – zaśmiał się Amor potrząsając lokami i raz rozkładając, raz składając swoje szykowne, połyskujące miedziano – złotym brokatem skrzydła, obwiedzione wzdłuż lotek gustowną, turkusową krajką.
- Wpadłem tu na chwilkę, na inspekcję i na Laski – obwieścił z uśmiechem Rudolfa Valentino.
… Aaa ….  Morfeusz zaskoczył natychmiast.
- A jak to zamierzasz zrealizować ? Zaciekawił się wyraźnie tematem.
No proste – jak u Maklakiewicza i Himilsbacha … „wymienim oddechy”  i dalej już pójdzie jak trzeba, samo –  śmiertelnicy znają na pamięć tę procedurę  - błysnął zdrowymi zębami w łobuzerskim uśmiechu.
- Zresztą patrz, daleko szukać nie musimy -  oczami wskazał dwa lachony siedzące w  odległej od nich o  100 metrów alejce platanów, na ławce pod jednym z nich i rozprawiające o czymś tak zaciekle, że aż tutaj dochodził dźwięk ich ożywionej dyskusji.
Kiedy zbliżyli się na odległość kilku metrów porozumiewając się półgłosem, obie dzidzie zamilkły i spojrzały na nich, skanując ich zamiary.
Ta po lewej, w białej muślinowej sukience, prześwitującej koronkowymi podwiązkami białych samonośnych pończoch  wyglądała z bladym pudrem na twarzy i landrynkowym różowym błyszczykiem na ustach jak zmutowana gejsza. Jedynym, co łączyło jej wygląd z wyglądem jej rozmówczyni  były  obwiedzione zrobioną na mokro z arabskiego coohla czarną ramką wielkie, ramzesie oczy. Malowało się w nich tyle samo zdumienia co bezmyślności.
Jej towarzyszka wyglądała na nieco sprytniejszą – zapakowana na maksa w czarny lateks pobłyskiwała w zerkającym  przez chmury słońcu odchudzonymi kształtami  Markizy de Sade. Do pełni designu  brakowało jej tylko czarnego pejcza, zamiast którego w ręce trzymała cienki wierzbowy pręcik  i potrząsała nim od czasu do czasu.
Kiedy tak patrzyły milcząc na intruzów, Amor zagaił jak zaplanował,  prawie, że cytatem z Himilsbacha.
-To co … wymienim  oddechy?
Podczas kiedy on sam poczuł się bardzo dumny z tej inwokacji,obie damy wybałuszyły oczy ze zdziwienia.
- Co ???  - jęknęła Biała.
Czy tobie chodzi zboczeńcu o seks ?!!! - prawie wyryczała, odważając się wreszcie.
….No… chyba to oczywiste – Amor stracił wyraźnie stateczność, choć nadal pozorował pewność siebie.
To chyba dla Ciebie jasne, Dzidzia …. Normalni ludzie .. i bogowie robią te rzeczy!
Teraz to on się oburzył.
- Tak, tak – zawtórował mu Morfeusz, popierając kompana w opresji.
- I to często – dodał, patrząc wyraźnie w kierunku Lady Lateks.
- A te skrzydła, to co ??? - wrzasnęła Biała, wskazując na połyskujące na jego plecach dwa dowody rzeczowe.
- Od kiedy to Anioły robią te rzeczy !!!
Wrzeszczała coraz głośniej i wyglądała coraz mniej seksownie.
- Od kiedy Papa Zeus i inni Bogowie na to pozwolili – Morfeusz odparował rezolutnie.
- Twój papa Zeus  niech sobie rządzi w niebie, nie tu! - krzyknęła lateksowa Lady i dodała:
Tutaj rządzimy my – wskazała na swoją towarzyszkę - moja siostra Sacharoza i Ja – czyli czarna Kawa.
- Nic tu po Was, nasze rządy,  telewizja i brak snu  to murowany brak libido, a my same robiłyśmy makijaż przez 40 minut dzisiaj rano  i nawet jakbyśmy je miały  to i tak nie pozwolimy go sobie zdemolować !!!
Jej oburzenie sięgnęło zenitu.
- Co ? …… głos Amora załamał się na granicy płaczu.
- No chyba zapodaję Ci wyraźnie, że nic tu po Was, teraz seks  serwują w TV, moja siostra udziela się społecznie po kilka razy dziennie  w każdym kubku z porcelitu, ja ją dosładzam i ludzie nie mają ochoty na żadne figle migle, do tego nie śpią, więc mają totalnie zrąbane nerki – wrzeszczała Sacharoza – a Ci, co  promują taki styl życia mają z tego niezły interes, nasza stryjeczna siostra Viagra robi karierę w aptekach, a psychoterapeuci kasują sfrustrowane damulki i karuzela się kręci.
Po takim dictum była najwyraźniej zadowolona z siebie.
- Kobieto !!! (Amor był prawie załamany), czy Ty nie odróżniasz ciacha od badziewia?
Jego głos brzmiał dramatycznie i widać było, że dość ma tej przebieżki do Matrixu.
I to towar, i to towar, odparła na to filozoficznie Lady Lateks, ostentacyjnie wyciągając rurkę  i wciągając krechę.
- Tyle tylko, że po tej czynności nie muszę poprawiać fryzury – dodała, dobijając go jak Spartanin jeńca.
- Więc nic tu po Was, idźcie sobie!
- Odwrót – zrządził zdesperowany Amor, a Morfeusz  podreptał za nim jak emeryt, nadal znokautowany obrotem sytuacji.
- No i co ? Co będzie teraz – spytał Amora, kiedy odzyskał  głos.
- Jak to co ? Wiola napisze małe co nieco o libido i następnym razem robimy sabotaż panienkom – uśmiech wrócił na jego zawadiacką twarz.
- Jasne, że Wiola napisze, przecież nie dopuści do takiej masakry na stałe. Możemy liczyć na to, że Ania wyedytuje  no i  znowu będziemy mieć pracę –  a na razie …. nuda, nuda, nuda – coś jeszcze wymruczał, ale po  chwili już pogwizdywał pod nosem, planując następny wypad do 3D i układając sobie plan miłosnych manewrów…..
Cóż mi zatem pozostaje … Pisz  Pani i tyle, skoro jutro ostatni dzień wakacji, bo od opisanego przeze mnie spotkania Morfeusza  z  Amorem  minęło  ponad 3 miesiące, to przyjąć można, że także ostatni dzień wakacji od solidnego seksu.




Jak to jest z tym libido ?
W starożytnych i nie tylko źródłach medycyny chińskiej mówi się, że mąż nie musi żony kochać, musi ją tylko dobrze karmić  (o szanowaniu nie wspominam, bo to oczywiste). To jest warunek podstawowy. Ale wcale nie jest aż tak prosto.
Chodzi tutaj o sferę diety, która jest jednym z podstawowych elementów decydujących o libido. Właściwy dobór pokarmów – w większej części podobny dla kobiet i mężczyzn jest jednym z podstawowych czynników decydujących o tym, czy mamy libido i to  do  śmierci (to nie żart), czy po prostu nie mamy go i przeżywamy życie w europejskim przekonaniu, że starość to impotencja.
A  libido decyduje przecież o tym, czy tworzy się i utrzymuje w związku bliskość.
Nic z tych rzeczy - tak zwana starość, czyli stan, w którym mamy sporo lat, jak na miarę używaną  na tym ziemskim padole 3D
 NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z BRAKIEM POTENCJI ZARÓWNO U KOBIET JAK I U MĘŻCZYZN        !!!!
Zakładając, że z pokolenia na pokolenie żywimy się i żyjemy coraz bardziej skandalicznie i totalnie się degenerujemy, na każdym poziomie skomplikowanego systemu, jakim jest Uniwersalna Obecność ubrana w  system  zapisów pozwalających jej bawić się w tworzonych przez Boski Absolut Hologramach, trudno się dziwić, że zajeżdżamy naszego rumaka  do kopyt i nie jest to już lotny pegaz, tylko poganiany tribestanem lub viagrą muł. Swoją dolę zbierają tutaj seksuolodzy i wszelcy terapeuci od seksu, którzy usiłują przekonać nas za nasze pieniądze, że jak się rozluźnimy to pójdzie jak z płatka.
Pójdzie.
Jak będzie miało paliwo na tę przebieżkę.  Jak będzie na to odpowiednia pula energii.
W innym wypadku kicha.
Zatem pierwszym istotnym czynnikiem jest dieta.
Szanuję i uwielbiam witarian – są obiektem mojego podziwu – jednak jak pokazuje praktyka, w  ogromnej mierze gotowana dieta związana jest z klimatem, w jakim żyjemy.
Tylko niewielkie obszary planety są na tyle ciepłe, żeby żyjąc tam jeść na surowo i to nie do końca. Wszyscy mają mniejszą lub większą potrzebę ciepłego jedzenia – pytanie:  majstrowano nam w tym kierunku w genach, czy też nie ?
Pamiętajmy też, że nie ma się co kłócić o rodzaj diety, ponieważ konsekwentnie stosowane, jeśli są ogólnie zgodne z matrycą genetyczną, prowadzą do zdrowia mimo różnic w szczegółach.
Nasze libido zależy od poziomu energii w prawej nerce, która jako mały ogień nie tylko ogrzewa ciało, ale stanowi punkt, w którym uniwersalna energia kreacji  zamienia się w energię seksualną sensu stricto.
Bardzo istotną rolę na drodze do ognia, czyli narządów związanych bezpośrednio  z seksem – nazwijcie je jeśli chcecie genitaliami, choć to kojarzy się głównie z genetyką – odgrywa stabilna wątroba.
Mamy więc klasyczny triumwirat  - nerki z pęcherzem moczowym, wątroba z pęcherzykiem żółciowym i  serce z  jelitem  cienkim i powiązaną z nimi funkcją seksu.
Gorąca, ogrzana ciepłym pożywieniem prawa nerka jest fizycznym punktem, w którym generowana jest w związku z jej prawidłowym odżywianiem energia seksualna manifestująca się jako libido.
Nie oznacza to jednak, że ma być tylko Yang, Yang i nic więcej.
Wątroba ma być stabilna, konieczne jest zatem jej solidne Yin.
Rozgrzewamy prawą nerkę gotowanymi długo i  zawierającymi wartość Yang pokarmami, jednocześnie dbając o to, żeby wątroba była odpowiednio chłodna, co oznacza także stan spokoju i relaksu, a nie tylko jej wychładzanie przez pokarm .
Sposób postępowania z prawą nerką opisałam w jednej z bajek – krótko wspomnę tylko, że u osób mających problemy z libido, konieczne jest ciepłe, gotowane jedzenie, doprawione rozgrzewającymi ziołami, składniki powinny dawać wartość Yang.
Wzmacniająca nerki fasola tym bardziej zadziała na libido, im będzie ciemniejsza, świetnie poprawia libido fasola czarna.
Doskonale działają na libido wzmacniające przemianę ziemi orzechy, nasiona, pestki - najlepsze dla nas ze względu na rodzimy klimat orzechy włoskie i laskowe,  ale nie tylko.
Marchewka, seler (zwłaszcza naciowy),por, cebula i czosnek to sprawdzone afrodyzjaki.
Dla kobiet bardziej marchewka, dla mężczyzn bardziej seler, choć  wszyscy powinniśmy jeść i to i to.
Pokierowałabym się także kształtem – zatem nerkowiec należący do przemiany ziemi działać będzie na nerki nie tylko poprzez schemat kontrolny ale także poprzez swój „nerkowy” kształt.
Doskonałą alternatywą dla viagry jest … arbuz  - pamiętajmy jednak, że  przynależy do ciepłej pory roku, spożywanie go w chłodne, jesienne i zimowe dni nie ma sensu.
PONADTO TRZEBA GO WTEDY JEŚĆ ZE SKÓRKĄ!
Smacznego   (a czemu by nie ).                                                     
Z uwagi na fakt, iż libido zależne jest od śledzionowo - nerkowego Yang, istotne będą także inne, niepozorne składniki – gotowane i zajadane ze smakiem – dynia, cukinia, kabaczek i przyprawy o ognistym charakterze – lubczyk, tymianek, rozmaryn, jałowiec, bazylia, oregano – suszone i świeże.
Avocado zwane jest gruszką miłości – bakłażan znany jest jako afrodyzjak od zawsze.  Wiecie też zapewne o afrodyzjakalnych właściwościach ananasa, który znany jest bardziej jako odchudzacz – proszę bardzo, dwa w jednym. Do tego smaczny. Doskonale sprawdza się jako afrodyzjak nasz rodzimy burak – niedocenione warzywo o fenomenalnych  właściwościach   -  nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dołożyć do obiadu codziennie dwie łyżki startego buraka – ma także inne odkwaszające i leczące właściwości – zakres jego pozytywnego działania na ciało jest ogromny.
Sprawdźcie choćby w necie – polecam .
Nie trzeba szukać specjalistycznych afrodyzjaków wśród  składników pożywienia – dla odbudowy libido trzeba po prostu zacząć jeść zgodnie z genetyką.
Oczywiście afrodyzjakiem są także wszelkie jajka, ale nie można jeść ich więcej niż 2-3 tygodniowo.
Jakość „Metalu” żywiąca „Wodę” czyli nerki wzmacnia i konserwuje libido.
Konieczne są zatem (zwłaszcza gdy zimno) pikantne   i  ostre przyprawy metalu – kminek, ziele angielskie, zioła prowansalskie, chilli, ostra papryka, jeśli nie ma przeciwwskazań pieprz, najlepiej świeży i kolorowy, ponieważ z uwagi  na zbiór w różnych fazach dojrzewania daje wówczas wszystkie niezbędne jakości energetyczne; także gorczyca, cząber, liść laurowy, pieprz ziołowy.
Estrogenne płatki owsiane polecam kobietom, jeśli  nie są uczulone na gluten. Świetnie stymulują produkcję estrogenów, których poziom decyduje w znacznym stopniu o kobiecym libido.
Rzodkiewka, biała rzodkiew, rzepa,  zielona cebulka i por a także czarna rzepa to tuzy, jeśli chodzi o afrodyzjaki, choć większość z nas żyje w niewiedzy i przekonaniu, że afrodyzjak to jakieś egzotyczne cudo w rodzaju  rogu jelenia.
Żeń-szeń, miłorząb japoński i drogi choć skuteczny szafran, a także egzotyczna mandragora robią swoje – kto woli libido od pozbawiającej  go poprzez  smog magnetyczny i pory oglądalności telewizji i troszczy się o szczęście i komfort swojego partnera, zapewne skłonny jest  zainwestować w te składniki swoje pieniądze i czas.
Znacznie tańsze  i równie skuteczne są cynamon i imbir.
W naszym klimacie i położeniu geograficznym skutecznym panaceum na braki ciepła i brak libido jest ogólnie dostępny w terenie chrzan, którego można po prostu odpowiednią ilość  „ukopać” i robiąc to  co jakiś czas jeść na świeżo bez konserwantów i trucizn.
Należy pamiętać, że w sektorze odżywiania bardzo obniżająco działają na libido  kawa, herbata oraz nieśmiertelny w tym tercecie cukier.
Coca – cola, ciastka i ciasteczka, zimne  napoje, jogurty, dieta „zimno -sałatkowo-kanapkowa, to pogrzeb naszego libido w zakresie odżywiania.
Składników poprawiających libido bez problemu doszukacie się w Internecie, kiedy to zrobicie zauważycie jednak, że…  poprawia je prawie wszystko to, co poprawia nasze zdrowie, co nam służy i dodaje energii.
Nasze libido nie zależy jednak tylko i wyłącznie od diety.
Brak snu o właściwej porze i brak relaksu wykluczają jego wysoki poziom, co w konsekwencji rzutuje na jakość związku, powodując, że partnerzy oddalają się od siebie emocjonalnie z powodu braku fizycznej bliskości.
Zamiast pracować do upadłego i oglądać potem razem TV lepiej się wyspać i …. kochać.
Sen między godziną 21.30 a 23.30 w lecie oraz między 21. a 23. w porze zimowej daje odpowiednią regenerację całemu systemowi i jest strażnikiem wysokiego libido – zwłaszcza „niedospane”  o tej porze  kobiety tracą libido bardzo szybko, do tego w połączeniu z obciążeniem obowiązkami domowymi i wywołanym tymi czynnikami zmęczeniem oraz stresem.
U kobiet gigantyczny wpływ na libido wywiera relacja do partnera – brak zgody, poczucie bycia krzywdzoną, brak zainteresowania nie tylko erotycznego - brak ogólnej życzliwości, krzywdząca krytyka, tworzenie stresowych sytuacji, natychmiast powodują wycofanie się z kontaktów na płaszczyźnie seksualnej, co objawia się poprzez zanik libido.
Ogromne znaczenie ma także niska samoocena w kwestii kobiecości, a poczucie bycia przedmiotem a nie podmiotem praktyk seksualnych  rodzi poczucie krzywdy i odrzucenie partnera przez kobietę, która wskutek tych czynników w pierwszej kolejności traci libido, często nie zdając sobie sprawy z rzeczywistych powodów tego stanu i  wiążąc ten fakt z innymi, pozornymi  powodami…
Zatem spokój, dobra atmosfera, dbałość o dietę, sen i dobre relacje w połączeniu z dobrym jedzeniem, rozgrzewającymi korzenno – ziołowymi herbatkami (hibiskus i wszelkie wychładzające kwaśne mieszanki działają w kierunku przeciwnym) i dobrym wytrawnym czerwonym winem sprawi, że Ci, którzy do tej pory tylko się kochali, będą się wreszcie także ….kochać.

Życzę Wam zatem już dziś miłego wieczoru.
Pozdrawiam serdecznie.
Wiola Grigorijew.







Z   cyklu Bajki  Matrixa: Krótka  Bajka  o  suplementach

Był sobie, a  właściwie przecież nadal jest dość stary hologram, w  którym rozgościli się hierarchowie Matrixa. Na początku nic na to nie wskazywało, dusze  zaludniające swoimi awatarami ten hologram wydawały się dość rozsądne – żyły w dostatku i spokoju, rozwijając nieprzerwanie swoje  JESTESTWO.

Pewnego razu wszystko trafił przysłowiowy szlag.

Ktoś zwariował na punkcie seksu, ktoś inny na punkcie gadżetów, ów na punkcie kasy.

Najważniejszym jednak z naszego punktu widzenia – obecnych uczestników tego żałosnego na dzień dzisiejszy szrekowiska  – był obłęd na punkcie władzy, który zdezorganizował wszystko.

Duszom grającym w tę grę zrzedły miny – przyszedł w hologramie czas, w którym wszystkie zaczęły się bać, bowiem obłęd na punkcie władzy jest obłędem najbardziej brzemiennym w skutki  i  nawet takie tuzy jak Serafin Satanael czasami ciężko żałują swoich wyborów.

Ale to nic J przecież Dziadek już dawno postanowił, że Satanael  i tak wróci do Światłości, więc nie mamy się co jego wierzganiem przejmować, przyjemny nie jest, fakt, no ale zimne frytki też nie są przyjemne.

Nie to jest jednak najważniejsze.

W hologramie wszystko stanęło na głowie – dusze zamiast grać w nieśmiertelność  zaczęły bawić się w egzekucje, wojny, kłamstwa, szalbierstwa, oszustwa i kradzieże, choć wiemy przecież – kto żyw i rozsądny – że w tym hologramie tak naprawdę nikomu niczego ukraść nie można.

Dziadek pilnuje, żeby było w nim nieskończenie wiele energii. Zapanowała jednak iluzja i niektórym nawet zaczęło się zdawać i zdaje im się do dzisiaj, że są źli (ha ha ha J  ), groźni, straszni, brzydcy i taki tam haardcoorrrrrrrr …..   J J J.

Ale nie o tym chciałam Wam w tej bajce opowiedzieć, a mam przecież z założenia opowiadać krótko.

Otóż moi drodzy, w tym szrekowisku najistotniejsze i   zdecydowanie nierajcujące jest to, że przejęły ten lunapark międzywymiarowe istoty, które zbyt się przejęły swoimi  czarnymi  rolami i  wzięły je bardzo  serio. Łupią nas jak Tatarzy, porywają ludzi i zwierzęta, przeniknęły do naszych struktur i udają naszych. Zrobiły się wyjątkowo  butne i bezczelne, zresztą już wręczenie Mojżeszowi katalogu 10 przykazań jest dużą bezczelnością, o Chaldei  i sumeryjskiej ściemie pisać nie będę, bo nie ma co komentować.

Nawet i to nie jest jednak najgorsze. Najgorszy jest ich cel.

Stworzyli nasze hybrydowe rasy, abyśmy im służyli życiem zdrowiem i pracą. Jesteśmy ich śmierdzącymi niewolnikami - mrówkami robotnicami, wartymi tyle ile potu, cierpienia i trudu są w stanie z nas wycisnąć.

W tym wszystkim nasze życie nie jest dla nich bynajmniej  najważniejsze.

To samo należy zauważyć o naszym zdrowiu.

Mają  je w głębokim poważaniu.

Niebajkowe   vivaria  Reptilian w bazach pod Nevadą i Nowosybirskiem, a także w innych i to wcale nie nielicznych miejscach na naszej ( nasza, a co!) pięknej planecie i  dochodzące z nich potworne krzyki torturowanych tam przedstawicieli naszej rasy świadczą dobitnie o tym, że ich karmicznym celem nie jest wcale rozwijanie współczucia i miłości dla innych istot.

Na szczęście jesteśmy nieśmiertelnymi bytami.

Faktem jest jednakże, iż każda dusza świadomości Jam Jest wychodzi z takiej przygody pokiereszowana, jakby ją złapali piraci i trwa czasami wiele inkarnacji (niekoniecznie ich liczba zawiera się w liczbie jedno – dwucyfrowej), ba, eony czasu  i  inkarnacji, zanim zrzucą z siebie to ohydne doświadczenie wyniesione z  niemiłej zabawy.

Wracając do tematu krótkiej bajki,  ich celem było stworzenie nas do pracy, abyśmy byli zdrowi, mocarni i …. nagle upsss….    żyli głupio i krótko. Żadnego rozwoju, bo po co.

W tym celu bajdy o drzewie wiadomości,  grzechu pierworodnym i …  zdrowym  żywieniu.

Teraz to już także o leczeniu i tym co nas leczy.

No bo przecież, jeżeli ktoś leczy ryby jak przysłowiowa czapla w bajce La Fontaine’a, to ma wyżywienie, zabawę i same profity.

Ryby same się godzą, same chcą i z rybim śpiewem na rybich ustach prawie jak lemingi lub owce ochoczo podążają do nowego stawu (czytaj vivarium), gdzie oddadzą  życie za Towarzysza Imperatora (nie wiem kto to, ale ryby także nie wiedzą), zagłosują w wyborach i pooglądawszy TV odejdą do Nirvany, w przekonaniu, że ich cierpienie komuś przyniesie pożytek J.

No i przyniesie. Międzywymiarowym paskudom, które wciskają nam totalną ściemę, żebyśmy się sami układali w rzędach do przysypania ziemią.

Ja wysiadam z tego pojazdu na ile to możliwe. Wy pewnie też.

Co robić ?

 W pierwszym rzędzie zadbać o zdrowie.

Wiele klocków składa się na nie, jednak wszystkich niemalże trapią ostatnio objawy braku mikroelementów. Magnezu, potasu, wapnia, fosforu, manganu, boru … także miedzi oraz innych.

Ten pierwszy niedobór przez paskudy okrzyczany i eksponowany jest nam dobrze znany. Wiemy jakie są jego objawy, Matrix nie szczędzi nam ich opisów, jednocześnie usłużnie reklamując codziennie suplementy, które nam tak chętnie sprzedaje za sporą kasiorę, zamiast oddać nam czystą planetę, czyste ciało jej  ziemi, czystą krew jej  czystej wody i czysty oddech jej czystej atmosfery. Także jej czystą sukienkę w postaci roślinnej szaty naszych roślinnych braci i czyste duchowo towarzystwo naszych braci zwierząt.

Reptilian niestety (ani innych paskud typu Zeta – Reticuli ) do nich nie zaliczamy, więc pa! szerokiej drogi.

Matrix wciska nam magnez jak lód Eskimosom jako panaceum na wszelkie drżenia, skurcze, herzklekot, zmęczenie, nerwowość. Milczy jednak jak zaklęty o potasie.

Obok chloru i sodu - następnym elektrolicie – minerale rozpuszczającym się w wodzie, przenoszącym ładunki elektryczne i decydującym w strategiczny sposób o gospodarce wodnej organizmu.

Przeciętnej awatarze Matrixu 3D  woda i regulujący jej pracę w fizycznym ciele potas są niezbędne. Tutaj dochodzimy do sedna naszej bajki .

Osoby , którym brakuje potasu odczuwają słabość, zmęczenie i nerwowość , drżą im mięśnie, cierpią na niewyleczalne serwowanym na wszystko magnezem  ostre skurcze mięśni nóg i nie tylko, mają zaburzenia pracy serca, są apatyczne, na skutek nieprawidłowej pracy mięśni mogą się uskarżać na zaparcia i wzdęcia, są ogólnie osłabione i cierpią na nadmierną senność (wszyscy znamy przypadki ludzi, którzy ciągle tylko by spali  nie wiadomo dlaczego).

Winien jest brak potasu.

Mało kto ma jego nadmiar, który może się prezentować zwolnioną akcją serca, drętwieniem kończyn, spadkiem siły mięśni.

Co więc robić ? J J J  ……. Olać Matrix z jego propagandą i suplementami.

Samemu w niezwykle łatwy sposób uzupełnić braki potasu.

Najwięcej tego pierwiastka znajduje się w suszonych owocach: morele, figi, rodzynki, jabłka, w kaszy gryczanej, która przy okazji jest bezglutenowa, ziemniakach, pomidorach i jego przetworach, avocado, zielonych warzywach liściastych, kiwi, bananach, grapefruitach, selerze (o Mamma Mia !).

Przekąska regulująca wypróżnienie, składająca się więc z 3 pokrojonych w kostkę suszonych moreli, 3  pokrojonych w kostkę suszonych śliwek, ¼ garści rodzynek, 2 pokrojonych w kostkę suszonych fig, 2 pokruszonych włoskich orzechów, doprawiona cynamonem w ilości ¼ łyżeczki, zalana wrzątkiem w ilości około 2/3  lub 1 szklanki i pozostawiona na noc będzie nie tylko szybkim, sycącym śniadaniem przed wyjściem do pracy, nie tylko panaceum na wypróżnienie (reguluje florę jelitową), nie tylko wzmocni i uwapni w prawidłowy sposób nasze kości  poprzez dostarczenie koniecznego do tego procesu boru, ale za przysłowiową darmochę uzupełni nam braki potasu a także boru zawartego w orzechach i wpływającego na ich stan i pracę nerek (obecność boru jest warunkiem  utrzymania wapnia w kościach).

Skończą się skurcze mięśni i inne przykre objawy.

Koniec bajki.

 Nie dajmy się rolować paskudom.

Nie nabijajmy kieszeni sprzedajnym lekarzom.

Nie karmmy wielkiej farmy. Ona i tak jest już NAŻARTA !!!


Pozdrawiam   -   Wiola Grigorijew





POSŁOWIE -Gluten


Zastanawiacie się na pewno, co się je i jak to się je, żeby wykluczyć z diety choć na okres testu gluten i sprawdzić jego oddziaływanie na siebie.

Internet  - Jak już wspomniałam pełen jest informacji na temat produktów zawierających gluten oraz produktów bezglutenowych.

Produkty naturalnie nie zawierające glutenu, to : ryż, kukurydza , ziemniaki, proso, tapioka, maniok, komosa ryżowa czyli „złoto Inków”, gryka, amarantus.

Nie zawiera go również soja, nie wspominam  jednak o  niej,  wyliczając je w ciągu,  ponieważ soja to „antypokarm” dla każdego człowieka i  jak to opisałam w  bajce „ Sojowe komety” , włączona do diety stanowi źródło różnego rodzaju zaburzeń  funkcjonowania ciała i prowadzi do poważnych problemów zdrowotnych .

Osoby  chore na celiakię uważać muszą jednakże na to, żeby produkty te nie były skażone glutenem na skutek dzikiego posiewu glutenowych zbóż w uprawach albo w trakcie procesu produkcji maki lub innego półproduktu, dostępnego w handlu.

My, zwykli zjadacze glutenowego chleba, bardziej lub mniej odporni na negatywne działanie glutenu, który może po prostu obniżać sprawność systemu ciała fizycznego lub wywoływać utajone objawy nadwrażliwości na jego obecność w diecie nie mamy aż takiego problemu.

Możemy całkowicie eliminując gluten z diety na czas testu sprawdzić,  czy i na ile korzystniejszy jest dla nas reżim bezglutenowy.

Dlatego istotne jest, żeby różnego rodzaju mąki, płatki śniadaniowe nie były skażone glutenem.

W trakcie testu ścisła „antyglutenowa” dyscyplina, potem już własna decyzja czy, co i na ile wykluczamy ze swojej diety. Totalna wolna wola – jesz co chcesz i adekwatnie do tego się czujesz, w pełni świadomości, że jesteś tutaj decydentem.

Na stronie www.celiakia.pl znajdziecie tabelkę, obrazującą sytuację : produkty bezglutenowe naturalnie,  produkty, które mogą gluten zawierać na skutek zanieczyszczeń procesie produkcji oraz produkty glutenowe.

Podaję wam link do bezglutenowej ściągi – najpierw rzuciło mi się w oczy tiramisu,  które od święta ostatecznie można zrobić z ksylitolem, jeśli ktoś nie używa cukru ( bardzo zresztą słusznie ):

 zmiksowani.pl/przepisy –na/bezglutenowe-bezmleczne  

Zapewne znajdziecie tam różnego rodzaju smakowitości – przy otwierania jakiejkolwiek strony  na hasło „przepisy bezglutenowe” od razu jesteśmy  zanęcani własnego wyrobu bezglutenowymi słodyczami. Zrobione  domu w bezpieczny sposób nie stanowią trucizny – to jest ich atut.


Na ścianie od razu rzuci się Wam w oczy przepis na placki śniadaniowe z kaszy jaglanej, jeśli wyjmiecie z przepisu cukier waniliowy i zastąpicie go wanilią albo… cynamonem (  to już mój pomysł ) zdecydujecie się na mąkę ziemniaczaną w podwójnej porcji lub zestawienie ziemniaczana i gryczana  zamiast sporządzonej z modyfikowanej genetycznie kukurydzy maki kukurydzianej, wreszcie jeśli część kaszy jaglanej zastąpicie  pełnym ryżem, albo zmienicie ilość jabłek na większą czy też dołożycie na koniec do ciasta bakalie  to macie kilka wersji tych samych placków.

Tutaj moje małe oświecenie – skoro ciasto ma mieć konsystencję naleśnikową i składnikiem jest także jabłko, mogą to przecież być bezglutenowe racuchy z jabłkami albo placki z :

sosem „szarlotkowym”, czyli:

 - jabłka przygotowane i uprażone jak do szarlotki z masłem lub innym tłuszczem,

- cynamon, rodzynki, goździki cale lub mielone

- do ewentualnego dosłodzenia lub wzmocnienia przeciwzapalnego efektu rozmiksowane  lub

  pokrojone daktyle.

Całość rozrzedzona do konsystencji sosu.

„Racuchowy” charakter nada też plackom większa zawartość  jabłek w cieście.


Koniec wieńczy dzieło, więc ja zamiast jaglanego chleba KRI za moment udaję się do kuchni zrealizować te dywagacje, a Wy ...macie tę samą możliwość.

Pozdrawiam

Wiola Grigorijew






Z   cyklu   Bajki    Matrixa:    Letarg  Śpiącej  Królewny…




   …Posuwał się przed siebie w miarę cicho, powstrzymując skrzypienie podeszew nowiusieńkich ciżem. Od czasu do czasu, kiedy  posadzka była wyjątkowo akustyczna, zdejmował je i brał w rękę,  idąc boso. Nie wiedział dokładnie, gdzie leży. Choć miał przy sobie zeskanowany plan budynku i przeszedł już wiele kondygnacji  i  krużganków, sprawdził wiele wież, nie znalazł Jej w nich. Wiedział tylko, że gdzieś tutaj jest, śpi i czeka na niego, nie wiedząc o tym. Idąc wciąż dalej, pomyślał właśnie, że to pewnie nie ostatni  korytarz, który przyjdzie mu jeszcze sprawdzić. Ściany obite XIX-wiecznym żakardem imitującym arrasy. Pod nimi komody z kolorową intarsją (badziewie!),  od czasu do czasu tłumiący kroki wąski dywan typu Kazach.

- Co jest u licha ?!!! – pomyślał zdziwiony, widząc to dziadostwo.

Kiedy się teleportował do Matrixu z bajki o „Śpiącej Królewnie” razem z Nią i całą opcją na prośbę Ani i Wioli, żeby znowu przypomnieć  Wojownikom Światła, Tym, Którzy niebawem Nimi zostaną i Tym, którzy z Nimi sympatyzują, o niegodziwościach i szalbierstwach Matrixu, nie przypuszczał, że jest to twór  tak niestylowy i tandetny. Nawet splunął w kąt jednego z zaułków ze złości, w trakcie swojej wędrówki, choć Królewiczowi nie przystoi, a kiedy spotkał w jednym ze skrzydeł zamczyska Orfeusza, oniemiał i widząc Go  tutaj wyjąkał tylko:

- Spoko Kolo, chyba pomyliłeś adres …

Orfeo  spojrzał jednak na niego z góry i zajadając  kromę chleba z Lidla odparł:


 - Pilnuj swojej Ślicznotki ! – po czym wykręcił się na pięcie i pobrzdąkując na swojej harfie groteskowo brzmiących w tym wykonaniu Roling Stone’sów, oddalił się w niebyt arkad okalających dziedziniec zamczyska.

Królewicz już wtedy powziął jakieś przypuszczenie…

Dziwnie mu to wyglądało – piękny jak Samson, długowłosy i  jasnolicy Orfeusz zamiast ryżowo- jaglanego  placka - z pajdą białego, pszennego markeciaka w ręku….

No, ale przecież to nie jego broszka – żachnął się sam na siebie i kontynuował konsekwentnie swoje poszukiwania.

Kiedy eksplorując kolejny korytarz upstrzony wejściami d o niezliczonych sypialń usłyszał nagle dziwny, demoniczny śmiech, postanowił  mimo obaw (nie jest przecież Zawiszą Czarnym, tylko awatarą delikatnego Królewicza) wejść do komnaty bez żadnych procedur sprawdzających.

Chwilkę się wahał, przygotowując  się do tego jak do skoku, ale w pewnym momencie scentrował się w sobie jak Bruce Lee, runął na wielkie drzwiska, i z całym impetem i otworzył je, wpadając razem z ich skrzydłami do pomieszczenia.

Na moment zapadła głucha cisza, w której usłyszał chrapanie brzmiące jak hurgot obracających się z dziką prędkością na wyboistej drodze kół od karocy. Tuman pyłu zalegającego na górnej krawędzi  dawno nie otwieranych skrzydeł  drzwi opadł, więc  zobaczył nareszcie rozpościerający się przed nim krajobraz…

Na pierwszym planie siedział na podłodze zaśmiewający się do nieprzytomności karzeł, bijąc się z niepohamowanej wesołości po brzuchu  makabrycznie krótkimi rękami. Twarz wykrzywiona w małpim grymasie obrazowała  apoteozę bezmyślności i głupoty, apogeum samozadowolenia.

Sekundę potem dotarło do Niego, co przedstawia drugi plan – głębię sypialni.

Na drugim planie – w piernatach i złotogłowiach, za muślinowymi, podwieszonymi na podsufitowej ramie zasłonami łoża  leżała Ona – Śpiąca Królewna – chrapiąc makabrycznie i śpiąc jak w narkozie. Uchylonymi ustami mamrotała coś niewyraźnie, przewracając się z boku na bok.

Wtedy zauważył, że niezależnie od całej sytuacji  niezmiennie trzyma coś w lewej ręce, jakby się obawiała, że kiedy będzie tak spać, ktoś przyjdzie i Jej to COŚ odbierze.

Nie zważał na Jej piękno, nie myślał o tym, że nareszcie po  tygodniach poszukiwań w gmaszysku znalazł ich cel. Nie zastanawiał się, ile wysiłku kosztowała go ta akcja w warunkach Matrixu, do którego przeniosła Go Wiola dla celów oświatowych, ani też już nie raziły go już podróby arrasów na ścianach, tandetne i efekciarskie kolory intarsji  i łazienkowe posadzki jak z Leroy Merlin w korytarzach


PATRZYŁ, CO  TRZYMA  W  RĘKU  JEGO   ŚPIĄCA  UKOCHANA.

Nagle zrozumiał!

Wielka, nadęta, biała  bułka z Tesco…!

W tym momencie karzeł, chichoczący dotychczas jak mini –demon nagle zamilkł, uniósł zdeformowaną dłoń i wskazał nią  za wezgłowie łoża, na którym leżała.

Idąc za jego gestem, zajrzał na  drugą stronę podwyższenia i oniemiał.

Po drugiej stronie, przy jego wezgłowiu  walała się gigantyczna kupa niedojedzonych białych bułek z żółtym serem  – nadętych, bladych, pokrwawionych ketchupem, ciągnących się i rozdartych jak od uderzeń kłów dzika.

Kiedy uniósł jedną z nich na wysokość  oczu, żeby obejrzeć to paskudztwo dokładniej, nagle karzeł ponownie zaniósł się histerycznym śmiechem, a kiedy wreszcie się wyśmiał do syta, oznajmił triumfalnie:

- Śpi bo nażarła się glutenu, ot co!

I usiadł zadowolony z siebie na posadzce.

- Co robić ??? Królewicz spojrzał na Niego przerażony.

- Lewatywę – zaśmiał się złośliwie karzeł obserwując jego reakcję.

- Coooo ??? Jęknął -  Królo ….

- No nie, aż tak to nie trzeba, odpuścił trefniś.

 Wystarczy zmienić dietę, to się obudzi i przestanie chrapać jak damskie zombi – tym razem uśmiechnął  się  figlarnie.

- Tymczasem niech dośpi swoje, wstanie i umyje zęby, a my strzelimy sobie rooiboska, zanim to nastąpi, żeby nam lepiej chodziła tarczyca.

No chodź Królo, zapraszam Cię, nachodziłeś się za Laską, jak nie wiem co – należy Ci się porządny napar – nie mówię o gandzi oczywiście – napijemy się z prawdziwego Furstenberga a nie z jakiegoś podrabianego Rozenthala projektu Versace i to pośmiertnego.

…Ech, czasy,  czasy ….. o tempora o mores .. zabłysnął znajomością języków antycznych, poderwał się na krótkich nóżkach jak sprężyna z posadzki i pociągnął Królewicza za sobą, w stronę swojego pokoju, paplając już o swojej najnowszej kolekcji znaczków pocztowych.

Znikając w niewielkim wejściu ukrytym w bocznej ścianie sypialni, rozmawiali już swobodnie, spokój, który zapanował był odczuwalny.


Przerywał go tylko monotonny chrap pięknej Śpiącej Królewny, która nadal dochodziła do siebie… po bułach z hipermarketu.

……………………………………………………………………………………………………………… 


I jak to u mnie  – rytualne „wcale się nie dziwię„ J.

O szkodliwości glutenu mówi się coraz szerzej. Jest substancją, która występuje powszechnie w pszenicy, życie i jęczmieniu. Skrajna nietolerancja glutenu objawia się w postaci celiakii.

To groźna choroba, uporczywa i powodująca duży dyskomfort i cierpienie.

Jej objawy mogą być różne, u dzieci może się przejawiać obfitymi, cuchnącymi stolcami, biegunką, osłabieniem.  Często trudna jest do zdiagnozowania i u dzieci i dorosłych, jej objawy polegają na osłabieniu, zapaleniu jamy ustnej, bólach kostnych, wzdęciach brzucha. Często przypominają  zatrucie pokarmowe lub inne schorzenia  i trudno je jednoznacznie zaklasyfikować jako nietolerancję glutenu, na czym w rzeczywistości polega.

Samą celiakię zostawmy lekarzom.

 Zajmijmy się w naszej bajce po prostu nieostrą pozornie nietolerancją glutenu, którą wykazują prawie wszyscy.

Szczególnie winne jest tutaj białe pieczywo, choć gluten zawarty jest także w pełnym, ciemnym chlebie i bułkach. Przeciwnicy konsumpcji wszelkich zbóż zawierających gluten „tępią”  także spożycie  pieczywa z pełnej mąki, argumentując, że to gluten i to gluten…

Działanie białego pieczywa podobne jest do działania sacharozy – oczyszczona, „wyłuskana” ze zdrowych frakcji, na pozór niewinna i występująca w naturze substancja, urasta do rozmiarów bajkowego złego smoka i czyni w ciele szkody, jakie  w bajce czyni  smok.

Mark Hyman w artykule „To czego nie wiesz, może Cię zabić: http://pracownia4.wordpress.com/2010/01/22/gluten-to-czego-nie-wiesz-moze-cie-zabic/

poza obszernym komentarzem do sytuacji wywołanej przez gluten w powszechnym spożyciu i analizą powiązania tego faktu ze wzrostem ilości różnego rodzaju chorób, u podłoża których jego zdaniem leży spożycie glutenu, cytuje za „The New England Journal of Medicine” , iż aż 55 chorób, których występowanie nie jest kojarzone z glutenem w istocie jest nim spowodowane.

Są to między innymi osteoporoza, zespół jelita drażliwego, wrzodziejące zapalenie jelita grubego, rak, nieswoiste zapalenie jelit, chroniczne zmęczenie, afty, reumatoidalne zapalenie stawów, stwardnienie rozsiane, chroniczne zmęczenie, niemal wszystkie choroby autoagresyjne.

Na tym nie koniec, gluten działa - według niego i innych wybitnych lekarzy - praktyków, na których się powołuje z racji gruntownie przeprowadzonych i rzetelnych naukowo badań  - również na stan zdrowia neurologicznego i psychicznego.

Według badających problematykę specjalistów jest współwinowajcą występowania i rozwoju schizofrenii, stanów lękowych, depresji, neuropatii, epilepsji, demencji i  nękających całą światową populację migren.

Wrażliwość na gluten jest chorobą autoimunizacyjną.  Powoduje w ciele stan permanentnego choć niekoniecznie ostrego i rozpoznawalnego zapalenia.  Skutki dla narządów są wielostronne, cierpi mózg, układ pokarmowy, serce, stawy.

Trudno ustalić, czy Ciebie, mnie konkretnie ten problem dotyczy, dopóki nie sprawdzimy tego „na sobie” poprzez wyeliminowanie glutenu i obserwację reakcji ciała. Często  odstawienie lub choć duże ograniczenie w menu produktów zawierających gluten jest w istocie leczeniem.

Podstawowym, powołanym przez specjalistów zajmujących się tą problematyką argumentem nadwrażliwości populacji europejskiej na gluten jest fakt, iż pszenica, będąca w powszechnej konsumpcji również pośrednio – poprzez dodawanie jej do różnego rodzaju produktów żywnościowych pozostających w masowej dosłownie sprzedaży – została sprowadzona do Europy dopiero w średniowieczu i  30 % populacji europejskiej  ma gen celiakii HLA DQ2 lub HLA DQ8 {12}.

Gen ten zwiększa podatność na problemy zdrowotne spowodowane spożyciem zbóż i wszelkiego rodzaju traw.  Hyman twierdzi, iż nie mamy jako gatunek mechanizmu adaptacyjnego do spożywania traw.

Jak zaobserwował sam Hyman oraz William Davis – autor bestsellera „Pszeniczny brzuch” ( Wheat Belly) – wzięty kardiolog, którego całkowicie pochłonęło eksplorowanie problematyki wpływu glutenu za powstawanie różnego rodzaju chorób, które w ogóle nie są z jego spożyciem kojarzone – w praktyce zaobserwowali na wielu tysiącach przypadków przez długi, trwający wiele lat odcinek czasu, iż rezygnacja z pszenicy w diecie  największy glutenowy winowajca) powoduje zanik wielu problemów zdrowotnych u pacjentów, u których w żaden sposób nie dawały się one skutecznie leczyć. Znikała pszenica, znikał gluten – problem zniknął.

Davis podkreśla także inny, nie podejmowany na oficjalnych forach problem – dzisiejsza pszenica jest faktycznie hybrydą rośliny, od której pochodzi, po wielu genetycznych modyfikacjach, które są bezspornie zabójcze dla każdego człowieka, nawet tego, który z racji miejsca urodzenia na planecie i rodowodu ma genetykę przystosowaną do konsumpcji pszenicy -  z powodu permanentnego niedostosowania tej  genetyki do zmiany w DNA rośliny zwanej pszenicą, od której obecna hybryda i wszelkie jej wersje pochodzą.

Celem ustalenia, czy jesteśmy uczuleni na gluten Hyman proponuje zastosowanie prostej procedury:

Rezygnacji ze składników i produktów zawierających gluten na 2 do 4 tygodni.

Eliminacja z diety obejmuje: pszenicę , żyto, jęczmień, owies, orkisz kamut,  pszenżyto

(zajrzyjcie  na  www.celiac.com [polska strona: 


Strona ta obejmuje kompletną listę produktów zawierających gluten, również takich, których obecność na tej liście wywoła Wasze niemałe zaskoczenie.

Polska Wiki wymienia również: piwo, konserwy, aromaty np. w herbatach, skrobia modyfikowana znajdująca się w różnych produktach, przyprawy, ocet spirytusowy, alkohole otrzymane ze zbóż, wędliny, parówki, śmietany; w rzeczywistości ta lista jest jeszcze dłuższa.

Ani okruszka chleba – to zalecenie na ten praktyczny żywieniowy test, ani okruszka glutenu.

Jeśli po powrocie do składników zawierających gluten pojawią się pewne dolegliwości, które nie występowały po odstawieniu pokarmów, które go zawierają oznacza to, iż  najprawdopodobniej występuje u Was utajona nadwrażliwość na gluten.

 Skuteczność tego testu wymaga usunięcia z diety 100 % glutenu.

Medycyna chińska traktuje pszenicę (główne źródło glutenu w obecnym systemie żywienia na świecie) jako pokarm silnie wychładzający. Wiemy także, iż podnosi znacznie poziom stężenia cukru we krwi.

Badania prowadzone szeroko przez lekarzy- pasjonatów tego tematu wskazują, że nasze niedostosowanie do spożycia produktów glutenowych jest bardzo prawdopodobne, jeśli nie pewne.

Sama osobiście uważam, że w wypadku istnienia opisanych wyżej objawów, przypisywanych przez nich utajonemu  uczuleniu na gluten, warto się na taki test zdecydować.

Nie znamy genetyki naszych przodków, dzisiejszy człowiek często nie ma pojęcia, kto był jego pradziadkiem lub prababką i jakie mieli predylekcje zdrowotne, skąd pochodzili, z jakiego regionu świata. O dalszej eksploracji poprzednich pokoleń nie wspomnę.

Wiemy jednak, sięgając do tego rodowodu, że często nasze ustalenia są zaskakujące – okazuje się, np., że mamy tylko 20 % polskiej krwi J.

Sama jestem tego przykładem. Tylko dwie moje prababki nie były Polkami … co  z resztą rodziny? Nie wiem.

Mogę się tylko domyślać swojej genetyki – moje osobiste „cielesne” ślady prowadzą do … Hunów. Najprawdopodobniej jest to około 40 % genetyki azjatyckiej.

Kim jestem genetycznie i jakie są moje relacje z glutenem? Nie wiem…

Staram się romansować z pełnym pieczywem, ponieważ po prostu uwielbiam buły i chleb – kocham zupę z chlebem, jak na  potomkinię chłopów przystało.

Sama akurat nie mam problemów czysto gastrycznych, mogę jeść co chcę….. pozornie J.

Uważam, że zrobienie tego testu, nawet przez takiego jak ja chlebożercę ma sens.

Jak sądzę, dostosowanie do spożycia pokarmów zawierających gluten mają zwłaszcza osoby z genetyką w znacznym stopniu pozaeuropejską – nie mówię tutaj o społeczeństwie amerykańskim, które w dużej mierze budowane było z ludności europejskiej – skoro pszenica uprawiana była w starożytności w Egipcie i państwach bliskiego wschodu – to zwłaszcza osoby z tamtejszą genetyką mają pewnie zwiększoną tolerancję na gluten niż pozostałe.

Tego jednak o sobie nie wiecie, dlatego warto zobaczyć, jak zadziała ciało bez pokarmów glutenowych.

Osobiście uważam, że poza żelaznymi zaleceniami medycyny naturalnej istotne jest sprawdzić, po czym czujemy się gorzej, choć nie powinniśmy, z racji ogólnego dostosowania naszego DNA do  odżywiania się określonym składnikiem.

Mam „żelazny żołądek” – nie rusza mnie praktycznie żadna cebula, czosnek  na surowo, żadne ciężkie potrawy, których większość jeść nie może z  powodu wzdęć i innych sensacji.

Ale mam za to inne, „niegastryczne” problemy, które są  przejawem  użycia lub nadużycia tych pozornie tolerowanych przeze mnie, a nie tolerowanych przez ofiary wyraźnych objawów gastrycznych, składników.

Jestem przez to w dużo gorszej sytuacji od tych pozornych ofiar – oni mają od razu objaw – ja nie. Ciało nie protestuje od razu – jak w wypadku opisanych utajonych objawów spożywania glutenu. Szkody mogą być zatem większe, zanim się zorientuję, o co może chodzić.

Pamiętajmy jeszcze o jednym i najważniejszym – gluten otępia mózg i cały układ nerwowy. Czyni z nas posłuszne, bezmyślne owce. Jesteśmy karmieni nie tylko pszenicą, będącą głównym źródłem glutenu – co gorsza jesteśmy karmieni jej fatalnymi w skutkach dla zdrowia hybrydami.

Czy jest to robione celowo?

 J Jasne, że tak – Matrix potrzebuje tępych owiec, idących posłusznie na rzeź  ze śpiewem na ustach J.

Owce mają śpiewać i chwalić Matrix – taki jest kaprys jego pseudo-panów – denerwują się, jak owce mają zły nastrój – to psuje im nastrój własny.

Owce mają być głupie, chore i słabe – należy także zmniejszyć ich populację, żeby za bardzo nie śmieciły i nie szkodziły pięknemu hologramowi Matrixu J.

Gluten uważany jest za jeden z czynników powstawania autyzmu…

Czy potraktować doniesienia o szkodliwości glutenu  arcyserio?

Moim zdaniem tak.

Nie oznacza to jednak konieczności przechodzenia na dietę całkowicie bezglutenową w wypadku osób, które nie mają opisanych objawów i u których nie stwierdzono celiakii.

Osoby mające zespół różnych pozornie „normalnych” dla całej populacji dokuczliwych objawów, mogą metodą prób ustalić, na ile winien jest gluten w pożywieniu i podchodzić do swojej diety bardzo świadomie, wybierając dla siebie te składniki, które im nie szkodzą i nie powodują tych objawów. Jest to sposób całkowicie bezpieczny.

………………………………………………………………………………………………………………

Chyba przesadziłam z długością mojego wywodu.

Obżarta bułami z Tesco Śpiąca Ślicznotka już się obudziła, a Królewicz i  karzeł wypili swojego roiboosa.

Czas ich uwolnić z mojej bajki.

Kłaniam się więc Wam jak zwykle nisko, pozdrawiając serdecznie.

Wiola Grigorijew




Ścieżka wolności    -   Vege – Dzieci  Wodnika


I.Dossier




Smętne, ofiarne Ryby ze łzą w oku, jak w piosence Skaldów  odeszły w cienie niebytu.

Na tronie Hologramu zasiadł Wodnik, którego ADMIN  predestynuje do  bycia mahakreatorem  jego rzeczywistości. To już nie jakiś osobowy, nienawistny i żądający ofiar reptiliański Bóg, lecz Świetlista, Światła, wysoko wibrująca, wcielona w Ludzką Awatarę istota dyktuje prawa i zasady, na jakich tworzona jest iluzja hologramu, w którym inkarnuje, żeby się uczyć i bawić.

Wszyscy mamy dosyć tego Matrixu, tej rzeczywistości  egzekucyjnej, obolałej, upokorzonej przez własne dzieci Planety, która znosi w każdej sekundzie totalny mord popełniany na jej ciele i wobec niej samej. Planeta rozlanej krwi, matko-  i dzieciobójstwa, toczących się bez chwili oddechu wojen o pieniądze, władzę i ….. prawo własności  do Boga.

Nikt nie chce patrzeć na zabijanie,  motłoch nabożnie odwraca oczy – podobno z powodu szacunku dla śmierci – moim zdaniem ze strachu przed nią.

Fakt, zjawisko śmierci wywołuje adrenalinę niemal u każdego – ludek lubi się bać, jak na  filmach Hitchcocka.

Jednak na skutek podwyższenia wibracji,  zarówno Matki Gai jak i rosnącego grona  jej dzieci zajmujący swoje cesarsko – królewskie krzesełko Wodnik ma teraz swoje – trwające około  2 tysiące lat z okładem 5 minut, żeby zresetować matrycę i zmienić paradygmat.

Odlot w 5D to odlot w rzeczywistość pokoju.

Czym jest tak naprawdę pokój ?

Zastanawiasz się pewnie czasami.

Ja też.

Niekiedy łapię się na archimedesowym  „eureka” i konstatuję, że przecież nie pomyślałam o tym, co najprostsze.

Pokój to tolerancja, dystans, spokój w myśleniu i działaniu. Empatia dla zakwitających przebiśniegów, których nie zrywam, bo takie piękne i żyją. Zrozumienie dla roztrzęsionego pijaka zataczającego się w trakcie porannej pielgrzymki po wino z siarą. Ja nie piję, jemu wolno… pokój,  pokój,  pokój.

Uważność wobec ludzi i wszelkich istot.

Nie jest pokój brakiem wojen, chyba, że totalną rzeź, jaką urządzamy w każdej sekundzie tego czasu w tym Matrixie wszystkim , ale to absolutnie wszystkim istotom, odważymy się nazwać wojną.

W rzeczywistości zresztą nią jest.


TAKA JEST PRAWDA.

Podstawowym , stworzonym przez nas dzięki instytucji wolnej woli  w ramach głupiego, bezmyślnego kaprysu Ego  prawem tego hologramu jest …. Wojna.

Odbywa się na różnych poziomach – wojna domowa, jak w serialu, wojna domowa w państwie, wojna pomiędzy państwami, wojna pomiędzy rasami, pomiędzy religiami .

Jesteśmy pomysłowi.

A raczej byliśmy. Mina rzednie , blado to dzisiaj wygląda. Nie wiemy, od czego zacząć, żeby zmienić to Piekło w Raj. Zapędziliśmy się sami w kozi róg, podpuszczeni i wystawieni do wiatru przez Ego.

Jest jednak prosty sposób na przekształcenie tej wojennej rzeczywistości.

Brak zgody na zabijanie od podstaw. Brak zgody na wzajemne zjadanie się, powolna zmiana mentalności  i  nawyków.

Powolna.

Szok to szok, wywołuje krótkotrwałą zmianę reakcji i powrót do starego, kiedy mija. Dziwimy się wtedy, jak to możliwe, że tak się zachowywaliśmy i wracamy do starego.

Wodnik daje nam możliwości, do nas należy strategia i przeprowadzenie zmiany.

Kto jeszcze nie zaczął, może to zrobić powoli i stopniowo.

 Wielu z Was dręczy się tym, że nadal  je mięso i nie wie jak pozbyć się tego nawyku i zacząć się zdrowo odżywiać, jednocześnie przyczyniając się w perspektywie do ocalenia życia naszych braci – zwierząt.

Mnie odstawienie mięsa przyszło prosto – od tego posiłku nie jem, jest inne jedzenie. Tak zostało.

Gorzej jednak z kawą -   rozumiem doskonale , że tym, czym dla mnie jest kawa, dla Ciebie może być mięso.

Za namową Ani Bogusz postanowiłam napisać  w kilku odcinkach materiał, który pomoże Ci przejść na wegetarianizm – albo jeszcze lepiej – z powodów zdrowotnych na weganizm.

Dziś tylko jeden, łatwy krok – przez najbliższe 10 dni obserwuj, co jesz.

Możesz zapisywać, wtedy zobaczysz, ile mięsa i nabiału znalazło się na twoim talerzu. Nie oszczędzaj się – jedz normalnie, zobacz ten cukier, ciastka, batoniki, jeśli takowych używasz. Nie miej do siebie pretensji o to, że to wszystko pochłaniasz. Najpierw to zobacz i … wybacz sobie. Okaż sobie miłość i łaskawość. Wszak  Admin  jest nieskończenie łaskawą istotą i musi czuć się niekomfortowo, kiedy jego Żyjąca Awatara  nienawidzi i upokarza sama siebie.

Jedz i patrz co jesz.

To jest pierwszy krok do zmiany.

Do przetransformowania siebie w świetlistą, współczującą istotę, kreatora pokoju i miłości, działającego w zgodzie z zapisami swojego DNA.

Kocham, bo pozwalam być i żyć innym. Cieszę się ich obecnością, odmiennością i rozwojem. Wiosenne przebiśniegi  wywołują mój podziw i radość,  każdy człowiek, który trudzi się, żeby  przestać zjadać mięso niezależnie od ilości prób i zrealizowanych pokus budzi mój szacunek, bo jest  jaskółką zmiany, która nadchodzi.

Za 10 dni napiszę Ci, co możesz zrobić na początek, żeby powoli  i stopniowo przejść na wegetarianizm.

Gratyfikacją będzie zdrowie , szacunek dla samego siebie i nowa, lepsza rzeczywistość.

To jest moje dossier.


Pozdrawiam Cię serdecznie .

Wiola Grigorijew















Pałac Ognia i wody – część  II - Perypetie prawej nerki czyli przygody  Dziewczynki  z Zapałkami


Boskiej Lwicy z Szalupy - Ani Bogusz dedykuję.

Był zimny sobotni  poranek 24 stycznia 2014 r. W Łodzi, na Aleksandrowskiej - szklanka, padał drobny śnieg, niebo było dziwnie różowe.  Ania nie zważając na 16 stopni mrozu i jęki Piesi zmierzające do wyprowadzenia jej na to zimno kręciła się po dużym pokoju, sprzątając resztki śniadania ze stołu. Rudzielec  czujnie monitorował jej działania, czekając cierpliwie, aż dostanie mu się okruch z porannej uczty – zwłaszcza interesowała go wędlina Piotra, dlatego na zabiegi Piesi celem wyjścia z mieszkania patrzył łaskawie.

Jego Kocia Wysokość nie lubi się z Nią dzielić, przecież  to kotom wszystko się należy.

Kiedy w trakcie tej ewakuacji spożywki z blatu Ania znalazła się przy oknie, jej uwagę przyciągnęła zakapturzona męska postać. Krok spodni na wysokości kolan, kurtka jak burka  okalająca szarością ciało, kaptur na głowie. Całości dopełniały adidasy na grubej podeszwie i ręce wbite w przepaściste kieszenie ni to spodni ni to sarongu. Szedł cicho, jednak Ania usłyszała jakieś kroki. Były dźwięczne, więc głębiej zerknęła w ulicę. W drobnym śniegu, bujając biodrami na prawo i lewo przemieszczała się w polu jej widzenia przeraźliwie lekko ubrana dziewczyna w botkach na obcasach.

Zamierzała już wrócić do ewakuacji kuchennych dóbr  ze stołu do lodówki, kiedy nagle zauważyła, że Kibol -  jak go w myśli nazwała  w związku z jego autoprezentacją – zdążył dojść dziewczynę, poruszająca się dość wolno i majestatycznie.

Kiedy usłyszała  wypowiedziane przez Niego w kierunku dziewczyny:

- Hej ! Dziako ! …….

zaciekawiona postanowiła pozostać do końca .

Kibol stał już obok niej  – teraz Ania przyjrzała się jej uważniej .

Nylony….. pomyślała ze zgrozą – top lat 60. XX wieku. Nosiły je w zimie największe elegantki  we wsiach.  Botki do kolan nie kryły ich czerwieni spowodowanej zimnem.

- Co ? …….. odpowiedziała dziewczyna  Kibolowi, nie kryjąc niepewności na jego widok.

- Baniak Ci zryło, czy co ?  - spytał kurtuazyjnie.

- Ale o co Ci chodzi ? Nie znam Cię – dziewczyna wyraźnie zaczęła się denerwować obrotem sytuacji.

- Kobieto !!!! Kibol nie krył oburzenia.

  Jak Ty jesteś ubrana ! Nylony z muzeum, kurtka po młodszym bracie z grupy starszaków.

 -  Nie czujesz mrozu ? Nie kumasz ? Skąd się urwałaś?  Z bananowca ???

Ania z ubawieniem obserwowała scenkę i słuchała tokowania Kibola, który najwyraźniej był poinstruowany, jak powinno się ubierać w taką pogodę.

Dziewczyna oburzyła się .

- Jak nie wiesz, kim jestem, to odwal się Kolego!

- A kto Ty jesteś- Kibol uśmiechnął się  sarkastycznie, ale nie krył zaciekawienia.

- Jestem Dziewczynka z Zapałkami  - od Janka Andersena – wersja  zaktualizowanego programu dla 

   Matrixu 3D.

Kibol oniemiał i ku ubawieniu obserwującej ich nadal Ani zabłysł wiedzą jak supernowa.

- Kobieto !!!!!!!

  Wykończysz sobie przecież prawą nerkę, pochorujesz się, bo stracisz odporność, stracisz libido i nici z naszego romansu .

- No nie, tak przecież nie może zostać –spojrzał na Wirażkę – tym razem nie był w stanie ukryć, że mu się po prostu podoba. Chodź ze mną, odstąpię Ci jakąś katanę, Matuś ma w domu  cebulową z dużą ilością białego pieprzu, zrobię Ci kurs żywienia w sezonie zimowym, w skróconej wersji.

Wiola Grigorijew opowie Ci w największym skrócie, jak ogrzać prawą nerkę szamankiem, a Ania Bogusz wyedytuje to na blogu.

- Ania i Wiola ?

 Dziewczynka zdziwiła się, zatrzepotała długimi rzęsami i naciągnęła lichą bluzczynę na odsłonięty pępek.

- No ! Kibol kiwnął głową i uśmiechnął się wyrozumiale – jesteśmy postaciami z artykułu na tym blogu.

- Co ???  !!! – Dziewczyna nie kryła oburzenia. Ja nie chcę być żadną postacią! Chcę być sobą!!!.

- Będziesz, będziesz… jak ogrzejesz prawą nerkę  myślenie Ci się zmieni natychmiast w kierunku samorealizacji.  Zaśmiał się.

- To co ? My do matuli na cebulową, a szefowe do roboty.

- No dobra – Dziewczynka zgodziła się – tylko co mam zrobić z tym plecakiem zapałek, które taszczę ?

- Położymy je na ławce  przystanku tramwajowego na tej pętli – wskazał ręką – nie palisz przecież ?

- No nie … odpowiedziała z uśmiechem dziewczynka – kiedy mnie stworzono, gra nie przewidywała takiej opcji dla Dziewczynek.

Nie zaprotestowała, kiedy ją objął ramieniem, wysupłał z przepaścistych kieszeni rękawiczki, włożył jej na zmarznięte ręce i holując ją jak hiszpańską korwetę zmienił kurs na przeciwny kierunek.

Ania zobaczyła tylko, kiedy się oddalali, że rozmawiają i śmieją się gestykulując. Najwyraźniej  dziewczynka zapomniała już o Janku Andersenie i jego głupich pomysłach na sposoby zamarzania – podążała ze swoim nowym znajomym  do Królestwa Gorącej Prawej Nerki.

Wiedziała, że teraz Wiola napisze o nim artykuł, bo musi, a ona go potem wyedytuje, bo przecież Wiola jest bardzo starożytną kobietą i z cywilizacją zinformatyzowaną ma niewiele wspólnego.


Słowo się rzekło, kobyłka u płota, jak oświadczył niegdyś chłop Kaźkowi Wielkiemu.

Zatem  Markiza Prawa Nerka.
  


Gorąca Kobieta, przechowująca Kwant kosmicznej energii, jaki bierzemy sobie z Uniwersum, kiedy się wcielamy, jak kwant własny. Ognista Hiszpanka, pełna temperamentu, nie dla zmarzniętych, pociągających nosem i wykarmionych zimnymi jogurcikami facetów. Grzejąca ciało jako „Mały Ogień”, rządząca ciepłem żołąda, śledziony, oddziaływująca na libido, poruszająca płyny wewnętrzne. Kiedy marzną nam stopy, marznie nos, kolana, brzuch i plecy,  powstaje zjawisko hipotermii.  Latami  je sobie produkujemy, pijąc gorące, ale zimne mimo temperatury napoju kawę i herbatę, jedząc na zimno, zapychając się kanapkami, wychładzającymi produktami pszennymi, białym chlebem i innymi fastfoodowymi pokarmami. Zimne sałateczki z Mc Donalda, bardzo zimne, a jakże. Zimne dipy, zimne przystawki do posiłków.

Produkowaliśmy sobie to zimno latami, więc zajmie nam co najmniej 30 % tego czasu odkręcenie  tematu. Ciało jest łaskawe, zrobi to … tak szybko !!!

Chłodziłeś się 20 lat ? Poczekasz 5-6, aż się ogrzejesz. Tylko tyle.

Więc do dzieła, nie ma co zwlekać.

Gorące, długo gotowane i przyprawione zwłaszcza ognistymi przyprawami pokarmy.

Obowiązkowo trzy gorące posiłki w ciągu dnia – zwłaszcza w zimie.

Ciepłe, długo gotowane gęste zupy, pełne żyta i z innych rozgrzewających zbóż pieczywo, gorąca kasza gryczana, podprażona jest  cieplejsza od naturalnej.

Prażone orzechy dodawane do potraw oraz jako składnik  lub baza wszelkich past do chleba, wzbogacanych w gorąco chilli, czosnku, cebuli, ostrej papryki, wszelkiego pieprzu, jeśli tylko możemy go jeść.

Jeśli składnik jest z natury chłodny, należy go ogrzać poprzez długie gotowanie – zwłaszcza, jeśli dochodzi do konfliktu w ciele, polegającego na przegrzaniu np. wątroby, która powinna być chłodna, przy jednoczesnym  braku Yang w żołądku, śledzionie, płucach.

Cokolwiek jesz, gotuj, podgrzewaj.

Bądź uniżonym sługą Boskiej Gorącej Markizy. Odwdzięczy Ci się mocnym układem odpornościowym, który tworzy i którym  zarządza. Bez  jej łaskawości będziesz pociągający … ale nosem. Zaziębiony, smarkający, chorujący na katar, czyli dolegliwość zmaltretowanej zimnem śledziony. Ospały i  nieprzytomny. Marznący niezależnie od ilości warstw ubrania na sobie.

Wciąż chory, na powtarzające się jedna po drugiej infekcje, których nie zna człowiek mający ogień prawej nerki na właściwym poziomie. Popędzany jak zdychający koń batem wykańczających antybiotyków i innych równie przednich ingrediencji. A po nich nawrót choroby równo po roku.

Imbir, cynamon, anyż, koper włoski i ognista kozieradka obowiązkowo dla zmarzluchów i jako specjał dla Łaskawej Markizy, która kocha także namiętnie             (bo ma libido !!! ) pora i goździki. Doskonale działają przy niedoborach zimna orzechy włoskie, które świetnie smakują duszone z porem.

Włącz wyobraźnię – jedzenie jest jak seks – wymaga inteligencji i fantazji.

Wymyśl więc swoje duszone orzechy z porem.

Namoczone, uduszone na dobrym tłuszczu z dodatkami w stylu indyjskim będą delicyjne.

Możesz dodać czosnek i cebulę, zrobić sobie więcej niż dobrze, wszak dobroci i rozkoszy nigdy za wiele.

Nie zapomnij o gotowanej marchewce (mniam …).

Krem z marchewki, krem z porów, krem z warzyw z ogrzewającymi przyprawami, krem z cebuli, żywiecka gorąca czosnkowa, cesnokova polevka z terenu Słowacji, gorąca kminkowa, może być na bazie zasmażki, z grzankami.

Podobnie jak kukurydza duszona z porem (musisz znaleźć dobrą, bez cukru i nie modyfikowaną) – goździki, curry, rodzynki, chilli, cynamon dodają jej seksapilu  - por duszony z marchewką też daje czad. Żeby było jeszcze cieplej, marchewkę możesz najpierw ugotować, dopiero potem wetrzeć startą na grubym oczku do duszącego się pora. Sprawdź, zobacz, jak podziałają na Twój bilans ciepła.

Zapewne, choć odbudowa Yang prawej nerki trwa latami – warto ją rozpocząć, a ocieplenie przychodzi  i  prawie natychmiast  jest odczuwalne.

Skoro zima, a budowanie kondycji kości przypada przecież na tę porę roku         (mózg, zęby i przyległości w postaci włosów), to wybieraj fasolki małe, im bardziej ciemne, tym bardziej ulubione przez Łaskawą  Ognistą Markizę.

Przepis na budowanie Małego Ognia – odbudowę Yang prawej nerki jest prosty, minimum kawy i herbaty, minimum wychładzającego energetycznie i termicznie jedzenia,  minimum alkoholu, który wychładza ciało, minimum bezruchu, bo przecież ruch yangizuje, minimum wychładzającej i ogłupiającej mózg i układ nerwowy glutenem pszenicy, rezygnacja z rafinowanych szaleństw fastfoodowych Imperiów.

No i minimum błędów popełnianych przez bohaterkę części pierwszej naszej opowieści – czyli dobre, ciepłe buty, dobre, ciepłe ubranie, okrycie na głowę, która należy do górnego ogrzewacza, nie musi być brzydkie, dlatego warto nim głowę ozdobić.

Nie dla nas pomidorki z lodóweczki,  surówki z warzyw dopiero co z niej wyjęte, lody z budki. Picie zimnej wody na mrozie i gołą głowę na spacerze zostawmy może Sybirakom - dla nich  10 stopni to po prostu żar. Popijanie boczku krojonego na plasterki kranówą  w czasie 30 stopniowego mrozu  to dla nich pestka – widziałam taką scenkę w ich wykonaniu w Polsce – podziwiam.

Sami widzicie – etykieta na dworze Markizy Prawej Nerki jest prosta, po prostu … ognisty czad.



Zaangażujcie wyobraźnię i gotujcie, grzejcie siebie i najbliższych a Ognista Markiza sowicie odpłaci Wam … wysokim Libido, doskonałym samopoczuciem i … pozytywnymi wydarzeniami w życiu.

Będzie was po prostu lubić.

Gorąco pozdrawiam.





Wiola Grigorijew





Pałac Ognia i Wody - część 1. - Przygody stawów.

...  Bal trwał już od kilku godzin.


Wszyscy tańczyli w takt walca wiedeńskiego, bezbłędnie wygrywanego przez kaletki maziowe.

Głowy kości obracały się z wdziękiem, zerkając zalotnie w oczy panewkom....

Pokryty gładką chrząstką parkiet stawowych wgłębień pozwalał im ślizgać się lekko, swobodnie i bez wysiłku.

Wszyscy konwersowali miło, nad głowami  tańczących kości unosił się delikatny szum  pełnych śmiechu rozmów. Kiedy było im za ciepło, wachlowały się z gracją.

Ścięgna gięły  się wdzięcznie w tanecznych figurach, razem z wiązadłami, asekurując stawy.

Nagle drzwi wielkiego salonu otwarły się z impetem i na roztańczony parkiet nieomal wpadł zdyszany Zegar. Stanął, po czym postąpił jeszcze dwa kroki i zwalając się na podłogę jak Rejtan z uniesioną w dłoni szablą wyszeptał: Wojna  w Pałacu Ognia i Wody ...pomocy...,  mordują lewą nerkę!!!

W tym momencie roztańczony tłum oniemiał, kaletki maziowe zapiszczały fałszywie ze strachu.

Głowy kości złapały się za głowy z bólu, bo obracać się dalej już nie mogły. Podrapane i uszkodzone, w panice próbowały zmniejszyć  rozmiar poniesionych szkód.

Chrząstka jęczała cicho, nie mając nic do powiedzenia.

Kiedy drzwi salonu otwarły się ponownie i w ich progu stanęło triumfalnie Zwyrodnienie, zemdlała po prostu z wrażenia i nie można jej było docucić.

Zwyrodnienie z miną triumwira postąpiło na środek parkietu.

Cicho! Wrzasnęło nagle, ogłuszając wszystkich.

Zarządzam okupację !!!

Rozsiadło się w stawowych wgłębieniach, złapało Kości za głowy i zakomenderowało:

Wszyscy do kąta, na kolana i jęczeć... jak bal, to bal!!!

Ale nie beze mnie …

I zasnęło nagle w trakcie perory, tak jak siedziało, z powodu nadmiaru wypitego alkoholu,

spożytego cukru, mięsa i nabiału … no i braku snu.......

Domyślacie się zapewne o jakim adresie piszę?

„Pałac Ognia i Wody” to oczywiście nasze nerki, określane tak górnolotnie przez starożytnych chińskich medyków z tej racji, że tworząc razem z pęcherzem moczowym  tandem żywiący element wody w naszym ciele są jednocześnie gorące i zimne, są Ogniem i Wodą … w Wodzie!

Jak ?

 Ano tak, że po pierwsze pracują w temperaturze wyższej niż pozostałe organy ciała, czyli około 42 stopni Celsjusza.

W tej sytuacji staje się jasne, że babcine sakramentalne  „ włóż coś na d**ę, bo Ci odleci z zimna”, kierowane do nas wielokrotnie w szczenięcych latach naszego życia, w chłodnej porze, było z punktu widzenia rozsądku niesamowicie uzasadnione.

Stringi poparte spodniami biodrówkami na gołe ciało to nie jest opcja grudniowa dla naszych nerek,

a jeśli w ogóle jest, to na pewno nie w naszym kimacie.

Pałac Ognia i Wody to gorąca nerka prawa, sterująca ciepłotą naszego ciała, odpowiadająca za libido (bez konieczności zażywania  reklamowanych specyfików), przechowująca kosmiczny kwant energii, otrzymywanej przez nas w chwili narodzin. Ogrzewająca śledzionę i żołądek, poruszająca płyny w organizmie. W praktyce do przegrzania prawej nerki dojść nie może.

…Ale także nerka lewa, chłodna, błękitna dama, dająca nam status quo po rodzicach – ten kwant otrzymujemy w momencie poczęcia. Lewa nerka przechowuje dane o naszym ciele, jego budowie, kościach, mózgu, włosach, zębach...i stawach.

„Pałac Ognia i Wody” to podstawa wszelkich jakości energii yin i yang w naszym ciele – to nerki rozdają karty i decydują o tych jakościach.

Wniosek nasuwa się sam – jakie nerki – takie jakości yin i yang w naszym ciele.

Z nerką prawą jest w miarę prosto – braki yang w tej nerce to wieczne wychłodzenie, marznięcie, zimne stopy, brak zdecydowania i odwagi, brak chęci do działania, słabe libido, słabe  kolana, otępienie.

Rozgrzewanie tej nerki poprzez jakość yang ziemi, metalu i wody daje dobre i w miarę szybkie efekty.

Kiedy yang wody podnosi się do właściwego poziomu, energia życiowa  zaczyna krążyć i jest lepiej. Niezależnie od pory roku widzimy szybkie efekty w postaci rozgrzania ciała, poprawy witalności, większego wigoru, ochoty na seks.

Co do nerki lewej, jest trochę inaczej – tu niestety trzeba popracować uczciwie, konsekwentnie i z większym zaangażowaniem.

Obie nerki żywi smak słony, jednak inne pokarmy  budują energię prawej i lewej nerki.

Nerka prawa,  to kontrowersyjne ryby, owoce morza, peklowane, solone, wędzone  mięso,

czyli nieładnie mówiąc, padlina, gorące, pikantne, mocno słone potrawy.

Kto chce, ten je.

Kto rozsądny, ten tylko od czasu do czasu albo w ogóle.

Nerkę lewą, chłodną i substancjonalną żywią przede wszystkim pokarmy jakości yin metalu oraz wody. Poważny wpływ w obiegu kontrolnym mają także na jej stan  pokarmy jakości Yin ziemi. W przemianie wody są to konkretnie grzyby, warzywa strączkowe, zimna, czysta, dobrej jakości woda , rosnące właśnie w wodzie algi i glony.

Co do soi, to najlepiej pozostać przy sosie sojowym i na tym koniec.

Jednak pokarmy to nie wszystko.

Nerkom  nieodzowny jest sen – jak zresztą całemu ciału – sen jest funkcją fizjologiczną przyporządkowaną do przemiany wody.

I to dochodzimy do sedna sprawy i powodu wojny w Pałacu Ognia i Wody.

Nie ma szans wymigać się od konsekwencji łamania praw rządzących zdrowiem lewej nerki, a kiedy już to zrobiliśmy, na efekty leczenia trzeba trochę „długo” poczekać.

Konsekwencje naszych żywieniowych i nawykowych ekstrawagancji?

Proszę bardzo …

Problemy z kośćmi, szpikiem kostnym, stanem i funkcjonowaniem mózgu, chorującymi zębami, uszami, parodontozą, lichymi, nawet wypadającymi włosami, kiepskimi, nie przypominającymi skrzydeł ptaka brwiami, dobitymi depilacją.

Gdyby to tylko brwi były dobite, pół biedy. Depilacja brwi dobija nerki, każdy wyrwany z ich linii włosek to energetyczna wyrwa  w nerkach i ich osłabienie. 

Nie na darmo lansuje się wydepilowane, sztucznie zarysowane brwi – skoro założeniem jest osłabienie i depopulacja rasy, to każdy sposób jest dobry – odsłonięty pępek  to wychładzanie nerek, wydepilowane brwi i ufarbowane chemicznymi farbami włosy to ich demolowanie i trucie.
A przecież one są nośnikiem fizycznej i psychicznej siły, odwagi, otwartości na zdarzenia.
Zdolności do przeciwstawienia się agresorowi i tyranowi.
Do tego należy jeszcze dodać fakt, iż praktycznie każdej kobiecie po 40. roku życia usuwa się macicę, gdy tylko pojawi się cokolwiek, co można sprzedać jako „zdiagnozowany nowotwór” - zamiast leczyć tanimi ziołami, żywieniem i zmianą trybu życia w co najwyżej kilka miesięcy (diagnoza „podejrzenie” i natychmiastowe skierowanie na hysterectomię), i mamy problem z głowy.
Nie potrzeba antykoncepcji, a pieniądze zgromadzone na koncie w ZUS zamiast w razie śmierci oszczędzającego powiększyć masę spadkową i przez to  sprawić, że być może czyjś „Pałac Ognia i Wody” będzie lepiej odżywiony  – wydawane są … na Pałace ZUS.
Problemy z kośćmi, mózgiem, szpikiem, zębami, uszami, włosami i brwiami to nie wszystko.
Bohaterów mojej bajki i  rzeczonej wojny zostawiłam na koniec tej wyliczanki.
Lewa nerka odpowiada za stawy.
Za wszystko, co się z nimi dzieje.


Za powalające, odbierające poczucie pewności siebie, ograniczające ruchowo, degradujące psychicznie, budujące osobowość kaleki wyłączonej z normalnego życia, nie uczestniczącej w wielu jego przyjemnościach, żyjącej jak kukła, z trudem gramolącej się do autobusu MZK …

…stany zapalne i zwyrodnienia stawów.

Wojna w Pałacu Ognia i Wody – zwłaszcza polegająca na złym odżywieniu i traktowaniu sektora lewej nerki  oznaczać może kule lub … wózek inwalidzki.

W najlepszym razie ból, poczucie niższości, poczucie bycia ofiarą tego, co nam się przydarza,

bycia na marginesie nurtu, w którym inni się poruszają, bo mogą.
Do tego wszystkiego konowały szkoły wiedeńskiej zamiast leczyć, podają nam specyfiki, za które my płacimy w aptekach, apteki zaś odpalają im  „dolę” .

Koncerny farmaceutyczne nagminnie fundują swoim poplecznikom w lekarskich gabinetach wczasy na Dalekich i Ciepłych wyspach, gdzie raczej nie można przeziębić nerek.
Wszyscy wiemy już z praktyki, że leki z apteki to toksyczna chemia.

Co  robić, kiedy postępuje choroba, stawy zaczynają boleć, przychodzi zwyrodnienie?

Lekarz w Poradni Rejonowej mówi „proszę załatwić sobie endoprotezę (najlepiej prywatnie

za 15 tysięcy złotych) i jeszcze usłużnie podpowiada, u kogo sobie załatwić (ciekawe czy kampanię reklamową robi w ramach wolontariatu).

Po pierwsze - nie wpadać  w panikę – prawie każda choroba w stadiach początkowych jest łatwo wyleczalna, choć może to przedłużyć się w czasie.

Jeśli stadium jest zaawansowane, także można ją leczyć !!!

Zdrowie jest strukturą dynamiczną – jeśli stan nie jest agonalny, zawsze można je poprawić!

Po drugie - nie obciążać nerek nabiałem, mięsem, cukrem i kawą.

Wszystkie te czynniki wpływają bardzo degradująco na same nerki i na stawy, powodując demineralizację kości, stany zapalne, osłabienie struktury, odwapnienia.

Po trzecie - pamiętać, że wapnia w kościach (osteopatie) nie da się uzupełnić tabletką wapniową czy wapniowo – magnezową, jeśli nie towarzyszy temu obecność BORU.

Im więcej wapnia dodamy w takim wypadku do ustroju, tym więcej przecieknie go do tkanek miękkich usztywniając je coraz bardziej i tym bardziej przyspieszymy jego ucieczkę z kości!
Powodując … pogłębienie choroby takim jej leczeniem!
Konieczne jest uzupełnianie go strączkowymi, brokułem, sałatą, orzechami ziarnami i pestkami
 w diecie.
Przynajmniej 2 posiłki tygodniowo powinny być skomponowane na bazie strączkowych.

Po czwarte - pamiętać, że odkurzane zaledwie w Wigilię Bożego Narodzenia  - nieomal wygnane

z diety grzyby wzmacniają i detoksykują nerki.

Po piąte pamiętać, że owszem, Tv i inne rozrywki, ale nie kosztem snu, a jeśli już,  to wyjątkowo.

SEN  OD  21.  DO 23.  ZIMĄ I  OD  21.30 DO 23.30  LATEM ZAPEWNIA   WŁAŚCIWĄ    REGENERACJĘ   CIAŁA,   A   ZWŁASZCZA    KOŚCI!!!
To jedyna opcja, nie ma innej, choć spektrum takiego niedosypiania obejmuje nie tylko nerki.
Lewa nerka lubi chłód – ponieważ jest ze swej natury yin – jednakże obie nerki wymagają trzymania ich                 „w cieple”, czyli właściwego zabezpieczenia ciepłoty ciała – ważne jest więc, żebyśmy nie marzli, nie byli zbyt lekko ubrani – co skutkuje zwłaszcza u wrażliwych osób natychmiastowymi stanami zapalnymi nerek prowadzącymi do dalszych konsekwencji ich niedomagania – już wyżej z grubsza wymienionych.
Właściwe pożywienie, właściwy sen i właściwe ubranie pozwoli nam odbudować zdrowie nerek i stawów, narażonych zwłaszcza w chłodnych porach roku na  dyskomfort, ból i choroby.
 Jak się ubrać, wie prawie każdy, poza dziećmi dwuletnimi także każdy zna instrukcję obsługi Zegara.
Nieco więcej powiedzieć można na temat diety.
Poza wymienionymi strączkowymi, algami, glonami i grzybami istnieją jeszcze inne zabezpieczające stawy składniki – jednym z nich jest boskie AVOCADO.
Zawiera ono frakcję wapniowo – magnezowo- fosforową – w takiej frakcji fosfor wzmacnia kości – solo jest dla nas jest trucizną i je niszczy.
W wyniku przeprowadzonych badań wiadomo, że tam, gdzie jest spożywane powszechnie, choroby stawów praktycznie nie występują.
Czym jeszcze można podeprzeć „nanerkową” i  anty – zwyrodnieniową,  anty – reumatyczną   dietę na stawy ?
Proszę bardzo. Zatem według alfabetu:
Ananas pomaga w leczeniu osteoporozy, towarzyszącej zwykle problemom kostnym i stawowym.
Aronia pomaga w likwidowaniu reumatyzmu.
Bakłażan ma także działanie antyreumatyczne.
Buraki odkwaszają – alkalizują ciało, więc także stawy.
Bób – należący oczywiście jako strączkowy do grupy pracowników „Pałacu Ognia i Wody”
likwiduje schorzenia nerek, wpływając jednocześnie na... bezpieczeństwo stawów.
Chilli – łagodzi bóle – zwłaszcza stawowe i działa podobnie jak aspiryna.
Chrzan (oczywiście bez gumy arabskiej i innych ciekawych dodatków) leczy reumatyzm i kamicę moczową.
Cynamon – działa antyreumatycznie.
Cytryna – pomocna przy bólach reumatycznych.
Czereśnie – wybitnie antyreumatyczne.
Czosnek – jak wyżej.
Dynia – kabaczek i cukinia – pomocne w reumatyzmie.
Fasola – zapobiega reumatycznym bólom stawów.
Goździki – działają przeciwzapalnie przy reumatyzmie.
Gruszki – pomocne w reumatyzmie.
Grzyby – szczególnie boczniak – pomocne w leczeniu zapalenia stawów i reumatyzmu.
Imbir – pomaga zwalczać  wszelkie stany zapalne stawów i reumatyzm.
Kapusta - stosowana zewnętrznie pomaga przy bólach stawów.
Kasza jaglana – działa silnie anty-zapalnie – w postaci kleiku na wodzie stosowana jest jako
anty-zapalna monodieta.
Koper łagodzi bóle reumatyczne.
Kurkuma – zapobiega reumatyzmowi.
Maliny – zastosowanie przy bólach reumatycznych.
Pietruszka (korzeń) -  antyreumatyczna.
Pomidory – antyreumatyczne.
Porzeczki – pomocne w leczeniu bólów stawów i reumatyzmu.
Rzodkiewka – antyreumatyczna.
Seler – antyreumatyczny.
Wiśnie – korzystnie oddziałują przy reumatyzmie.
 Jest w czym wybierać …. wygodne łóżko, dobra dieta, ciepłe ubranie.
Po co szykować sterydową śmiercionośną broń, haki i piły chirurgiczne, ładować jakieś żelastwo do stawów, jak można po prostu nie dopuścić do wojny w „Pałacu Ognia i Wody”, poprzez zręczne, umiejętne postępowanie z Księżniczką Lewą Nerką.
Należy ją po prostu szanować, nawet, jeśli dziedzictwo po rodzicach marne, niejeden z nas  ma za przodka pijaka albo alkoholiczkę, o stanie ich nerek nawet nie wypada opowiadać.
Narkotyki, alkohol, cukier i papierosy to ogólnie rujnujące używki, każda z nich jest elementem wojny w Pałacu Nerek, doprowadzając do sromotnej klęski w słusznej sprawie.
Śpijcie więc zdrowo, jedzcie rozsądnie, pijcie odpowiednie płyny, a stringi  ubierajcie i zdejmujcie o tej porze roku tylko w alkowie.

Życzę niezapomnianych wrażeń …
Ukłony.

Wiola Grigorijew.

Uwaga: Wszystkie teksty opublikowane na tym blogu są moimi opracowaniami i zastrzegam sobie do nich prawa autorskie. Można je kopiować pod warunkiem, że nie zostanie zmieniona ich treść oraz wskazane zostanie ich źródło. Dziękuję.









Z CYKLU   BAJKI   MATRIXA:    WYWIAD  Z  ZIMĄ ...








Umówiłyśmy się w „Wiedeńskiej”.

To najlepsza kawiarnia w Żywcu.

Stare pałacowe stajnie Habsburgów ożyły i wypełniły się duszami ich dawnych pracowników, kiedy została otwarta.

Dwa razy proszono mnie o ich wyprowadzenie, co niniejszym uczyniłam.


Kiedy siedziałam jak zwykle w wygodnym fotelu, popijając zakazaną mi kawę po wiedeńsku, pojawiła się nagle w drzwiach od ulicy.

Otworzyła  je z impetem i szeroko, jej smukła, wysoka sylwetka młodej Carewny  odcięła się lśniącą, błękitną bielą od szarego tła ulicznej rzeczywistości.

Spojrzała w głąb półmroku panującego w pomieszczeniu i rozpoznawszy mnie, trzema zdecydowanymi ruchami znalazła się przy mnie.

- Witaj … .

Spojrzałam  na Nią – jak zwykle wyglądała olśniewająco.

Błękitno - biała poświata kryształków śniegu na platynowych lokach okalających twarz, lodowe strusie pióra tworzące wokół niej rewiową koronę.

Świetlista twarz o zimnych, delikatnych rysach. Małe ale pełne usta …. mocna śledziona – pomyślałam – sądząc po ich wykroju –  pokryte transparentnym błyszczykiem o mleczno - perłowym odcieniu.

Tylko oczy odcinały się od tła  – były ciemne, jak galaktyczne czarne dziury.


- Pięknie wyglądasz – nie kryłam zachwytu.

 - Zawsze jestem piękna – uśmiechnęła się – nie zauważyłaś? Spojrzała na mnie

migdałowymi studniami bez dna.

- Podobno jesteś porą śmierci? Chińscy medycy przypisują ci trupi zapach  i stan niebytu.

- Tak i nie … patrzyły na mnie oczy  Marleny Dietrich ….. śmierć to stan spoczynku.

Konieczny dla cyklu życia, to faza stagnacji, pozwalająca skonsolidować dotychczasowe

osiągnięcia, stworzyć z nich nową jakość, pozwalająca na następną kreację.

Jak każda istota należąca do Absolutu jestem KREATOREM.

Dosłownie i w przenośni.

Konsoliduję i wzmacniam kości waszych ciał, patronuję uspokojeniu  buzującego w nich

ognia, uspokajam umysł, rozwijam refleksję, balansuję stan równowagi po szaleństwach Lata i nostalgiach Jesieni.

Jestem Panią wielkiego YIN.
 

- Powiedz o tym więcej.

- Yin i Yang to dwie wielkie pierwotne, podstawowe energie, z których powstają różne energie „specjalistyczne”.

Yin- czyli Ja – to zimno, ciemność, wilgoć, cisza, spokój, niedziałanie, wycofanie, przyjmowanie w siebie, introwersja, implozja – nie ma sensu dalej wyliczać....

YIN to materia...... skompresowana, maha - gęsta forma energii.... w jakimś sensie zastygła.

            Ja jestem cesarzową YIN na tej pięknej planecie.

            Jestem pięknym, Boskim Chłodem, przechodzącym cyklicznie w małe YIN mojej

            Cesarsko - Królewskiej Siostry Wiosny.

            Kiedy przychodzę na poziomie energetycznym, poziomy fizyczne zmieniają się.

            Często jestem dużo wcześniej, niżby się Wam wydawało. 

Uniosła smukłą dłoń.... kryształowe bransolety na nadgarstku wydały szklany dźwięk. 

- Przygotowuję się do mojego entree na klimatyczną scenę Gai już wtedy, kiedy moja Złotowłosa siostra Jesień  zmienia  swoje kolorowe suknie.

            Często zdarza się Wam zapominać o prawach, którymi się rządzę – choć kocham Was jak wszelkie inne stworzenie, nic nie poradzę na wasze zimowe kłopoty, jeśli sami nie zaczniecie postępować zgodnie z moimi – zatwierdzonymi w planetarnym planie prawami.   

- Co więc Nam radzisz?

- Pomyśleć o sobie.

Pomyśleć o swoim ciele.

Pomyśleć o swoim duchu, emocjach, użyć serca i umysłu.

- Mamy więc duchowo – materialistyczną „Mieszankę Wedlowską” na zimę? 

- Tak – uśmiechnęła się swoim zniewalającym uśmiechem Błękitnego  Anioła.

            Ale bez cukru!


- Co więc radzisz robić z ciałem podczas Twojego panowania  w naszym klimacie? 

- Wszystko to, co równoważy moje Yin i daje Yang – czyli ciepło.

Zacznijmy od pożywienia.

Wprawdzie zdarzają się jeszcze jednostki o „atomowym” yang, nieprawdopodobnie mocnej prawej nerce, podtrzymującej „mały ogień”, ale to już rzadkość.

Być może oni mogą pozwolić sobie na surowe jedzenie, chodzenie w  cienkiej bluzce,

picie zimnych napojów (nie chodzi mi bynajmniej o Coca - Colę, Pepsi, dopalacze czy napoje gazowane, słodzone  aspartamem i kolorowane   farbkami), od czasu do czasu brak snu.

            Ale to tylko jednostki.  

            Populacja ma osłabione zarówno Yin jak i Yang – a co z tego wynika …. Chi … czyli  energię życia.

            Życie to ruch – potrzebne jest więc ciepło dające możliwość dobrego funkcjonowania procesom metabolicznym oraz skonfigurowanemu wokół nich skomplikowanemu systemowi energii i ciał.

            Potrzebujecie ciepła. Wasz klimat jest bardzo zimny nawet wiosną, latem i jesienią.

            Moje yin króluje w chłodnych wodach strumieni, zimnym wietrze, porannych przymrozkach przez większą część roku, nawet w zimnych letnich wieczorach.

            Wasze warunki klimatyczne wymagają, abyście praktycznie przez cały rok jedli

            co najmniej dwa gorące posiłki, a jeśli jest bardzo zimno, to nawet  wszystkie – czyli trzy. 

- Jesteś porą stagnacji, uspokojenia, bezruchu.

Znasz jakieś panaceum na pojawiający się wzrost wagi ciała? 

- Nic łatwiejszego … poprawiając się wygodnie w fotelu  mimowolnie zaprezentowała nienaganną sylwetkę  smukłej sylfidy.

Po prostu przestrzeganie zakazu jedzenia po 17., kiedy to zbliża się pora minimum energetycznego żołądka, kończącego swoją dzienną pracę i udającego się na spoczynek.

Każdy musi spać, jelita i on także.

Jeśli im na to pozwolicie, waga nie tylko nie wzrośnie, ale doświadczycie „cudu mniemanego” czyli … jej spadku!

Zapomnieliście ponadto o prostym, skutecznym i zdrowym tricku....

Ciepłej zupie.

Ciepła zupa dodana do posiłku spowoduje spadek wagi pomimo zwiększenia jego ilości, rozgrzeje bowiem żołądek i cały system, który zacznie pracować lepiej i efektywniej.

Nie koniec na tym – spowoduje, iż pojawi się regularnie wypróżnienie ciała ze zużytych resztek pokarmowych bez kupowania w trefnej aptece farmaceutycznych cudów na kiju.

Tym, którym brakuje w jelicie prostym i grubym odpowiedniej flory bakteryjnej polecam prostą mieszankę - przekąskę na śniadanie (zwłaszcza gnającym do pracy bez niego).           

            3 suszone morele, 3 suszone śliwki pokrojone w kostkę , 2 - 3 pokruszone orzechy włoskie,

            zalane wrzątkiem, uzupełnione 1/4 łyżeczki cynamonu, do tego plasterek świeżego albo szczypta suszonego imbiru (kto imbiru nie lubi, może go sobie darować lub nie zjadać).
            Wszystko to przygotowane wieczorem i zjadane na czczo rano, po porannej pobudce.
            Odbudowuje florę bakteryjną w jelitach, poprzez wzmocnienie śledziony wzmacnia chi jelita grubego i prostego – czyli prosta droga do oczyszczenia ciała i likwidacji stagnacyjnych blokad na poziomach subtelnych, również w ciele emocjonalnym i mentalnym.
Ponadto – powiedziała, bawiąc się platynowym lokiem spadającym na czoło – trzeba się ruszać. 
- Powiedz ludziom, że mają nie jeść po 17... a zjedzą Ciebie ….wiesz jak reagują – od razu zawodzenia o głodzie i torturach.
- Albo wykażą się rozsądkiem i po trzech dniach spacyfikowane  starą - nową procedurą ciało powie tak, albo będą postępować jak dotąd, niszcząc je i przyczyniając się do jego obumierania – w jej wzroku nie było ani krzty litości.

Nie widzę innej opcji z wyjątkiem opcji „łagodnego robienia rewolucyjnych porządków”, sprytnie wykorzystującej mechanizm aklimatyzacji do nowych warunków.

Polega ona na stopniowym przesuwaniu – np. co 3 dni – bo po trzech dniach powstaje pierwszy efekt -  pory zakańczania jedzenia w trakcie doby.

Czyli dzisiaj jutro i pojutrze np. 20, następne trzy dni 19,30 i tak dalej aż do 17.

Łagodnie, ale skutecznie, choć z pewną stratą czasu na poprawę samopoczucia.

Jednak to lepsze od niedziałania na swoją korzyść.

Jesteście inkarnowanymi istotami posiadającymi żyjące ciało – to zobowiązuje.

Wiele Istot astralnych chciałoby je mieć.

Naprawdę nie wypada go dewastować …. wstyd. 

- Osobną sprawą jest jak rozumiem dobór składników żywieniowych w czasie Twojej kadencji... 

- Wy, Ludzie nie umiecie obsługiwać swojego ciała – jest zimno, należy je rozgrzewać .

Zdrowymi, dostępnymi świeżymi składnikami.... niektóre z nich opisałaś na swoim blogu.

Miksturkę z imbiru  (sok z 1 cytryny, odrobina kurkumy, odrobina  oleju LUB MIKS DAKTYLOWY (wtedy smaczniejsze z herbatą), starty imbir w większej ilości,  przełożyć do słoiczka, używać do herbaty, lub biorąc po łyżce, zwłaszcza dla rozgrzania ciała i przy przeziębieniu i infekcjach), gorące, termicznie zupy z gorących energetycznie składników.
- Opisałam niektóre tylko zupy,  biorąc pod uwagę lodowatą wiosnę 2013, ciskającą z wściekłością śniegiem i walącą po oczach mrozem  – 15 stopni Celsjusza  w Święto Równonocy...
Teraz dopiero jest okazja, żeby przedstawić gwiazdy zimowego stołu, zdrowe, smaczne
i prawie za bezcen.
Zupa krem z cebuli, zupa krem lub rosół z czosnku albo cesnokova polewka  robiona na moim terenie, czyli 20 km od Słowacji, skąd pochodzi zupa krem z marchwi, wegański miksowany krem Minestrone – czyli zupa krem z jarzyn, podkręcony termicznie czerwony barszcz na jabłkach i daktylach, wege krupnik na kaszy gryczanej, nawet podkręcony termicznie przez ostre przyprawy długo gotowany wege żurek, podobnie z wychładzającą, ale zrobioną na ostro, z dużą ilością  rozgrzewających przypraw, zupą pomidorową.
Im dłużej gotowane, tym cieplejsze energetycznie.
Dlatego długo gotowany krem z fasoli lub zwykła fasolówka czy soczewicówka z dużą ilością cebuli zesmażonej z tartą marchewką będzie dużo cieplejsza dla ciała niż ta sama zupa ugotowana innym sposobem i krótko.
Jeśli więc zupa lub krem z brokułów czy pieczarek pamiętajmy o czosnku, cebuli, chilli,
dużej ilości kminku, który zwłaszcza łamany i  mielony jest doskonały do doprawiania i ogrzewa ciało. Ziele angielskie, liść laurowy, pieprz.
Łatwo dogrzać ciało chilli, papryką ostrą, curry, kardamonem, cynamonem (tak, tak, zupy także) imbirem, jałowcem, „gorącym” suszonym rozmarynem  - doskonale „udają” mięsne smaki, bo tzw. mięsny smak to smak ... przypraw, dodawanych do mięsa.
Kurkuma robi swoje –  jest silnie antynowotworowa, rozgrzewa, daje jasność umysłu, to panienka zdecydowanie ognista – w sam raz na zimowe klimaty.  

            Na zupach się nie kończy – doprawione ostrymi przyprawami placki ziemniaczane, kluski (duża ilość kminku, przypraw), naleśniki z ostrymi farszami, także z kasz i jarzyn, najlepiej z kilku rodzajów mąki, w tym jaglanej i kukurydzianej albo rozgrzewającej gryczanej, ba, nawet łazanki z mąki  gryczanej z tradycyjnym farszem z kapusty cebuli i pieczarek.
            Ja podgrzewam sobie atmosferę (jak nie zapomnę! ) gulaszem z cebuli własnego            pomysłu - poszatkowana cebula i przyprawy, można dodać jakieś jarzyny, ale wtedy mniejszą ilość, cebula gra pierwsze skrzypce.

            O sosie cebulowym, czosnkowym, paprykowym, także podkręconym ostrymi przyprawami, pietruszkowym  z zielonej pietruszki i szpinakowym  pamiętamy, że muszą być ostro doprawione lub podane z ostrą gorącą potrawą lub też ostatecznie – im zimniej – z potrawą mocno ogrzaną.
            Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do gorących potraw na słodko – słodzonych daktylami podać sos cynamonowy lub kardamonowo – cynamonowy.       

            Mam też dla Was sos czekoladowy, czekoladowo-orzechowy czyli sos „ nutella”,

            daktylowy, daktylowo - kokosowy,  pokuszę się nawet o żurawinowy.

            To wszystko da się zrobić.... bez cukru i czekolady.

            Opiszę w zakładce „przepisy”          

             Możecie użyć swojej inwencji – sos z ostrej papryki robiony na papryce  surowej lub w proszku, sos na papryce słodkiej – tę ostatnią wystarczy ugotować, obrać, zmiksować, dodać do sosu na bazie zasmażki, sos pieprzowy na różnych rodzajach pieprzu lub po prostu pospolitym czarnym mielonym pieprzu, doprawiony ostro na bazie zasmażki, sos majonezowy na własnym albo dobrym majonezie Kieleckim.
             Sam żar (także w łożu). (Y).
             Kłaniam się Wam pięknie z  zapiekanką z trzech rodzajów kasz, np. orkiszowej, gryczanej i jaglanej albo gryczanej, kukurydzianej, jaglanej albo gryczanej, jaglanej, jęczmiennej, nadzianej  dowolnym ostrym farszem lub farszami – w grę wchodzą szpinak, pomidory, kapusta  z cebulką, pieczarki, papryka, farsz z buraczków duszonych z cebulką, farsz cebulowy... ta inwencja będzie mnie kosztować sporo pisania w zakładce przepisy...

             Nie zapomniejcie przy tej zapiekance o ziołach prowansalskich i innych przyprawach ...

             Nie od rzeczy jest lazania – naleśniki z mąki gryczanej albo mieszanej, ostre farsze:  pomidorowy, szpinakowy, jarzynowy, do tego ostry smakowity sos.

             Z pierogami też możemy poeksperymentować – użyć  różnych rodzajów mąk, żeby były energetycznie cieplejsze niż te z pszennej mąki.

- Rozpędziłaś się droga Wiolu z tym jedzonkiem – uśmiechnęła się kokieteryjnie.

            Mój czas na Twój wywiad ze mną jest ograniczony, muszę  przecież polecieć                                i zmrozić co nieco na Szpicbergenie, Arktyka też nie lubi  braku śnieżyc, w Norwegii dzieci czekają na mnie z noskami przyklejonymi do szyb, a Koło Polarne bez mojej lodowatej urody jest tylko zwykłym kółkiem, więc proszę napisz im teraz trochę o napojach.

- Oczywiście, jakżebym mogła zapomnieć  - żachnęłam się.

Mają być obowiązkowo ciepłe, nawet gorące.

Różne pyszności opisałam już moim czytelnikom w bajce „Kwiatki na herbatki”.

Tutaj wspomnę tylko o możliwości robienia różnych gorących, dogrzanych kompotów, z jabłek, gruszek, śliwek suszonych i owoców świeżych, które także są w czasie Twojego Miłościwego Panowania dostępne.

Kardamon, cynamon, goździki, wanilia, anyż do woli i bez umiaru.

Daktyle i rodzynki  jako słodzik.

Taki kompot można zmiksować i podać jako „kompot krem” - czyli kompocią zupkę.           

            Przy okazji dogrzewania zimowego nie możecie zapomnieć o tym, że większość jedzenia ma być ugotowana – więc i owszem, surówki tak, ale zasmażana wege kapusta, marchew z groszkiem posłodzone miksem daktylowym, gorące zasmażane z cebulką buraczki, buraczki na gorąco z wtartym jabłkiem to sezonowy design.
            Reszta to eksperymenty, np. gotowane jarzyny, albo brokuł czy kalafior polane ostrymi sosami.
            Zasmażana duszona kalarepka i owszem.
            Doskonale rozgrzewają wszelkie surówki z czarną rzepą.
            Jak wam się zrobi za gorąco, pozwalam schłodzić się pomidorami z oliwą, cebulką i octem balsamico.
- No dobrze, mój czas na wywiad dla Ciebie się kończy – bransoletki na nadgarstkach ponownie  wydały szklany dźwięk – musisz mi to wybaczyć, ale już zaraz lecę -  chuchnąć zimnem na Kilimandżaro -  trochę wybielić czarny afrykański garnek pełen starej wulkanicznej lawy.
- Oczywiście, koniecznie – tym razem ja uśmiechnęłam się wyrozumiale.
W takim razie może powiemy ludziom jeszcze o śnie.
- Uważasz, że nie pamiętają i należy im o tym przypominać? Zmarszczyła brwi.
- No cóż, w dzisiejszych czasach w alkowach króluje … telewizja.
- Skandal! Syknęła i nagle zamyśliła się.
Czy Oni w ogóle znają instrukcję obsługi własnego ciała?
            Przypomnij im zatem, że jestem Panią Yin  i w czasie trwania Mojej Cesarskiej Kadencji mają obowiązek spać od 21.!
            Ale już o 23. pozwalam im wstać.
            Te dwie godziny potrzebne są niezbędnie dla zdrowia. 
Oczami skośnymi i czarnymi jak dwa firmamenty zerknęła dyskretnie na stary zegar wiszący nad bufetem – czas na mnie … szepnęła mi w ucho – uniosła się z fotela lekko niczym płatki śniegu na wietrze, okręciła wokół własnej osi  jak wirująca Parka i z głośnym  szelestem  sukni przybranej  tęczowymi kryształkami lodu pofrunęła nieomal do drzwi, za którymi znikła w mgnieniu oka.
Pozostał po Niej tylko chłód …


…Ubierzcie się więc ciepło, nie róbcie na paskudę odsłoniętym, niedogrzanym nerkom, nie narażajcie gardła na skoki temperatur, nie trapcie śledziony stanem zapalnym w postaci kataru, bo odwdzięczy się Wam niesławnie grypą albo przeziębieniem, nie dobijajcie  jej słodyczami. Chrońcie głowę, zwłaszcza jeśli bardzo wrażliwa na zimno, bo macie jedną. Nie zapominajcie o uszach.
Zmarzlaki pod gorący prysznic, do ciepłego łóżka, z kotem albo psem w ramionach i dzbankiem dobrego gorącego napoju na podgrzewaczu i na podorędziu. O partnerze nie wspominam, bo chyba sami pamiętacie.
Zadbajcie o dobre, lekkie ciepłe buty. Zadbajcie o siebie.
O! Proszę!
Jej Wysokość Cesarzowa Zima zapomniała swojego wachlarza z lodowych strusich piór...
Będę miała jak znalazł na Sylwestra!
Jesteśmy do siebie pod wieloma względami podobne, więc chyba się nie obrazi...
Pozdrawiam serdecznie,
Wiola Grigorijew








 




     

   




    





Z cyklu bajki Matrixa: Rubinowa Cesarzowa


Włada niepodzielnie i absolutnie Cesarstwem naszego Ciała. Leżąc wygodnie w piernatach naszych Komórek i Tkanek, wsparta na opokach Kości, otoczona dworem Narządów, Ścięgien i Wiązadeł. Wizytuje codziennie oddane Jej bezgranicznie masy Mięśni ... Przebiega błyskawicznie dżunglę swoich Tętnic, pobrzękując kostkami stóp zdobnych w bransolety trombocytów, by nagle zmienić styl swojej władzy w spokojny spacer poplątanymi, parkowymi ścieżkami Żył. Raz mieni się ognistymi piropowymi naszyjnikami krwistej, gorącej czerwieni, to znowu delektuje się klejnotami z ciemnego almandynu..... Rubinowa Cesarzowa jest kapryśną, ale mądrą Władczynią. Nigdy nie śpi, dba o swoich poddanych. Zdenerwowana miota się jak opętana po swoim Cesarstwie, podnosząc swoje ciśnienie - kiedy nie ma swojego dnia, prawie się nie rusza ze swojego szezlonga ..... wtedy boli nas głowa, a Ona ... ma nas chwilowo w głębokim poważaniu! Jest przy nas i w nas i zawsze, karmi i poi i jeśli tylko zajdzie taka konieczność, natychmiast bierze nas w absolutną obronę. Nie waha się ani chwili, walczy. Gdy zaczynasz cokolwiek ćwiczyć, cieszy się bardzo, radosna, jasna, szybka, ze śmiechem wykrzykuje: mamy dużo Tlenu !!! Jego Wysokość Mózg i wszyscy Poddani będą zadowoleni.

Jej Wysokość KREW ...


Jest swoistą, płynną tkanką łączną, krążącą w układzie krwionośnym kręgowców, czyli ... Twoim! Składa się z płynnego osocza oraz krwinek: leukocytów, erytrocytów i trombocytów, znanych jako płytki krwi. Medycyna chińska przyporządkowuje ją do elementu ognia, powstającego w Kole Przemian bezpośrednio z elementu Drewna, w którym głównymi narządami są Zielonooka Markiza Wątroba i Jej Narwany Rycerz, Pęcherzyk Żółciowy, który pieni się, kiedy dochodzi w ustroju do frustracji i złości, i wtedy ... żółć nas zalewa, jak określali ten stan emocji i umysłu nasi przodkowie - nie bez powodu, Pęcherzyk raczy Nas przecież żółcią, niezbędną w procesie trawienia. Wróćmy jednak do Rubinowej Cesarzowej.

Jest dla Nas władczynią Nieocenioną. Biegnie nieustanny maraton, żeby dostarczyć do każdej komórki ciała tlen uczestniczący w procesach metabolizmu oraz wszelkie składniki odżywcze. Odprowadza powstały wskutek procesów metabolicznych dwutlenek węgla, rozprowadza po ciele hormony oraz ODPROWADZA wszelkie szkodliwe produkty  powstałe na skutek zachodzącego metabolizmu.

Na poziomie energetycznym krew jest nośnikiem informacji...... Dlatego TY - właśnie TY - jesteś Istotą Multiwymiarową - pamiętasz wszystko. Nie tylko Twoja Szyszynka gromadzi wspomnienia wszelkich Twoich inkarnacji we wszelkich wymiarach, jakie raczyłaś/eś zwizytować i zaszczycić. Nie tylko Ona WIE WSZYSTKO. Wie to także TWOJA KREW. Ona jest nośnikiem wszelkiego zapisu. Pamięta wszelkie sprawy i sprawki rodowe, pamięta wszelkie Twoje życiowe historie i wyczyny. Pamięta całą historię tego Uniwersum. Tutaj dygresja pozornie nie na temat, ale zwróć na nią uwagę: z mojego doświadczenia z formatowaniem Pola Świadomości, którego jesteśmy właścicielami - a raczej jest nim JAM JEST wiem, że osobowość, los, ciągi zdarzeń potrafią radykalnie zmienić się po transfuzji krwi, należącej przedtem do innej osoby. Transfuzja może spowodować u osoby przyjmującej krew odczuwalne dla Niej samej niekomfortowe zmiany osobowości i losu. MOIM ZDANIEM NALEŻY WTEDY PAMIĘTAĆ, ŻEBY KREW OCZYŚCIĆ Z ZAPISÓW POPRZEDNIEGO WŁAŚCICIELA. Zdarza się, że oczyszczam energetycznie krew należącą do danej osoby, ponieważ są w niej zapisy traum i różnych innych nieprzyjemnych zdarzeń.




W medycynie chińskiej krew wiąże się z pojęciem HUN. HUN to informacja przedurodzeniowa - karmiczna, inaczej doświadczenia karmiczne, które się poprzez HUN wyrażają. HUN powiązane jest bezpośrednio z wątrobą ( pojęcie podświadomości - w psychologii i medycynie konwencjonalnej - powiązanie z pamięcią karmiczną? ). Funkcją wypełnianą przez wątrobę jest utrzymywanie krwi , krew utrzymuje HUN....... To medyczne odniesienie do „zapisów" energetycznych we krwi, obecne w medycynie chińskiej.

Wszelkie doświadczenia karmiczne reprezentuje energia Yang. Konieczna jest energia Yin, aby te doświadczenia (HUN) utrzymać. Jakość i ilość krwi decyduje o jakości HUN. Kiedy jakość i ilość krwi się zmienia, HUN staje się niestabilne - inaczej mówiąc stajemy się niestabilni w realizacji naszej karmy - ustawienia przedurodzeniowego, cały system się chwieje - plany karmiczne, nasz udział w grze „Boskiej Lili" zaczyna przypominać mierne karmiczne aktorzenie.

Drewno - wątroba, woreczek i cały system tej przemiany - powiązane jest z przeszłością. Inaczej jest z HUN, skonfigurowanym z wątrobą - HUN nie rozróżnia tego co było, tego co jest, nie odbiera, nie różnicuje naszego nastawienia do rzeczy i zdarzeń, nie wartościuje. Fakt, że to krew utrzymuje HUN powoduje, że zła jakość i niewłaściwa ilość krwi może powodować intensywne śnienie i koszmary nocne.

HUN to Yang, utrzymywane w ryzach przez Yin krwi. Krew to twardy dysk, na którym zapisano nasze doświadczenia karmiczne - wszystkie - wszystkie wymiary, wszystkich wszechświatów, jakie kiedykolwiek wizytowałaś/eś ..... Nasz krew potrzebuje zatem Yin ... i to bardzo.

Nasza krew potrzebuje odżywienia, regeneracji, odpoczynku fizycznego, snu .... na poziomie fizycznym, żeby utrzymywać właściwy poziom procesów ... nie tylko fizycznych - stan i jakość całego naszego systemu energetycznego, wszystkiego, co sformatowane jest wokół Jam jest, wszystkiego, co charakteryzuje mnie jako awatarę tego Jam Jest - zależy w lwiej części od ... Jej Wysokości Rubinowej Cesarzowej - Krwi.

Dalsze rozwodzenie się nad rolą krwi, jej poszczególnych składników traci na znaczeniu. Nasza fizyczna, oznaczona konkretną grupą krew utrzymuje dzięki swej jakości i sile nie tylko nasze ciało fizyczne, pełniąc w nim funkcję zaopatrzeniowca. Nasza fizyczna krew włada wszystkimi informacjami wczytanymi w nasze Pole świadomości - jest jego biblioteką i bibliotekarką.




Nie wdając się w szczegóły powiedzieć należy, że na każdym poziomie jakość naszego życia zależy od jakości krwi. Co więc zrobić, żeby ta jakość poprawiła się we wszystkich aspektach tego życia ? Zadbać o krew. To możemy zawsze.

Jak wiemy pięć elementów/przemian w odniesieniu do naszego ciała to skomplikowany, implikujący się we wszystkich możliwych dla liczby pięć wariantach system.

WSZYSTKO - dosłownie wszystko działa na siebie wzajemnie, nie można rozpatrywać żadnego organu, funkcji, schematu w oderwaniu od całości - to holistyczna koncepcja i zarazem wykonanie. Uniwersum jest Jednią ..... i częścią Multiwersum, które jest Jednią..... i częścią Megawersum, które jest Jednią ..... i częścią Mahawersum, które jest Jednią ..... i tak dalej (bywaj zdrów) w tej wędrówce do Jednego.

Jednak zawsze - jak w każdym systemie - istnieją bezpośrednie powiązania, zależności, władza...

Rubinowa Cesarzowa jest wybitną władczynią, jednak na Jej Władztwo istotny wpływ wywiera Zielonooka Markiza Wątroba, morganatyczna żona Twojego HUN. Wątroba, jako narząd pełny (yin ) przemiany DREWNA, żywi Krew.

Od Jej stanu energetyczno - fizycznego zależy więc jakość Krwi i co z tego wynika zdolność Krwi do wypełniania roli ochroniarza i zaopatrzeniowca fizycznego ciała oraz strażnika jakości i wynikającej z niej zdolności do realizacji naszego HUN.

Wniosek nasuwa się sam - chcąc mieć zdrową krew, zadbaj przede wszystkim o wątrobę. Metody są proste; czyste, wegańskie jedzenie, totalny umiar we wszelkich używkach „miękkich" - kawa, kakao, alkohol (!), cukier.

Odpowiednia ILOŚĆ, JAKOŚĆ I PORA SNU !!!

Nie myśl, że wyśpisz się od 23.,bo masz czas do 7. rano... to złudzenie.... Papierosów nie skomentuję - wiemy jak działają na ustrój - niszcząc płuca, w obiegu kontrolnym pęcherzyk żółciowy, to na początek - potem dalej WSZYSTKO - cały system.

Drobnymi, nieznacznymi posunięciami dietetycznymi, zmianami dotychczasowych nawyków bez wielkiej rewolucji doprowadź ją do równowagi, jeśli masz z nią problemy.

Są oczywiście składniki pokarmowe regenerujące wątrobę w szczególności.

Z powodzeniem wykonuje tę funkcję ostropest plamisty, zioło, które nabyć, zmielić i zażywać może każdy. Informacje o ziołach lub poradę rozsądnego, etycznego lekarza medycyny naturalnej uzyskać można bez trudu. Dobierze on wtedy odpowiednią do stanu całego systemu ciała mieszankę, dlatego wspomnę tylko jeszcze o korzeniu mniszka lekarskiego, który jest bezpiecznym, popularnym ziołem. Wątrobę, powiązaną ze smakiem kwaśnym regenerują i dożywiają wszelkie składniki przemiany „Drewna". Tabelę znajdziesz w Internecie i nie tylko - zawierają ją także publikacje książkowe na temat „Pięciu Przemian". Regenerują wątrobę wszelkie kiszonki, pomocne zwłaszcza teraz, w sezonie letnim, ponieważ działają wychładzająco i w okresach, kiedy jest zimno, nie można ich spożywać zbyt wiele, należy zachować umiar podobnie  jak z marynatami, które mogą ze względu na obecność octu i cukru oraz „śmieciowych" przypraw (vegeta, maggi, syntetyczne aromaty, smaki) mocno zaszkodzić. Leczenie wątroby to głównie nasz talerz codzienny. Pomidorowa, pomidory we wszelkiej postaci, wege - żurek z jarzynami, ogórkowa, zupa z kiszonej kapusty, łazanki z pełnego makaronu z kiszoną kapustą, wszelkiego rodzaju surówki i sałatki reprezentujące przemianę „Drewna".

Owoce o charakterystyce kwaśnej, tu uwaga na cytrusy, które wprawdzie bardzo dobrze schładzają i działają na wątrobę, jednakże ze względu na konieczność przewiezienia i przechowania w trakcie transportu z krajów pochodzenia SĄ NIEZWYKLE STOKSYKOWANE służącą obecnie do tego celu CHEMIĄ.

Pomocne będą więc eko- truskawki, maliny, czereśnie z własnego lub sąsiadowego sadu, porzeczki, śliwki, gruszki, pigwa. Tutaj dodać należy, że każdy owoc w fazie wzrostu (faza „Drewna"), kiedy jest jeszcze niedojrzały, reprezentuje silne yin „Drewna", może więc rozsądnie używany służyć do regeneracji wątroby. Kwaśne jabłka - papierówki - to kultowe wątrobowe YIN.

Należy uważać na wszelkie „ekstremalne kuracje" polecane w różnych publikacjach książkowych - autorzy powołują się zwykle na medycynę tybetańską, mongolską. Stoksykowana, podrażniona, chora i labilna wątroba i jej partner woreczek żółciowy mogą zareagować wręcz odwrotnie do zamierzonego efektu i mocno na nich ucierpieć.

Oczyszczając wątrobę, sprawisz, że krew nabierze energii i jakości, jakiej potrzebuje. Jest jednak cała lista składników pokarmowych, które działają bezpośrednio na krew.

Burak oczyszcza, poprawia krążenie, udrażnia żyły, likwiduje nadciśnienie tętnicze, anemię. Szczególnie dobrze sprawdza się o tej porze roku kiszonka z buraka. Winogrona działają stymulująco na wytwarzanie erytrocytów krwi. Cebula, czosnek i grzyby zmniejszają lepkość krwi. Fasola obniża jej ciśnienie.

Seler rozluźnia ściany tętnic, powodując obniżenie jej ciśnienia. Brokuły zawierają sporo potasu, magnezu, wapnia i witaminy C, która zwiększa ilość tlenku azotu w naczyniach, usprawniając ich funkcjonowanie. Mniszek lekarski uwalnia nadmiar podnoszącego ciśnienie sodu z krwi, nie wypłukując jednocześnie potasu. Mniszek zawiera także magnez, wpływający na rozszerzenie ścian naczyń krwionośnych i lepsze ciśnienie krwi. Owies - jego przetwory mają znaczący wpływ na ciśnienie krwi, poprzez magnez i błonnik w nim zawarte - powoduje on także, że nie tworzą się blaszki miażdżycowe - dobra owsianka na wodzie, dosłodzona miksem z daktyli i dosmaczona owocami to jest to, co nowoczesne tygrysy lubią na śniadanie najbardziej. Równie doskonała jest sporządzona podobnym sposobem „pszeniczanka" lub musli na zimno z pszenicy - to już w upały, kiedy czujemy, że gorące na śniadanie z powodu temperatury nam „nie wchodzi ". Wspomniana już wyżej fasola zawiera kwas foliowy, wpływający zasadniczo na obniżenie ciśnienia krwi.

VIPEM w zakresie oczyszczania wątroby i w konsekwencji krwi jest ORKISZ, czyli niemodyfikowana genetycznie odmiana PSZENICY i wszelkie z niego dania: kasza orkiszowa, musli, makarony, dodatki, kotleciki itp.

Niedokrwistość - czyli braki hemoglobiny we krwi – likwidują: czerwona papryka, zielona pietruszka, brokuły, pomidory, truskawki, czarne porzeczki (czyli dworki i rycerze Markizy Wątroby.

Aby odżywić i odbudować krew konieczny i najważniejszy jest smak słodki. Jednakże ogrzewający - i tu pewnie Twoje zaskoczenie - marchew, ziemniaki, koper włoski (fenkuł), szpinak, dynia, suszone daktyle - z umiarem - czerwone wino.

Tak, tak, wymienione wyżej - w pojęciu „fastfoodowych władców" - miernoty i pospolitości naszego stołu, to prawdziwe Tuzy i Vipy naszej diety - dobroczyńcy Twojej Krwi.

Porzuć wszelkie bajki i pomysły o mięsie i wędlinach - one na pewno nie zapewnią Ci odbudowy krwi, a nawet jeśli do tego doprowadzą, to spowodują skutki uboczne, których na pewno sobie nie życzysz. Bądź wege - podążaj w tym kierunku, ponieważ najmniejsza nawet rezygnacja z jedzenia mięsa aktywuje Twój rozwój Jako świetlistej, Ludzkiej Istoty. Jeśli jeszcze nie jesteś, zachęcam Cię do małych kroczków w tym kierunku - zaprowadzą Cię do Pełnego Człowieczeństwa.

Serdeczności i pozdrowienia dla Was.
Wiola Grigorijew








Z cyklu bajki Matrixa: Kto się boi Czarnej wdowy.

Była - a właściwie jest sobie Czarna Wdowa - czarna, atrakcyjna, pachnąca, pełna uroku i egzotycznego posmaku. Pyszna, zachęcająca i łatwo osiągalna. Każdy może z nią romansować. Prawie wszyscy to robią i to kilka razy dziennie. Tak naprawdę nikt nie wie, skąd jej egzotyczne imię - czy Kaffa jest krewną etiopskiej królowej Saby i w ten sposób szczycić się może królewskim pochodzeniem, czy też była turecka odaliską o imieniu Kafeth - oznaczającym moc...... w tym wypadku moc omamiania swym powabem i manipulowania swoimi omamionymi wielbicielami. Nieważne. Ważne, że rządzi i rozdaje karty, jak chce - uzależniła od siebie ponad 90% światowej populacji. Prawdziwa Josephine Backer współczesnej diety. Gwiazda na swoim terenie, czyli w kawiarni i nie tylko ...

Znamy rozterki z nią związane - taka ładna, taka zgrabna w czarnej, z białym wnętrzem filiżance - pełna aromatu i uroku, wdzięcznie przybrana białą bitą śmietaną jak Mme de Montespant - uczestniczka czarnej mszy w białych koronkach), dopikancona dobrym likierem albo ajerkoniakiem ... mmmmmmm... Boskie. Sama jestem jej wielbicielką - a raczej ofiarą - zabrała mi co najmniej połowę zdrowia - teraz muszę je sobie sama dać. Jak ...?

Dyscyplina !!!

Niestety.

Koniec erotyzmu, koniec bajeru, koniec opowiadania o niewinności.

Czarna Mamba ... przepraszam ... wdowa!

To dziewczynka rozkoszna i niezdrowa.

(moja fraszka)

Co tutaj opowiadać.

Mogłabym Wam przytoczyć setki postów, artykułów, notatek.

Niestety - wszystkie mówią nieprawdę, czy tego chcecie, czy nie. 
Kawa jest produktem o niskich - najniższych bodaj wibracjach - medycyna vibroniczna kawę - jako jedyną czyni powodem, dla którego kuleczki rezonansowe można brać albo co najmniej 2 godziny przed jej wypiciem albo co najmniej 2 godziny po - . Dzieje się tak z powodu silnych, niskich wibracji, które nakładają się na wprowadzane za pomocą leczniczych kuleczek echo. Kto nie wierzy, niech spyta mojej przyjaciółki Basi Matuszewskiej, która vibroniką leczy ZA DARMO i KAŻDEGO, KTO CHCE.

Jest ekstremalnie jangizującym czynnikiem pokarmowym.

Oczywiście, jak wszystkiego można jej użyć w drodze wyjątku i leczniczo. Jednak leczniczo nie oznacza, Moi Kochani, kilka razy dziennie.

No to demolka.

Daje osady: patrz pęcherzyk żółciowy, który jej nie znosi - przegrzewa go totalnie, powodując rozdrażnienie, brak koncentracji, tendencje kamicowe razem z wprowadzaną do ciała wilgocią. Sztyletuje wątrobę, która jest narządem yin i pozbawiona obrony swojego rycerza pęcherzyka, po kawie aż piszczącego z niemocy, jest narażona na zamachy Czarnej wdowy.

Razem z księżniczką Sacharozą mają podobne chuligańskie upodobania.

Rozwalają i demolują śluzówkę żołądka, powodując jego zapalenie ( nie znaczy, że poczujecie, że się pali).

Przegrzany żołądek to droga nie tylko do wrzodów. To droga do demolki nerek. Nerki odpowiadające za układ kostny nie dają rady bez magnezu, będącego dla nich paliwem, tak jak dla wątroby paliwem jest witamina C. Tak więc poprzez rugowanie magnezu i chwianie proporcjami minerałów - kawa degeneruje kości.

O charakterze wspomnieć też należy - osoby stale jej używające na skutek licznych objawów, których z nią nie wiążą z powodu kampanii reklamowych rozpowszechniających bajki o rzekomej jej zdrowotności, mają bóle głowy (skroń - pęcherzyk, zatoki czołowe - pęcherzyk, oczodoły - wątroba, czoło - nerki), bóle na meridianie pęcherzyka w mięśniu kapturowym, liczne problemy z postrzałami - koleżanka wątroba na ogół - jeśli boli nerw kulszowy - pozdrowienia od pęcherzyka żółciowego. Dalej nie wymieniam, nudne.

Są (osoby) zdenerwowane, rozkojarzone, łatwo wpadają w stany lękowe (tu akurat dobite nerki), generalnie wykazują niepokój.

Kto pił lub pije - czyli z nią romansuje, wie jak wymagającą jest kochanką. Nawet hrabina Cosel nie stawiała Augustowi Mocnemu tak wielu warunków ... Będziesz pić od rana, biegać do ekspresu, tęsknić bez powodu, uważać za lepszą od innych, znosić własne bóle i humory, tolerować swoje wapory i tłumaczyć rodzinie albo i co gorzej komuś, na kim Ci zależy, że kaprysisz bo... nie miałeś dzisiaj czasu poromansować z Czarną Mambą ...

Masakra ...

Teraz zupełnie serio: ognista, smolista i aromatyczna kawa należy do przemiany Ognia, posłodzona księżniczką Sacharozą i domleczona margrabią Mlekiem staje się Ziemią.

To nie przeszkadza jej jednak wywierać piorunującego wpływu na przemianę Ognia, czyli parę: Jelito Cienkie (kawaler) i Serce (Panna).

Nie myślcie, że na tym się kończy - cierpi także potrójny ogrzewacz, czyli trójsegmentowe centralne ogrzewanie ciała - płuca odcinek górny (marznące uszy i głowa - braki yang i chi), odcinek środkowy (marznące dłonie - wykończony sprawowaniem władzy w związku z kawową anarchią Cesarz Żołądek), dolny (rozwalone uderzeniami yang i Hrabiny Kofeiny Nerki - marznące stopy).

Kawa oddziaływuje na układ krążenia, upośledzając go.

Osoby ze słabym sercem mają herzklekot.

Nadmierne pobudzenie - uczucie, że coś się stanie, trzęsawka, kłopoty ze snem.

Jelito cienkie - z natury yang - staje się jeszcze bardziej yang.

Zaczyna następować totalnie przegrzane, co wpływa na proces trawienia, może także wywołać zachowania spastyczne, nawet kolkę.

Szybki stukot serca, rozdrażnione jelito cienkie, pobudzona, labilna wątroba, nadwyrężone nadmierną pracą nerki, nadnercza. Ganiający nas co chwilę do toalety pęcherz, który ma dość tej rewolucji. Skrajne yang prowadzi do ... yin ... czyli braku ruchu energii, wychłodzenia, ospałości, braku ochoty do życia. Tak obchodzi się z nami czarna Wdowa, to Jejmość pozbawiona uczuć i współczucia dla skaperowanego delikwenta. Stosuje strategię swojej kompanki princessy Sacharozy. Kusi.

Potem pijesz - ... bosko ...

Pobudzenie, życie, ruch, jasność umysłu, esprit, brylowanie, lśnienie, oklaski, spektakl, światła żyrandoli, krynoliny, brylanty, fraki. Nagle kurtyna opada - wszystko znika - cała ta impreza w ciągu 3 -4 godzin. Potem.....

Pustka, poczucie, że czegoś brakuje, że zgasły światła w operze, nie ma spektaklu. Cisza, narastające poczucie niepokoju - wrażenie, że nastąpiła awaria w systemie.

Nawet pogorszenie widzenia, słabość.

Częste bóle głowy związane ze zmianą pogody.

Meteoropatia?

To mit.

Jest wynikiem działania innych czynników. Tak naprawdę nadużywania herbaty (działającej podobnie, aczkolwiek dużo bardziej niepostrzeżenie), kawy, słodyczy, papierosów - wszelkich środków pobudzających.

W zasadzie meteoropatia nie istnieje jako zjawisko samoistne.

Jest skutkiem naszej taktyki wobec ciała.

...Kawa jest istotnym elementem tej taktyki.

Mięso, nabiał i używki idą z nią w parze.
Powoduje, że wszyscy jak jeden mąż tak naprawdę nie jesteśmy sobą - każdy z osobna.
Daje też poczucie bezsilności - kiedy odkrywszy, że coś tutaj nie gra i skojarzywszy swoje problemy zdrowotne z jej używaniem - mamy poczucie bezsilności, niemożności skończenia z tym procederem - czujemy się w jakimś sensie „nieczyści" - jak grzesznicy. Oczywiście spektrum działania kawy nie ogranicza się do narządów wymienionych powyżej - serce i jelito cierpią bezpośrednio, ponieważ są przyporządkowane do tej samej drużyny co Czarna Wdowa.

Cierpi (to już prawie klasyka, jeśli chodzi o cierpienia) funkcja seksu - czyli Czarna Wdowa vel Czarna mamba vel Negrita wespół zespół z princessa Sacharozą załatwiają nam problem przyjemności innych niż ich picie.
Teraz odniesienie do innych bajek Matrixa: Większość z nich to po prostu bzdury .... duby smalone .... bajki śląskie ... baśnie Janka Krystka Andersena DLA NAIWNYCH.
CZŁOWIEKU! JEŚLI NIE WIERZYSZ MOIM WYWODOM NA TEMAT MOJEJ ULUBIONEJ METRESSY, Z KTÓRĄ SIĘ SPORO NAPRZEŻYWAŁAM ...

Poobserwuj Siebie na Boga (tego absolutnego)!
Wszelkie mity o tym, że kawa jest zdrowa do ilości 3-4 filiżanki dziennie, że podnosi ciśnienie u osób z niskimi parametrami (mają niskie z powodu diety, trybu życia i innych składowych), że pomaga w koncentracji (tak, ale za jaką cenę i na jak długo ), że rozjaśnia umysł (zwłaszcza palaczom) możemy sobie wypisać na papierze toaletowym i spłukać razem z wodą w WC.

To zwykłe bzdety , głupoty - sama się przekonałam na własnej skórze i nie tylko ja....
Pijesz dużo kawy i masz zatokowe bóle głowy ? Nie dziwota, pęcherzyk żółciowy ma Cię w głębokim poważaniu, nie daje rady z kontrolowaniem zatok czołowych i strajkuje.

Odstaw...

Przejdziesz gehennę, ale objaw ustąpi.
Ustąpi ściekanie z zatok do noso-gardzieli, ustąpią łatwo pojawiające się na jego meridianie postrzały i bóle nerwu kulszowego, jak popracujesz nad sobą - zlikwidujesz problemy korzonkowe, napady niepokoju, niecierpliwości ... sam wiesz co jeszcze ...

Kawa może rozjaśnia umysł, może polepsza samopoczucie ale jest ... dopalaczem!
To zwykły Red Bull.
Widziałeś kogoś, komu rzeczywiście dodał skrzydeł?

Odstaw - obiecuję Ci,.....że przejdziesz przez swoje piekiełko ale to będzie prawdziwe catharsis ... zmienisz się zupełnie - sam ocenisz stan swojej stabilności już w 3 miesiące po tym fakcie.

Oczywiście działanie kawy nie ogranicza się do destrukcji w obszarze wątroby, pęcherzyka, jelita cienkiego, serca, żołądka, nerek i pęcherza. Ciało jest całością - składającą się z genialnie współpracujących ze sobą elementów - każdy z nich ma świadomość siebie. Ogień monitoruje Metal – „topi metal" czyli yang ognia rąbie, mówiąc obcesowo yin metalu - energia płuc i jelita grubego jest mocno nadszarpnięta przez picie gorzkiej małej czarnej. Monitorowane przez płuca i jelito grube: wątroba i pęcherzyk żółciowy dostają kolejnego „kopa" po obiegu kontrolnym - samo sąsiedztwo „Drewna" z „Ogniem" to nie koniec o nie ... to jest proces o wiele bardziej wyrafinowany.
Cokolwiek wejdzie do systemu, trafia do każdego jego zakątka. URUCHAMIA EFEKT DOMINA.

Kierownicy Matrixu bardzo potrzebują jeleni... ogłupionych, otumanionych, roztrzęsionych, dających łatwo sobą sterować z powodu słabości charakteru, wynikających ze... słabego zdrowia.
Mrówka - robotnica (za takie nas uważają) ma być zaprogramowana, poganiana, popędzana, oceniana... przez samych Kierowników, jak i ... pozostałe mrówki!
Nie zobaczy, w czym tkwi i co z nią wyprawiają, jeśli żyć będzie w pędzie i panice, gnana fobiami nie zastanowi się nad sobą i swoim życiem, tym, ŻE JEST! PO PROSTU JEST... I TO JEST NIEKWESTIONOWANY FAKT.

Jesteśmy multiwymiarowymi istotami, które postanowiły odwiedzić te planetę i skorzystać z gościnności Lady Gai.

Żeby ocenić i docenić ten niewątpliwy zaszczyt, trzeba przytomności, poczucia obecności TU i TERAZ.
Kawa, herbata (nawet najlepsza) nabiał, mięso, cukier, inne używki sprawiają, że trudno nam utrzymać ten stan.
Czynią z nas żałosne cienie istot, którymi naprawdę jesteśmy - orła zmieniają w zwyczajną grzebiącą na podwórku kurę ... nie obrażając tej ostatniej.
Sama jestem ofiarą Czarnej Mamby - przepraktykowałam, że jest wiele sposobów, żeby się z nią rozstać.
Można to zrobić jednym uderzeniem topora, można zmniejszać porcje i liczbę wypitych filiżanek, co wymaga żelaznej konsekwencji. Można zastąpić ją kawą zbożową z mleczkiem zrobionym z orzechów, kokosu, owsa - najlepiej własnoręcznie - net pełen jest przepisów.
Nikt z nas nie jest doskonały (powiedziano to nawet w kultowej ostatniej scenie filmu „Pół żartem pół serio”) ...

...nie do końca ...

Nasza doskonałość przejawia się w stałym doskonaleniu siebie i ono samo w sobie jest jedynym celem.
Daruj sobie wszystkie swoje pretensje do siebie - wybacz sobie - zdrowie jest strukturą dynamiczną - dziś jesteś kaleką - jutro człowiekiem, który wyszedł z ciężkiej choroby i stanowi przykład dla innych - zawsze możesz zacząć, zawsze możesz przerwać i zawsze możesz do tego powrócić. Zdrowie zawsze można poprawić.

To jest twoja karmiczna przygoda, a ile nauki po drodze!
Nigdy nie jest za późno, dopóki żyjesz.


Jak Czarna Wdowa położy na Twoim ramieniu swoją seksowną dłoń, mamić Cię będzie zapachem, kolorem, konsystencją, odeślij ją pod adres lekarzy medycyny konwencjonalnej i kierowników Matrixu ... niech im sznuruje gorset.

Serdecznie Cię pozdrawiam.
Pamiętaj - jesteśmy Siostrami i Braćmi ...

Wiola Grigorijew









Z cyklu bajki Matrixa: sojowe komety i Pilot Pirx

....Pirx -siedział zamyślony przed bulajem swojego kosmicznego bzika, kiedy nagle zauważył w dali Mlecznej Drogi jakieś dziwne, nieregularne kształty, których trajektoria lotu dziwnie przypominała trasę jego służbowego lotu.

Robot stojący obok niego nagle zaczął przestępować z nogi na nogę i chichocząc cichutko podśpiewywać monotonnie: soja, soja... la la , soja , soja , la la.....

- Co u licha ?

Spojrzał na niego z dziwnym wyrazem twarzy, ale robocik najwyraźniej ubawiony sytuacją nie poprzestawał. Na jego lateksowej twarzy błąkał się filuterny uśmiech nawiedzonego mechanola...

Pirx oniemiał- ta głupia maszyna, nie dość, że doprowadziła ostatnio do zderzenia środy dziadka Lema z piątkiem biskupa Kurii Metropolitalnej Kraju Lachów, to jeszcze teraz drze z niego łacha ....

- Co jest, stary ? - powtórzył zniecierpliwiony.

- No soja !!!!! Wykrzyknął w jego ucho cyborg, nie przejmując się ilością decybeli, które wyartykułował.

- Matma z Solaris podsyła nam kotlety sojowe.

Zniżył głos do szeptu.

No i co ? Pirx nie krył zniecierpliwienia.

- W Cyberiadzie już tego nie jedzą - robot zrobił kokieteryjną minę - mmmm... na Ziemi żaden szanujący zdrowie obywatel planety też tego nie robi ...

- Zostały jeszcze bajki robotów, ale tam już też chyba wiedzą....., bo w „Głosie Pana” były na ten temat pewne wiadomości....

Były, były -zapewniam was moi drodzy, nie tylko „Głos Pana”, ale wiele wiele innych źródełpozycjonuje miejsce soi w jadłospisie, odnosząc się do jej wartości odżywczych, działania na organizm ludzki i skutków ubocznych jej spożycia w rozpowszechnionej formie „niby – mięsa”, używanej zwłaszcza przez wegan i wegetarian.

Temat jest zasadniczo krótki - lansowana jako niby - mięso soja (swoją drogą, po co wegetarianinowi i weganinowi niby - mięso ?) od 4 tysięcy lat służy w Azji jako karma dla zwierząt i takie ma zastosowanie.

Azjaci nie konsumują kotletów sojowych, gulaszu sojowego, pulpetów sojowych itd. itp.

Używają w celach spożywczych jedynie fermentatów soi - tofu (zwłaszcza Japonia) i sosów sojowych.

Oba produkty powstają w wyniku fermentacji, która uzdatnia soję na tyle, że przechodzi ona przez układ pokarmowy i jest „utylizowana” bez większych strat dla gospodarki energetycznej ludzkiego ciała. Zwłaszcza sos sojowy, który jest roztworem takiego fermentatu (mówimy tutaj o oryginalnym produkcie, a nie toksycznych, pełnych chemii oszukańczych podróbkach).

Procesowi fermentacji poddano soję za czasów panowania w Chinach dynastii Zhou - 1134 -246 pn.e.

Powstały wówczas takie produkty jak miso, natto, tempeh no i oczywiście - sojowy sos.

Chińscy naukowcy - najprawdopodobniej w II wieku p.n.e. odkryli, że sojowe pure można poddać działaniu siarczanu magnezu lub siarczanu wapnia i otrzymać w jego wyniku twaróg sojowy.

Kierunek ich działań nie był chyba przypadkowy.

Reklamowana, promowana i lansowana od kilkudziesięciu lat jako cudowne panaceum na głód, niedożywienie, starość i brak witalności soja jest w swojej podstawowej postaci poważnym zagrożeniem dla układu pokarmowego i zdrowia człowieka.

Proces fermentacji powoduje, że substancje te w znacznym stopniu przechodzą do serwatki w trakcie fermentacji, co sprawia, że masy sojowe po takim zabiegu stają się od nich „w jakimś stopniu wolne” - lecz nie całkowicie.

Mówiąc jasno powoduje zablokowanie przyswajania białek przez ustrój i to na okres kilkudziesięciu godzin - nawet około 3 dób.

Chińczycy nie konsumowali niefermentowanej soi, ponieważ zawiera ona wiele takich „antypokarmów” i toksyn groźnych dla ustroju człowieka, jak chociażby wymienione inhibitory.

Nie są one jedynym „grzechem” soi jako pokarmu dla ludzi i zwierząt.

Soja zawiera także hemaglutyninę - substancję, która zlepia krwinki.

I tutaj także nie koniec - jest ona inhibitorem wzrostu dla człowieka.

Znowu nie tylko - doświadczenia robione na szczurach i innych zwierzętach wykazały u nich identyczny proces.

Widoczne stało się ponadto nienaturalne powiększenie organów wewnętrznych u testowanych zwierząt.

O czym sięnie mówi, ale co już się wie w „kołach naukowych”, zwiększenie wzrostu drugiego pokolenia Azjatów- zwłaszcza Japończyków w USA - wiąże się nie jak się ogólnie uważa z konsumpcją mleka i nabiału ale... .ze zmniejszoną podażą soi w diecie.

Soja jest produktem organicznym, charakteryzującym się jednym z najwyższych poziomów związków fitynowych w swoim składzie. Związki te powodują blokadę przyswajania podstawowych dla ustroju człowieka pierwiastków - magnezu, wapnia, miedzi, cynku,żelaza.

U dzieci i dorosłych stale konsumujących duże ilości soi występują ich znaczne niedobory. Skutki braku magnezu, wapnia, żelaza znają wszyscy - nie są przed nami ukrywane. Inaczej jest ze strategicznym cynkiem, na temat którego mówi sięoględnie, mówiąc niewiele - w kontekście faktów, których praktycznie nikt nie zna, ponieważ mają strategiczne dla Kierowników Matrixu znaczenie. Otóżbagatelizowany nieomal cynk jest koniecznym elementem rozwoju mózgu i układu nerwowego - nazywany jest w kołach znawców przedmiotu „pierwiastkiem inteligencji”. Jest składnikiem wielu enzymów biorących udział w procesie syntezy białek w naszym organizmie. Bierze udział w kontroli poziomu cukru w naszym organizmie, chroni przed cukrzycą i dba i sprawność układu rozrodczego.

W tej sytuacji jest chyba dla Was jasne, dlaczego Matrixerzy tak nam wciskają soję.Potrzebują zrobić z nas idiotów - obecny stan rzeczy już im nie wystarczy -idiota jest bardziej skutecznym wrogiem siebie niż otumaniony, ogłupiony i przestraszony działaniami Matrixu przeciętny człowiek, w którym kołaczą jeszcze jakieś mechanizmy samozachowawcze i nie do końca odpowiada mu rola leminga.

Współcześni„Bogowie spożywki” pracują nadal intensywnie nad uzyskaniem wyizolowanych protein soi. Stosowane są one we wszystkich produktach spożywczych sojopochodnych – w procesie produkcji soja jest poddawana działaniom alkaliów, potem kwasów, rozpylana i suszona. W czasie suszenia chodzi o zmniejszenie ilości inhibitorów enzymów przyswajania białek. Jednak wysokie temperatury powodują, że denaturują się inne, korzystne proteiny soi, stają się one bezużyteczne.

Używanie barwników, środków dosmaczających, glutaminianu sodu i innych substancji powodujących, że produkty sojowe stają się smaczne dla człowieka, mimo iż nie są takie w naturalnym stanie, pozostawiam bez komentarza - tak się robi ze wszystkim, co sprzedaje się nam jako jedzenie, choć nie nadaje się, żeby to jeść. Norma.

Soja zawiera toksyczne dla człowieka izoflawony, ma działanie wolotwórcze i zaburza czynności tarczycy, co dowiedziono w szczegółowych badaniach, ale w trakcie „wojny o soję”w USA dokonano wielu oszukańczych zabiegów na dokumentacji działania soi i wyniki przeszły bez echa a soja uznana została przez FDA za produkt wysoce zdrowotny .... o zgrozo.

Tysiące -może wiele tysięcy kobiet włączyło do diety soję jako ochronę przed rakiem piersi nie wiedząc, że w istocie zawarty w niej genistein stymuluje komórki do procesu ich złośliwienia, a u kobiet spożywających wyizolowane proteiny sojowe występuje rozrost komórek poprzedzający stany złośliwe.

Ludzie Matrixerów, ich kupieni pseudonaukowcy stosują wobec nas klasyczny sposób „sprzedawania lodu Eskimosom” - tyle tylko,że nie chodzi o lód, ale... o raka. Handlują „rakiem” jako „lekarstwem na raka”.Napędzają kapuchę do kieszeni „swoich” lekarzy, do kabzy lobby farmaceutycznego, przerzedzają populację - już „przygotowaną” spożyciem soi oraz innych toksyn do upośledzonej rozrodczości. Na tym ostatnim upośledzeniu przedsięborczy Matrixerzy także potrafią nieźle zarobić. Ale to inna bajka.

...w 1991 roku japońscy naukowcy odkryli, iż substancje powodujące powstawanie wola tarczycy i izoflawony zawarte w soi to... te same związki.

Dowiedziono także, że karmienie niemowląt produktami zawierającymi produkty sojowe powoduje ....przedwczesne dojrzewanie u dziewcząt - u trzylatek zaobserwowano procesy typowe dla pokwitania dziewcząt - formowanie się piersi i owłosienie łonowe. U chłopców zaburzenia hormonalne, powodujące w skutkach trudności z formowaniem się „męskiego mózgu”, męskiego sposobu zachowań. Karmienie niemowląt i dzieci płci męskiej skutkuje w konsekwencji epidemią problemów z nauką , która przybiera już katastrofalne skutki - ale o tym się nie mówi .......

Matrixerzy uważają nas za owce - przeznaczone do strzyżenia i na śmierć. Owce nie mają nic do powiedzenia.

Są jedynie przedmiotem obrotu... kontrolowanego od jakiegoś czasu rytmem sojowego bluesa.

.............................................................................................

...Anihiluj! Pilot Pirx nieomal wrzasnął na cyborga - zapatrzonego w rosnące w bulaju kosmicznego bzika sojowe meteory. Robot zawahał się chwilkę .... jego maszyni mózg coś analizował. Jakby się jeszcze zastanawiał i żałował minionego smaku. Pirx wpadł w tym momencie w szał. - Durna blacho! Wysyczał - odwracając siękrewko w jego kierunku. - Jeśli natychmiast nie zrobisz tego, co ci mówię, każęwymienić twoje podzespoły na kulinarne i oddam cię na pierwszej napotkanej planecie do Małej Gastronomii!!! Podzielisz los zużytego piekarnika i innego złomu!!! Przekonany ostatecznym argumentem mechanol nie dał się dłużej prosić i z jękiem przerażenia w robocich oczach nacisnął spust ..... Potem wyszeptałjeszcze tylko:

- Szkoda legendy...

I skończyła mu się bateria.
Wiola Grigorijew


Z cyklu bajki Matrixa :... czyli Galaktyka Mlecznych Bzdur .....




Był sobie raz Bóg, który stworzył Matrix, zwany Wszechświatem, a że był sobie (i jest!) Bogiem akuratnym upstrzył ten wszechświat galaktykami, mgławicami i supernowymi - gdzieniegdzie rzucił czarnądziurą jak starą drożdżówką z makiem.... czasem posypał ten placek planetoidami i gwiezdnym pyłem.... jak bańki z nosa puszczał planety i plotki o tym, że sąjedyne i niepowtarzalne, a z zamieszkujących je istot darł sobie po prostu "łacha" , żartując, że są jedyne w tym Matrixie ..... no tak przynajmniej dyktował do protokołu.... Co ? Że nieprawda ?

Nie wierzycie ?

Jesteście oburzeni tymi smalonymi dubami, które wam plotę ?

Na stos ze mną za obrazę Pana, Matrixu i całej Imprezy?

Hola !!!

A innym kłamać wolno i to permanentnie? Podle, podstępnie, cynicznie i z wyrachowaniem? Waląc słowem i reklamą jak z armaty w zdrowie populacji? Dla kasy i władzy, bo seksu to raczej z tej imprezy nie będzie ...

Rzecz się tyczy ... nabiału....

Koniec bajki .... reszta czyli to co poniżej, to fakty.

Jako beneficjenci matrycy genetycznej uformowanej około 2 miliony lat temu nie mamy genetyki pozwalającej spożywać nam nabiał. Jesteśmy ofiarami nabiału. Zresztą nie tylko my, ale o nas rzecz najpierw. Żeby zmienićtę genetykę potrzebowalibyśmy 200 000 pokoleń, czyli około ... 4 milionów lat. W tym momencie staje się dla Was zapewne zupełnie jasne, dlaczego w tak piorunujący sposób szerzy się epidemia chorób autoimmunologicznych - chorób cywilizacyjnych. Chorujemy ... od jedzenia nabiału i mięsa w gigantycznych ilościach, cukru i zapijania tego wszystkiego herbatą i kawą , napojami gazowanymi oraz zajadania innymi świństwami, o których będzie w następnych bajkach.

Genetyka sprzed 2 milionów lat nie pozwala nam z dnia nadzień na karmienie się czymś, czego nasza matryca genetyczna w ogóle nie przewiduje.

5, 10, 50 lat to w kontekście 2 milionów lat nawet nie mgnienie oka.

Jesteśmy ssakami.

Czy znacie jakiegoś innego ssaka, który w dorosłości popija mleko?

Zapewne tak, kot i pies - dlatego pojone mlekiem chorują, a weterynarze załamują ręce, prosząc ... niech mu/jej Pani nie daje mleka ....

Jak sami wiecie z doświadczenia kot i pies, czyli ssaki - w dorosłej postaci karmione mlekiem także chorują - choć mają często do niego upodobanie, (ale nie zawsze) i nawyk jego picia, który nie został w odpowiednim momencie wytłumiony.

Najdziwniejsze jednak (czyżby rzeczywiście ) jest to, że nasza stara znajoma, zasłużona karmicielka ludzkości - krowa ......w postaci dorosłej w ogóle nie pije swojego mleka.

Czemu więc my to robimy ?

Z nawyki, z braku innych nawyków, z braku innego pożywienia (teżsię zdarza) .

Ale najczęściej z powodu ciągłego, totalnego, permanentnego i kłamliwego wprowadzania nas w błąd (czyli opowiadania nam bajek) na ten temat.

Co się za tym kryje ? Kasa - jak zwykle.

Elity robią gigantyczne pieniądze na tym, że ludzie pijąmleko i jedzą jego przetwory, wywołując u siebie tym samym przewlekłe, zwyrodnieniowe, nie dające się w żaden sposób leczyć choroby.

Dlaczego ? Dlatego, że .... są one leczone przez szacownych medyków medycyny szkoły wiedeńskiej ... dużą ilością mleka w diecie.

Światowa Organizacja Zdrowia już wiele lat temu biła na alarm z powodu chorób stawów i kości oraz innych, o charakterze zwyrodnieniowym, spowodowanych spożyciem mleka. Szczególnie wysoki poziom tych chorób występuje w krajach nordyckich i u Anglosasów. Celują w popijaniu białego płynu - i do tego na ogół - o zgrozo - na zimno.

Człowiek jako gatunek nie jest do tego w ogóle dostosowany.

Możemy pić mleko matki - do 4 roku życia - potem tracimy zdolność do jego przyswajania - włączają się inne procesy pobierania potrzebnych składników z otoczenia - nie z mleka.

Mleko krowie (i nie tylko) oraz jego przetwory są obok mięsa najsilniejszym alergenem dla homo sapiens. Nikt tego jednak nie zauważa, szacowna medycyna konwencjonalna nastawiona jest bowiem na leczenie objawu a nie przyczyny i bardzo często się zdarza, że gdy powiązanie przyczyny i objawu jest ewidentne - traci ona ostrość widzenia - z powodu pieniędzy płaconych przez chorych ludzi za odbierające im zdrowie jedzenie - i kupowane w konsekwencji choroby leki.

Mleko krowie, kozie i każde inne, które nie jest mlekiem matki ludzkiego dziecka ma całkowicie inny skład chemiczny, strukturę białek, wielkość i budowę cząstek.

Proporcje i rodzaje cukrów zawartych w mleku kobiecym i zwierzęcym są inne - wielkości cząstek mleka różnią się znacznie.

Skutkuje to tym, że mleko kobiece wchodząc do układu pokarmowego jest trawione przez dziecko normalnie, mleko każdego innego ssaka jest tylko jego niedoskonałym substytutem. Matryca, jej metabolizm to precyzyjne mechanizmy.

Reaguje na takie różnice powolnym wprowadzaniem ciała w stan choroby, tym większej im więcej nabiału i obcego mleka ciało to otrzymuje.

Obce mleko - zwłaszcza krowie ma dużo mniejsze cząstki niżmleko kobiece - dodatkowo ulegają one obkurczeniu w wyniku pasteryzacji i homogenizacji. Degradują się także chemicznie pod wpływem dodawania do niego trujących substancji - powstaje wynik w postaci UHT ....

Zmniejszenie wielkości cząstek wprowadzanego do ustroju mleka wiąże się z tym, że jelita, mające postać siatki „przepuszczają" te mniejsze cząstki, nie trawiąc ich, w procesie przenikania do krwi.

Mamy więc we krwi niestrawiony nabiał.

Łatwo sobie wyobrazić, jak to działa.

Zauważcie, że nawet alkohol, który dostaje się do krwi, poddany jest procesowi trawienia - choć trwa to krótko.

Inaczej jest w wypadku takiego zminimalizowanego w zakresie wielkości cząstek mleka, mamy mleko we krwi zamiast .... krwi.

Obce białko, agresor, wywołujący stan alarmu w organizmie.

Tak jak w wypadku mięsa, ciało reaguje leukocytozą w takim wypadku.

I nie tylko.

Zaśluzowuje się permanentnie, daje obniżoną odporność w wyniku tego nasilonego procesu powstawaniu śluzów, które są świetną pożywką dla rozpoczynających nadmierne namnażanie się na tej pożywce różnych kolonii bakterii.

Pojony „zdrowym mlekiem" człowiek choruje na przeziębienia, grypy i inne zakaźne choroby, leczy je antybiotykami, dającymi efekt echa - czyli powtórzenia się choroby równo po roku od ich spożycia.

Interes farmaceutycznego lobby się kręci.

Populacji pierze się mózg, że każdy musi chorować w zimie,że każdy musi mieć grypę, a jak nie chce, to niech poprosi najlepiej wujka sama, żeby go zaszczepił - podobno rtęć w szczepionkach rozwija układ nerwowy .....

Jak to mówi młodzież i nie tylko - masakra.....

Taki jest Matrix, w którym żyjemy.

Opiera się w głównej mierze na dezinformacji.

Na opowiadaniu nam bajek.

Robieniu na nas kokosowej kasy.

Mleko wywołuje schorzenia reumatyczne, zwyrodnieniowe stawów, przyczynia się do artretyzmu, do demineralizacji kości atakowanych toksycznymi dla ustroju substancjami, co skutkuje osteoporozą i nie tylko.

Swoją obecnością w ustroju i koniecznością likwidowania jej katastrofalnych skutków obniża jego mobilność, upośledza procesy trawienia i przyswajania innych, potrzebnych substancji, budowania zdrowych struktur tkankowych.

Należałoby się rozprawić z ostatnią bajką na ten temat, robiącą największą karierę - argumentem – że mleko i nabiał są pełne wapnia, który potrzebny jest do budowy kości.

Czynię to z przyjemnością.

Otóż wapń pobierany jest i przyswajany przez ludzki organizm w 3-ciej pętli jelita cienkiego.

Czy wiecie, co trawi jelito cienkie ? Oczywiście, że wiecie- otóż trawione są w nim .. jarzyny.

Składniki roślinne !!!

Przyswajanie wapnia z mleka i nabiału to czysta fikcja.

Azja praktycznie nie pije mleka - mają nerki nie obciążone procesem jego utylizacji w o wiele lepszym stanie - co skutkuje lepszym stanem kości, włosów, lepszym libido populacji i łagodnym przechodzeniem procesów menopauzalnych u kobiet jako dodatkowym efektem bezmlecznej diety.

Gdzie jest zatem poszukiwany wapń, którego mleko ma nam dostarczyć ?

W zielonych częściach roślin - zawierają go one w dużej ilości w połączeniu z potrzebnym do jego przyswajania magnezem.

I to dziwnym trafem dokładnie w takich proporcjach (z dokładnością do kilku cyfr po przecinku), jakie współczesna medycyna uważa za idealne do ich prawidłowego przyswajania.

Popatrzcie no, moi Kochani, jak to się matce Naturze udało przez przypadek ..... bez konsultacji z lekarzem rodzinnym.

Na tym nie koniec - dowiedziono (jest na ten temat raportŚwiatowej Organizacji Zdrowia zawierający odnośne dane - i to raport sprzed wielu wielu już lat), że odtłuszczanie mleka i podawanie go w postaci zmienionej przez ten zabieg drastycznie zwiększa jego toksyczność dla osoby, która je spożywa.

Jest to logiczne i uzasadnione - skoro substancje w mleku występują w pewnych frakcjach, to oznacza, że dla osobnika, dla którego mleko jest przeznaczone, są to frakcje naturalne i zdrowe.

Chodzi oczywiście o cielęta. Nie o ludzi.

W przypadku ludzi szkodliwe mleko po zmianie w sposób sztuczny jego składu poprzez odtłuszczenie staje się jeszcze bardziej szkodliwe.

Należy tutaj wspomnieć o jeszcze jednym istotnym procesie, zachodzącym na skutek picia mleka obcego przez dzieci.

Cielę zaprogramowane jest genetycznie na szybki wzrost masy ciała, mniejsze znaczenie ma tutaj rozwój mózgu. Taką genetykę mają krowy i inne zwierzęta.

Inaczej jest w przypadku dzieci, którym odpowiednie pożywienie zapewnić ma szybki rozwój mózgu i układu nerwowego - masa ciała nie ma tutaj szczególnego znaczenia.

Zwiększenie masy mięśniowej i kostnej powinno bowiem zgodnie z programem genetycznym nastąpić dopiero w procesie pokwitania.

Jeśli więc chcesz mieć zdrowie, wigor, odporność, i nie chcesz, żeby Twoje dziecko „ruszało się jak cielę” , zostaw mleko temu ostatniemu.

Pomyśl także o Twoich siostrach Krowach - ofiarach bezwzględnego Matrixu - zmuszanych taśmowo do rodzenia kolejnych cieląt, przez jego kreatorów, którzy chcą Ci sprzedać ich mleko, żeby jak najwięcej na Tobie zarobić w sklepie i aptece.

Pomyśl o ich losie. O ich końcu - jakże dla naszej rasy niechwalebnym i hańbiącym. O losie cieląt - ich dzieci odbieranych im natychmiast i wpychanych do plastikowych budek, w których nie mogą się nawet poruszyć - czekają tylko, jak nędzne, odarte z godności strzępy istot boskich na swój szybki koniec w piekielnej rzeźni. Stoją we własnych odchodach, bo nie mogą się praktycznie położyć - a sprzątać się nie opłaca - pójdą przecież na szybką śmierć. Bez krowiego dzieciństwa i brykania po łące, bez szczęścia na zielonej trawie, bez ciepła matki.

Wiedz, że Ty, Ja, My możemy to zmienić – powoli, ale coraz szybciej i skuteczniej rodzi się nowa świadomość. Świadomość Kosmicznego -Galaktycznego Człowieka - Istoty, która zawsze i niezłomnie jest siostrą i bratem wszystkich innych Istot - i nikt, i nic nie jest w stanie tego procesu zatrzymać.

UWIERZ MI.....

UWIERZ W SIEBIE.......

TO NIE BAJKI.

Wiola Grigorijew




Awantura o dietę

Trwa nieustannie - torpedują nas nonsensownymi rewelacjami o tej czy tamtej diecie, mającej zdziałać już nie cuda, ale nie wiadomo co .

Nowe diety - kosmiczne, niebotyczne, uwalniające od wszystkiego , czyniące bosko pięknym, nieśmiertelnym i wiecznie zdrowym nowe odkrycia nowych Mesjaszy są po prostu świetnym sposobem na totalny drenażkieszeni i tak już nieźle zubożonych przez decydentów tej planetki ludzkich owiec.

Na tym nie koniec - trzeba od nas wyciągnąć jeszcze jakieś pieniądze i jeszcze - Midasowi złota zawsze mało - etap, na którym pozostanie tylko ze swoim złotem jeszcze nie nadszedł.

W Afryce musi umrzeć z głodu z powodu niedożywienia i wyrzucania setek tysięcy ton żywności jeszcze kilkadziesiąt milionów ludzi.

Z niedożywienia potrzebnymi składnikami i przejedzenia kaloriami musi paść w Europie część pogłowia.

Ameryki komentować nie będziemy - każdy zna efekt „falującej pupy" co trzeciej Amerykanki - w Anglii, jak widziałam, też 3 osoby na 10 nie są otyłe.

Trzeba nas zdepopulować - każdy środek jak u Machiavellego jest dobry, żeby osiągnąć cel- Afryka ma nie jeść, żeby ludzie umierali, Europa, Ameryki i już nawet Australia mają jeść i padać z przejedzenia i od toksykacji - Azję się po prostu bezwzględnie truje (vide Chiny i inni), Australia zaczyna być poligonem takim jak Ameryki. Fajny plan!

Kiedy już owiec jest mało, można je eksterminować,terroryzować, robić im strzyżenie, obozy koncentracyjne, jednym słowem można nimi łatwo i przyjemnie rządzić, żeby zaspokoić swój głód władzy, chciwośćdóbr, karmić swój sadyzm, poczucie wyższości i pogardę dla innej istoty -kimkolwiek jest, i w końcu łatwo podrzynać i ....... jeść.

Ogłupione, strute, źle karmione, zatoksykowane, nie będą siębronić - zła dieta powoduje bowiem nie tylko skutki na poziomie fizycznym -ciało jest przecież genialnym holistycznym systemem.

Całość reaguje na każdy pozytywny impuls - całość odczuwa każde negatywne działanie.

Jesteśmy Jam Jest ubranym w suknię warstwową - składającąsię z poszczególnych ciał - duch Jam Jest, Dusza czyli „osobowość" Ducha w postaci programów, karmy, całego złożonego systemu elementów (np. niedomkniętych aspektów z poprzedniej inkarnacji, które pobrzękują i przeszkadzają jak złom przemieszczającemu się z inkarnacji w inkarnację obiektowi i dają efekt nie usuniętych z kostek nóg łańcuchów. Mamy ciało mentalne, emocjonalne, uczuciowe, powierzchniową energię - czyli aurę.

Cały system. Cały ten system reaguje na wprowadzaną do niego energię czyli .... dietę.

A diety mamy różne - kiedyś zbiorowe szaleństwo ogarnęło ludzi w związku z dietą Diamondów - wszyscy chudli - kosztem układu pokarmowego i nie tylko.

Dieta przewidziana była na klimat Kalifornii- wszyscy zajadali się więc owocami - także w Polsce i Europie - marznąc nieziemsko z powodu braku ciepła, owoce, jak wiemy, wychładzają i nie nadają się do jedzenia jako podstawowe posiłki tam, gdzie jest zimno albo konkretna osoba ma braki yang - jest wychłodzona i jest jej zimno, cieknie nos, ma na sobie dwa swetry, ciągłe przeziębienia, bladość, słabość charakteru i emocji, spowolnienie, wycofanie, brak decyzyjności - jest tego więcej.

Do tego Diamondowie wymyślili sobie - o zgrozo - że najadaćnależy się wieczorem - kiedy żołądek i układ pokarmowy kończy swoją dziennąpracę - pożywienie zalega, przechodzą do układu składniki toksykujące i składniki, które powinny zostać wydalone, ponieważ standardy tego wymagają.

Nie powinniśmy jeść po godzinie 17 (minimum żołądka przypada na porę 19 - 21) - u Diamondów wtedy dopiero zaczynało się przygotowanie do uczty.

Podobnie działają - nie wchodząc w szczegóły inne cudowne diety - odwadniają zamiast odtłuszczać) - ale kosztem pozbawienia nas potrzebnych składników i kosztem toksykacji i spożywania tego, co rujnuje na ogół zdrowie.

Krążą też dietetyczne legendy - ich ofiarą są niewinne ziemniaki, które wcale nie są wysokokaloryczne - po prostu jedzone są w połączeniu z mięsem i innym białkiem -dochodzi wtedy do konfliktu trawiennego -inne enzymy muszą strawić ziemniaki, a inne – węglowodany, jeszcze inne - kaskadowo obrabiają białka, ponieważ jako rasa nie mamy w zestawie genetycznym puryn -którymi mięsożercy przerabiają tkankę mięsną na własną. W tej sytuacji trawienie wygląda jak wojna - wojownicy walczą o wygraną kosztem nadwagi, zatrucia organizmu , powstawania złogów w ciele i przebiałkowania.

Efektów komentować nie będziemy - wszyscy widzimy je na co dzień- bóle głowy, łuszczyce, alergie, itp. Można zrobić cały katalog - który stałsię standardem.

Więc jak to jest z dietą homo sapiens ?

Dlaczego mimo rzekomych usiłowań nie można dla nas znaleźćodpowiedniej diety ?

Odpowiedź jest prosta.

Władcom nie opłaca się zdrowie rasy.

Oznacza ono bowiem koncentrację, zdolność relaksacji, szybkąregenerację, młodość, sprawność, bystrość umysłu, dobroć, empatię, spokój i ... pokojowe nastawienie do innych istot typowe dla naszej rasy.

Człowiek jestświetlistą Istotą, pokojową, rozwojową i empatyczną.

Zdrowy - jako rasa przejmie władzę nad sobą w swoje ręce i będzie się pokojowo i duchowo rozwijać. Nikt nim „nie porządzi" i nie zmanipuluje.

Dlatego nie na rękę archontom tej planety zdrowa dieta.

Oni potrzebują nędznego strzępa człowieka - tchórzliwego, zdemolowanego dietetyczną i chemiczną kampanią eksterminującą rasę. Otrutego fluorem i w związku z tym potulnego i służalczego, ztoksykowanego litem (Amerykanie planują litować wodę) - ofiarę chemicznej lobotomii , ogłupioną i otępioną bromem, i dobitą jak zdychający koń batem śmiercionośnymi szczepionkami.

Cała Europa i Unia od nich odchodzą, znosząc nakaz szczepieńobowiązkowych - nasi kochani polscy patrioci w rządzie zadbali ostatnio o bezpieczeństwo narodowego zdrowia, wprowadzając taki nakaz - mogą przyjść do Ciebie z giwerą, jak w wierszu Broniewskiego i Cię zaszczepić - jak będziesz nieposłuszna/y. Myślą za Ciebie ...... wbrew Konstytucji - poczytaj - ciekawa lektura.

No i na koniec argument koronny – kiedy zastosujesz zdrowądietę, ciało powoli usunie wszystkie chorobowe objawy - system wróci do równowagi.

Będziesz zdrowa/y .......

Co wtedy z lekami ?

Komu je będą sprzedawać, żeby zarobić ?

Im nie odpowiada dawny chiński system, w którym lekarz byłod czuwania nad tym, żeby nikt się nie rozchorował - jak miał pecha i dotyczyło to arystokracji albo innych vipów - tracił w takim wypadku publicznie życie.

To nie daje kasiory - nie ma jazzu.

Więc jaka dieta ?

Po pierwsze, zgodna z genetyką: jesteśmy roślinożercami -jemy nasiona, orzechy, owoce, rośliny - ich liście i korzenie.

Nasza genetyka nie przewiduje nabiału - człowiek 2 mln lat temu wbrew dubom smalonym, którymi nas karmią - nie jest dostosowany do jedzenia nabiału poza mlekiem matki, którym może być dokarmiany do 4 rokużycia.

Mleko wszelkich innych ras ma inne białka, inne tłuszcze, inne cukry. W przypadku krowiego, które ma mniejsze cząstki, w dodatku jest po pasteryzacji, gotowaniu, homogenizacji dochodzi jeszcze do ich obkurczenia -powstaje taka sytuacja, że te niestrawione cząstki wchodzą przez jelito mające postać siatki - ponieważ są mniejsze niż jej oczka i są „przepuszczane".

Wystarczająca ilość przyswajanego przez nas białka znajduje się w roślinach - jest go tam 200 % w stosunku do naszego zapotrzebowania.

Z powodu braku możliwości trawiennych jest to poważne obciążenie dla ustroju, silny alergen i czynnik chorób zwyrodnieniowych.

Raporty światowej Organizacji Zdrowia biły na alarm z powodu skutków spożywania nabiału, ale o tym cicho sza - niech jedzą, płacą, chorują,płacą za leki, cacy ...... interes się kręci.

Podobnie z mięsem - którego tak naprawdę nie możemy bezpośrednio strawić - wg raportów WHO jest silnym - najsilniejszym bodaj alergenem - zjedzenie mięsa - które nie jest surowe, powoduje leukocytozę krwi już po 30 minutach.

Dlaczego na surowe tak nie reagujemy ?

Mamy genetykę ustawioną na te 5 -10 % .... ale nie ciesz się, że możesz je jeść - jest to po prostu mechanizm tolerancji wszelkichżuczków, robaczków, jaj, niewielkich mieszkańców większych roślin, które człowiek zjadał w naturze, nie zauważając że tam są - łącznie z robaczkami w owocach.

Błeeeee ............ ???????)

Tak właśnie jest i koniec - masz genetykę na tolerowanie robaczka w jabłku, a nie na zjadanie swoich Braci Mniejszych ........ CZŁOWIEKU !!!!

Co do jajek - mamy tolerancję na białka w nich zawarte, ale tylko na spożywane ich w niewielkiej ilości 2-3 sztuki tygodniowo - tu Klasyczna Szkoła Wiedeńska i Medycyna Naturalna a także Chińska są zgodne.

Szacowna Medycyna Konwencjonalna kiwa protekcjonalnie głową... szkoda, że nie częściej .

Człowiek jako rasa może więc jeść wszystko to, co wegańskie.

Nasiona, orzechy, warzywa, rośliny, owoce, odrobinę jajek.

Osobny problem stanowi soja, którą byli mięsożercy usiłujązastąpić mięso - od 4 tysięcy lat jest w Azji karmą dla zwierząt i nie stosuje się jej w diecie poza sfermentowaną postacią (tofu i sosy sojowe).

Zawiera izoflawonidy - działające u człowieka jako blokery przyswajania białka - efektem spożywania soi (obrobionej dodatkowo w różnej postaci chemicznie – np. kotlety) następuje zablokowanie przyswajania białka przez ustrój na kilkadziesiąt godzin.

Istotne są pory posiłków – najbardziej optymalnie jest jeśćod 7.30 rano do 16. - siedemnasta to już ostateczna granica niejedzenia.

Istotna jest temperatura posiłków - w naszym klimacie powinniśmy jest dwa posiłki gotowane.

w warunkach, kiedy ustrój jest przegrzany, jest lato, jest ciepło, generalnie jest nam za gorąco i musimy się schłodzić możemy oczywiście jeść i pić rzeczy chłodne.

Rujnujący ustrój cukier (odsyłam was do książki Williama Dufty – „Sugar blues" (nota bene - męża wielkiej filmowej gwiazdy początków XX wieku Glorii Swanson) -zastąpić miksem z daktyli, z którego można robić cuda, marmolady, farsze, ciastka itp.

Kawa jest najniżej wibrującym składnikiem pokarmowym -totalnie przegrzewa, atakuje pęcherzyk żółciowy, demineralizuje w duecie z cukrem.

Medycyna vibroniczna zaleca odstęp pomiędzy podawanymi kulkami z zapisem prawidłowej wibracji a kawą - co najmniej 2 godziny.

Nie dotyczy to żadnego innego składnika pokarmowego!

Kakao, skoro nie jest raw - to rzadko.

Rozmaitość dietetyczna to nie kipisz w lodówce i jedzenie wszystkiego ze wszystkim jak popadnie.

To jest urozmaicenie sezonowe.

Zmieniają się sezony - zmienia się dieta - jemy to, co jest w naturze - jesteśmy z nią kompatybilni.

Unikamy takich składników jak cytrusy i banany nie tylko z powodu zimnego klimatu.

Są koszmarnie zatoksykowane środkami konserwującymi je, żeby dotrwały i ... żeby nam dodatkowo dokopać zdrowotnie.

Dochodzi do tego, że dodaje się do jedzenia nanocząstki rezonujące z aparaturą Haarp do robienia pogody i rozwalania nam zdrowia.

Światowy spisek żywnościowy święci triumfy, spora częśćstada się cieszy ......... meeeeeeeeee........ na coś trzeba umrzeć meeeeeeeee ......... jakie dobre chipsy o smaku boczku z cebulą - tablica Mendelejewa.

Alkohol denaturuje białko . .. sami rozumiecie, co to dla nas oznacza - można pić czerwone wino - 1 lampkę dziennie - alkoholu używamy rzadko - od czasu do czasu.

Na ile to możliwe kupujemy ekologiczne jedzenie i żywimy siętym, co w promieniu 100 km - prawo miejsca pobytu - to dla mnie najlepsze, co rośnie tam, gdzie jestem.

Siostro - Bracie ... pamiętaj - cokolwiek zgrzeszyliście przeciw sobie ...nieważne. Nawracaj do prawidłowych genetycznych procedurżywienia się - niezależnie od odstępstw, słabości, grzeszków.

Stare nawyki dają popalić - więc zastosuj taką taktykę -taktykę uważności.

Nie przejmuj się minionymi stratami, tym co było - wyznacz sobie długofalowy plan działania ... w celu powrotu do całkowitego zdrowia i młodości - która wróci w wyglądzie i nie tylko ... nawet nie zauważysz kiedy.

Pozdrowienia - Wiola Grigorijew










Z CYKLU   BAJKI   MATRIXA:    WYWIAD  Z  ZIMĄ ...








Umówiłyśmy się w „Wiedeńskiej”.

To najlepsza kawiarnia w Żywcu.

Stare pałacowe stajnie Habsburgów ożyły i wypełniły się duszami ich dawnych pracowników, kiedy została otwarta.

Dwa razy proszono mnie o ich wyprowadzenie, co niniejszym uczyniłam.


Kiedy siedziałam jak zwykle w wygodnym fotelu, popijając zakazaną mi kawę po wiedeńsku, pojawiła się nagle w drzwiach od ulicy.

Otworzyła  je z impetem i szeroko, jej smukła, wysoka sylwetka młodej Carewny  odcięła się lśniącą, błękitną bielą od szarego tła ulicznej rzeczywistości.

Spojrzała w głąb półmroku panującego w pomieszczeniu i rozpoznawszy mnie, trzema zdecydowanymi ruchami znalazła się przy mnie.

- Witaj … .

Spojrzałam  na Nią – jak zwykle wyglądała olśniewająco.

Błękitno - biała poświata kryształków śniegu na platynowych lokach okalających twarz, lodowe strusie pióra tworzące wokół niej rewiową koronę.

Świetlista twarz o zimnych, delikatnych rysach. Małe ale pełne usta …. mocna śledziona – pomyślałam – sądząc po ich wykroju –  pokryte transparentnym błyszczykiem o mleczno - perłowym odcieniu.

Tylko oczy odcinały się od tła  – były ciemne, jak galaktyczne czarne dziury.


- Pięknie wyglądasz – nie kryłam zachwytu.

 - Zawsze jestem piękna – uśmiechnęła się – nie zauważyłaś? Spojrzała na mnie

migdałowymi studniami bez dna.

- Podobno jesteś porą śmierci? Chińscy medycy przypisują ci trupi zapach  i stan niebytu.

- Tak i nie … patrzyły na mnie oczy  Marleny Dietrich ….. śmierć to stan spoczynku.

Konieczny dla cyklu życia, to faza stagnacji, pozwalająca skonsolidować dotychczasowe

osiągnięcia, stworzyć z nich nową jakość, pozwalająca na następną kreację.

Jak każda istota należąca do Absolutu jestem KREATOREM.

Dosłownie i w przenośni.

Konsoliduję i wzmacniam kości waszych ciał, patronuję uspokojeniu  buzującego w nich

ognia, uspokajam umysł, rozwijam refleksję, balansuję stan równowagi po szaleństwach Lata i nostalgiach Jesieni.

Jestem Panią wielkiego YIN.
 

- Powiedz o tym więcej.

- Yin i Yang to dwie wielkie pierwotne, podstawowe energie, z których powstają różne energie „specjalistyczne”.

Yin- czyli Ja – to zimno, ciemność, wilgoć, cisza, spokój, niedziałanie, wycofanie, przyjmowanie w siebie, introwersja, implozja – nie ma sensu dalej wyliczać....

YIN to materia...... skompresowana, maha - gęsta forma energii.... w jakimś sensie zastygła.

            Ja jestem cesarzową YIN na tej pięknej planecie.

            Jestem pięknym, Boskim Chłodem, przechodzącym cyklicznie w małe YIN mojej

            Cesarsko - Królewskiej Siostry Wiosny.

            Kiedy przychodzę na poziomie energetycznym, poziomy fizyczne zmieniają się.

            Często jestem dużo wcześniej, niżby się Wam wydawało. 

Uniosła smukłą dłoń.... kryształowe bransolety na nadgarstku wydały szklany dźwięk. 

- Przygotowuję się do mojego entree na klimatyczną scenę Gai już wtedy, kiedy moja Złotowłosa siostra Jesień  zmienia  swoje kolorowe suknie.

            Często zdarza się Wam zapominać o prawach, którymi się rządzę – choć kocham Was jak wszelkie inne stworzenie, nic nie poradzę na wasze zimowe kłopoty, jeśli sami nie zaczniecie postępować zgodnie z moimi – zatwierdzonymi w planetarnym planie prawami.   

- Co więc Nam radzisz?

- Pomyśleć o sobie.

Pomyśleć o swoim ciele.

Pomyśleć o swoim duchu, emocjach, użyć serca i umysłu.

- Mamy więc duchowo – materialistyczną „Mieszankę Wedlowską” na zimę? 

- Tak – uśmiechnęła się swoim zniewalającym uśmiechem Błękitnego  Anioła.

            Ale bez cukru!


- Co więc radzisz robić z ciałem podczas Twojego panowania  w naszym klimacie? 

- Wszystko to, co równoważy moje Yin i daje Yang – czyli ciepło.

Zacznijmy od pożywienia.

Wprawdzie zdarzają się jeszcze jednostki o „atomowym” yang, nieprawdopodobnie mocnej prawej nerce, podtrzymującej „mały ogień”, ale to już rzadkość.

Być może oni mogą pozwolić sobie na surowe jedzenie, chodzenie w  cienkiej bluzce,

picie zimnych napojów (nie chodzi mi bynajmniej o Coca - Colę, Pepsi, dopalacze czy napoje gazowane, słodzone  aspartamem i kolorowane   farbkami), od czasu do czasu brak snu.

            Ale to tylko jednostki.  

            Populacja ma osłabione zarówno Yin jak i Yang – a co z tego wynika …. Chi … czyli  energię życia.

            Życie to ruch – potrzebne jest więc ciepło dające możliwość dobrego funkcjonowania procesom metabolicznym oraz skonfigurowanemu wokół nich skomplikowanemu systemowi energii i ciał.

            Potrzebujecie ciepła. Wasz klimat jest bardzo zimny nawet wiosną, latem i jesienią.

            Moje yin króluje w chłodnych wodach strumieni, zimnym wietrze, porannych przymrozkach przez większą część roku, nawet w zimnych letnich wieczorach.

            Wasze warunki klimatyczne wymagają, abyście praktycznie przez cały rok jedli

            co najmniej dwa gorące posiłki, a jeśli jest bardzo zimno, to nawet  wszystkie – czyli trzy. 

- Jesteś porą stagnacji, uspokojenia, bezruchu.

Znasz jakieś panaceum na pojawiający się wzrost wagi ciała? 

- Nic łatwiejszego … poprawiając się wygodnie w fotelu  mimowolnie zaprezentowała nienaganną sylwetkę  smukłej sylfidy.

Po prostu przestrzeganie zakazu jedzenia po 17., kiedy to zbliża się pora minimum energetycznego żołądka, kończącego swoją dzienną pracę i udającego się na spoczynek.

Każdy musi spać, jelita i on także.

Jeśli im na to pozwolicie, waga nie tylko nie wzrośnie, ale doświadczycie „cudu mniemanego” czyli … jej spadku!

Zapomnieliście ponadto o prostym, skutecznym i zdrowym tricku....

Ciepłej zupie.

Ciepła zupa dodana do posiłku spowoduje spadek wagi pomimo zwiększenia jego ilości, rozgrzeje bowiem żołądek i cały system, który zacznie pracować lepiej i efektywniej.

Nie koniec na tym – spowoduje, iż pojawi się regularnie wypróżnienie ciała ze zużytych resztek pokarmowych bez kupowania w trefnej aptece farmaceutycznych cudów na kiju.

Tym, którym brakuje w jelicie prostym i grubym odpowiedniej flory bakteryjnej polecam prostą mieszankę - przekąskę na śniadanie (zwłaszcza gnającym do pracy bez niego).           

            3 suszone morele, 3 suszone śliwki pokrojone w kostkę , 2 - 3 pokruszone orzechy włoskie,

            zalane wrzątkiem, uzupełnione 1/4 łyżeczki cynamonu, do tego plasterek świeżego albo szczypta suszonego imbiru (kto imbiru nie lubi, może go sobie darować lub nie zjadać).
            Wszystko to przygotowane wieczorem i zjadane na czczo rano, po porannej pobudce.
            Odbudowuje florę bakteryjną w jelitach, poprzez wzmocnienie śledziony wzmacnia chi jelita grubego i prostego – czyli prosta droga do oczyszczenia ciała i likwidacji stagnacyjnych blokad na poziomach subtelnych, również w ciele emocjonalnym i mentalnym.
Ponadto – powiedziała, bawiąc się platynowym lokiem spadającym na czoło – trzeba się ruszać. 
- Powiedz ludziom, że mają nie jeść po 17... a zjedzą Ciebie ….wiesz jak reagują – od razu zawodzenia o głodzie i torturach.
- Albo wykażą się rozsądkiem i po trzech dniach spacyfikowane  starą - nową procedurą ciało powie tak, albo będą postępować jak dotąd, niszcząc je i przyczyniając się do jego obumierania – w jej wzroku nie było ani krzty litości.

Nie widzę innej opcji z wyjątkiem opcji „łagodnego robienia rewolucyjnych porządków”, sprytnie wykorzystującej mechanizm aklimatyzacji do nowych warunków.

Polega ona na stopniowym przesuwaniu – np. co 3 dni – bo po trzech dniach powstaje pierwszy efekt -  pory zakańczania jedzenia w trakcie doby.

Czyli dzisiaj jutro i pojutrze np. 20, następne trzy dni 19,30 i tak dalej aż do 17.

Łagodnie, ale skutecznie, choć z pewną stratą czasu na poprawę samopoczucia.

Jednak to lepsze od niedziałania na swoją korzyść.

Jesteście inkarnowanymi istotami posiadającymi żyjące ciało – to zobowiązuje.

Wiele Istot astralnych chciałoby je mieć.

Naprawdę nie wypada go dewastować …. wstyd. 

- Osobną sprawą jest jak rozumiem dobór składników żywieniowych w czasie Twojej kadencji... 

- Wy, Ludzie nie umiecie obsługiwać swojego ciała – jest zimno, należy je rozgrzewać .

Zdrowymi, dostępnymi świeżymi składnikami.... niektóre z nich opisałaś na swoim blogu.

Miksturkę z imbiru  (sok z 1 cytryny, odrobina kurkumy, odrobina  oleju LUB MIKS DAKTYLOWY (wtedy smaczniejsze z herbatą), starty imbir w większej ilości,  przełożyć do słoiczka, używać do herbaty, lub biorąc po łyżce, zwłaszcza dla rozgrzania ciała i przy przeziębieniu i infekcjach), gorące, termicznie zupy z gorących energetycznie składników.
- Opisałam niektóre tylko zupy,  biorąc pod uwagę lodowatą wiosnę 2013, ciskającą z wściekłością śniegiem i walącą po oczach mrozem  – 15 stopni Celsjusza  w Święto Równonocy...
Teraz dopiero jest okazja, żeby przedstawić gwiazdy zimowego stołu, zdrowe, smaczne
i prawie za bezcen.
Zupa krem z cebuli, zupa krem lub rosół z czosnku albo cesnokova polewka  robiona na moim terenie, czyli 20 km od Słowacji, skąd pochodzi zupa krem z marchwi, wegański miksowany krem Minestrone – czyli zupa krem z jarzyn, podkręcony termicznie czerwony barszcz na jabłkach i daktylach, wege krupnik na kaszy gryczanej, nawet podkręcony termicznie przez ostre przyprawy długo gotowany wege żurek, podobnie z wychładzającą, ale zrobioną na ostro, z dużą ilością  rozgrzewających przypraw, zupą pomidorową.
Im dłużej gotowane, tym cieplejsze energetycznie.
Dlatego długo gotowany krem z fasoli lub zwykła fasolówka czy soczewicówka z dużą ilością cebuli zesmażonej z tartą marchewką będzie dużo cieplejsza dla ciała niż ta sama zupa ugotowana innym sposobem i krótko.
Jeśli więc zupa lub krem z brokułów czy pieczarek pamiętajmy o czosnku, cebuli, chilli,
dużej ilości kminku, który zwłaszcza łamany i  mielony jest doskonały do doprawiania i ogrzewa ciało. Ziele angielskie, liść laurowy, pieprz.
Łatwo dogrzać ciało chilli, papryką ostrą, curry, kardamonem, cynamonem (tak, tak, zupy także) imbirem, jałowcem, „gorącym” suszonym rozmarynem  - doskonale „udają” mięsne smaki, bo tzw. mięsny smak to smak ... przypraw, dodawanych do mięsa.
Kurkuma robi swoje –  jest silnie antynowotworowa, rozgrzewa, daje jasność umysłu, to panienka zdecydowanie ognista – w sam raz na zimowe klimaty.  

            Na zupach się nie kończy – doprawione ostrymi przyprawami placki ziemniaczane, kluski (duża ilość kminku, przypraw), naleśniki z ostrymi farszami, także z kasz i jarzyn, najlepiej z kilku rodzajów mąki, w tym jaglanej i kukurydzianej albo rozgrzewającej gryczanej, ba, nawet łazanki z mąki  gryczanej z tradycyjnym farszem z kapusty cebuli i pieczarek.
            Ja podgrzewam sobie atmosferę (jak nie zapomnę! ) gulaszem z cebuli własnego            pomysłu - poszatkowana cebula i przyprawy, można dodać jakieś jarzyny, ale wtedy mniejszą ilość, cebula gra pierwsze skrzypce.

            O sosie cebulowym, czosnkowym, paprykowym, także podkręconym ostrymi przyprawami, pietruszkowym  z zielonej pietruszki i szpinakowym  pamiętamy, że muszą być ostro doprawione lub podane z ostrą gorącą potrawą lub też ostatecznie – im zimniej – z potrawą mocno ogrzaną.
            Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do gorących potraw na słodko – słodzonych daktylami podać sos cynamonowy lub kardamonowo – cynamonowy.       

            Mam też dla Was sos czekoladowy, czekoladowo-orzechowy czyli sos „ nutella”,

            daktylowy, daktylowo - kokosowy,  pokuszę się nawet o żurawinowy.

            To wszystko da się zrobić.... bez cukru i czekolady.

            Opiszę w zakładce „przepisy”          

             Możecie użyć swojej inwencji – sos z ostrej papryki robiony na papryce  surowej lub w proszku, sos na papryce słodkiej – tę ostatnią wystarczy ugotować, obrać, zmiksować, dodać do sosu na bazie zasmażki, sos pieprzowy na różnych rodzajach pieprzu lub po prostu pospolitym czarnym mielonym pieprzu, doprawiony ostro na bazie zasmażki, sos majonezowy na własnym albo dobrym majonezie Kieleckim.
             Sam żar (także w łożu). (Y).
             Kłaniam się Wam pięknie z  zapiekanką z trzech rodzajów kasz, np. orkiszowej, gryczanej i jaglanej albo gryczanej, kukurydzianej, jaglanej albo gryczanej, jaglanej, jęczmiennej, nadzianej  dowolnym ostrym farszem lub farszami – w grę wchodzą szpinak, pomidory, kapusta  z cebulką, pieczarki, papryka, farsz z buraczków duszonych z cebulką, farsz cebulowy... ta inwencja będzie mnie kosztować sporo pisania w zakładce przepisy...

             Nie zapomniejcie przy tej zapiekance o ziołach prowansalskich i innych przyprawach ...

             Nie od rzeczy jest lazania – naleśniki z mąki gryczanej albo mieszanej, ostre farsze:  pomidorowy, szpinakowy, jarzynowy, do tego ostry smakowity sos.

             Z pierogami też możemy poeksperymentować – użyć  różnych rodzajów mąk, żeby były energetycznie cieplejsze niż te z pszennej mąki.

- Rozpędziłaś się droga Wiolu z tym jedzonkiem – uśmiechnęła się kokieteryjnie.

            Mój czas na Twój wywiad ze mną jest ograniczony, muszę  przecież polecieć                                i zmrozić co nieco na Szpicbergenie, Arktyka też nie lubi  braku śnieżyc, w Norwegii dzieci czekają na mnie z noskami przyklejonymi do szyb, a Koło Polarne bez mojej lodowatej urody jest tylko zwykłym kółkiem, więc proszę napisz im teraz trochę o napojach.

- Oczywiście, jakżebym mogła zapomnieć  - żachnęłam się.

Mają być obowiązkowo ciepłe, nawet gorące.

Różne pyszności opisałam już moim czytelnikom w bajce „Kwiatki na herbatki”.

Tutaj wspomnę tylko o możliwości robienia różnych gorących, dogrzanych kompotów, z jabłek, gruszek, śliwek suszonych i owoców świeżych, które także są w czasie Twojego Miłościwego Panowania dostępne.

Kardamon, cynamon, goździki, wanilia, anyż do woli i bez umiaru.

Daktyle i rodzynki  jako słodzik.

Taki kompot można zmiksować i podać jako „kompot krem” - czyli kompocią zupkę.           

            Przy okazji dogrzewania zimowego nie możecie zapomnieć o tym, że większość jedzenia ma być ugotowana – więc i owszem, surówki tak, ale zasmażana wege kapusta, marchew z groszkiem posłodzone miksem daktylowym, gorące zasmażane z cebulką buraczki, buraczki na gorąco z wtartym jabłkiem to sezonowy design.
            Reszta to eksperymenty, np. gotowane jarzyny, albo brokuł czy kalafior polane ostrymi sosami.
            Zasmażana duszona kalarepka i owszem.
            Doskonale rozgrzewają wszelkie surówki z czarną rzepą.
            Jak wam się zrobi za gorąco, pozwalam schłodzić się pomidorami z oliwą, cebulką i octem balsamico.
- No dobrze, mój czas na wywiad dla Ciebie się kończy – bransoletki na nadgarstkach ponownie  wydały szklany dźwięk – musisz mi to wybaczyć, ale już zaraz lecę -  chuchnąć zimnem na Kilimandżaro -  trochę wybielić czarny afrykański garnek pełen starej wulkanicznej lawy.
- Oczywiście, koniecznie – tym razem ja uśmiechnęłam się wyrozumiale.
W takim razie może powiemy ludziom jeszcze o śnie.
- Uważasz, że nie pamiętają i należy im o tym przypominać? Zmarszczyła brwi.
- No cóż, w dzisiejszych czasach w alkowach króluje … telewizja.
- Skandal! Syknęła i nagle zamyśliła się.
Czy Oni w ogóle znają instrukcję obsługi własnego ciała?
            Przypomnij im zatem, że jestem Panią Yin  i w czasie trwania Mojej Cesarskiej Kadencji mają obowiązek spać od 21.!
            Ale już o 23. pozwalam im wstać.
            Te dwie godziny potrzebne są niezbędnie dla zdrowia. 
Oczami skośnymi i czarnymi jak dwa firmamenty zerknęła dyskretnie na stary zegar wiszący nad bufetem – czas na mnie … szepnęła mi w ucho – uniosła się z fotela lekko niczym płatki śniegu na wietrze, okręciła wokół własnej osi  jak wirująca Parka i z głośnym  szelestem  sukni przybranej  tęczowymi kryształkami lodu pofrunęła nieomal do drzwi, za którymi znikła w mgnieniu oka.
Pozostał po Niej tylko chłód …


…Ubierzcie się więc ciepło, nie róbcie na paskudę odsłoniętym, niedogrzanym nerkom, nie narażajcie gardła na skoki temperatur, nie trapcie śledziony stanem zapalnym w postaci kataru, bo odwdzięczy się Wam niesławnie grypą albo przeziębieniem, nie dobijajcie  jej słodyczami. Chrońcie głowę, zwłaszcza jeśli bardzo wrażliwa na zimno, bo macie jedną. Nie zapominajcie o uszach.
Zmarzlaki pod gorący prysznic, do ciepłego łóżka, z kotem albo psem w ramionach i dzbankiem dobrego gorącego napoju na podgrzewaczu i na podorędziu. O partnerze nie wspominam, bo chyba sami pamiętacie.
Zadbajcie o dobre, lekkie ciepłe buty. Zadbajcie o siebie.
O! Proszę!
Jej Wysokość Cesarzowa Zima zapomniała swojego wachlarza z lodowych strusich piór...
Będę miała jak znalazł na Sylwestra!
Jesteśmy do siebie pod wieloma względami podobne, więc chyba się nie obrazi...
Pozdrawiam serdecznie,
Wiola Grigorijew






 




     

   




    









Sen o śnie...

Sezam Pierwszej Istoty - zwanej Boskim Jam Jest, Bogiem, Demiurgiem i jak tam jeszcze zawiera nieskończoną ilość skarbów dla wszystkich stworzonych przez Niego istot. Są w nim doskonałe warunki genetyczne, piękne ciała, wielki duch, bezgraniczne uczucia, rozpiętość emocji i wiele innych szlifowanych brylantów. Są doskonałe warunki w różnych środowiskach do rozwoju takiej a nie innej formyświadomości i kultywowania tego rozwoju poprzez doświadczenia ciała. Idealnego, pięknego perpetuum mobile. Wszechstronnego, elastycznego w każdym kontekście tego słowa. Dając nam genetykę, nasz Kreator dał nam mechanizmy do jej realizowania poprzez dietę, odpoczynek, relaks, zabawę i sen......

Nie na darmo sen ma swojego Anioła - Morfeusza. Nawet nasze wczasy pomiędzy kolejnymi inkarnacjami- spacer poprzez bramę błogosławionej śmierci do bramki nowych narodzin rozdziela Sen Duszy.

Jak to jest,że współcześnie nie przywiązuję się wagi do snu, a o ludziach wcześnie kładących się spać mówi się pogardliwie, że chodzą spać z kurami ...

Zauważcie,że starsi ludzie, którzy praktykują wczesne zasypianie i wczesne wstawanie, cieszą się dobrym zdrowiem, mimo wielu przeciwności losu, z jakimi przyszło im się mierzyć - przeszli wojnę, biedę, często głód, o indywidualnych, inkarnacyjnych perypetiach każdego z nich nawet nie wspomnę.

Jak to jest,że nie mają cieni pod oczami, nie używają korektora, make up-u i pomimo morderczo trudnego i pracowitego życia -zwłaszcza ludzie wsi cieszą się ogromną witalnością i dobrym zdrowiem ...?

Odpowiedź brzmi cicho, bezszelestnie, spokojnie i spoczywa w ... ciemnościach.

To ulubieńcy Boskiego Morfeusza - praktykują wczesny sen i poranne wstawanie.

Podli Demiurgowie i kreatorzy tego świata podstępnie odebrali nam sen - zabierając nam zdrowie za pomocą chytrego podstępu - dali nam zabawki na czas, kiedy powinniśmy spać, żeby odebrać nam moc.

Mamy więc telewizję, video, radio, wszelkie imprezy nocne.

Dyskoteki, lale, bale - wszystko w nocy.

Zajęli nas w dzień do granic możliwości a na noc zamiast snu podsunęli nam ... czuwanie.

Ponieważ oni wiedza, że sen, przyporządkowany do przemiany wody, której głównymi narządami są nerki i pęcherz moczowy, jest strategiczną procedurą regeneracji systemu.

Nie tylko -od tego, kiedy i jak długo śpimy, zależy nasze zdrowie.


Opowiada sięnam więc bajki o tym, że człowiek powinien spać co najmniej 8 godzin, wciska do głowy szacowne duby smalone i androny o tym, że jak spać i nie możesz, to bierz melatoninę. (Wątroba rozchwiana, Kochani wątroba ..., która strajkuje, bo jest zbyt pobudzona albo działaniem, albo emocjami, albo dietą,albo - elektrycznymi kuromysłami produkującymi magnetyczny i elektryczny smog, włączonymi cały dzień i noc i gadającymi do nas nieustannie - o reakcji tkanek ciała na ten smog opowiem Wam, ale nie dzisiaj).

Jaka jest prawda o śnie ?

Ano taka :

Człowiek ma genetykę ustawioną na potrzebę odreagowywania i regenerowania ciała poprzez sen.

Każdy sen trwający więcej niż 8 godzin obniża witalność - TAK !

Żaden sen rozpoczynający się po godzinie 21. w zimie i po godzinie 21.30 w lecie ( czas letni ) nie jest snem wystarczająco regenerującym system.

HOWGH !!!!!

W czasie pomiędzy 21. a 23. wieczorem w zimie i 21.30 a 23.30 w lecie w ciele naszym zachodzi jedyny w swoim rodzaju proces -proces regeneracji wszystkich płynów tkankowych - lekkich i ciężkich - regeneruje się więc nie tylko krew, regenerują się płyny nerkowe, płyny mózgowe, rdzeniowe, limfa i co tam jeszcze mamy - możemy wyliczać, ale to strata czasu.

Nasze warunki genetyczne powodują to, że regeneracja ta zachodzi tylko i wyłącznie o tej porze i to podczas snu....

W tej sytuacji nie muszę Wam podsuwaćwniosków - każdy sen nocny (nie mówię o wątrobowej 20-minutowej drzemce między 13. a 15., podczas minimum wątroby) o innej porze jest w zakresie tego procesu nieskuteczny.

Co więc zrobić ?

Po pierwsze przestawić się.

Jak ?

Przyzwyczajone do patologicznej równowagi i procedur ciało strajkuje, nie chce spać wieczorem, nie chce budzić się rano. Są dwie metody - pierwsza - wywołujemy kryzys -kładziemy się jak zwykle, jak damy z fraucymeru Marie - Antoinette – późno, ale zmuszamy ciało, żeby wstało o 5. rano.

Ta metoda powoduje, że po najdalej trzech dniach bierzemy je (ciało) „na zmęczenie” i ono po prostu, jak małe dziecko, przypomina sobie właściwą procedurę, i zasypia.

Druga polega na przesuwaniu pory udawania się do łoża codziennie o np. 10 minut.

Też działa i jest mniej inwazyjna.

Jaki skutek osiągamy w ten sposób?

Po pierwsze : ciało śpi i regeneruje płyny tak jak powinno - co radykalnie poprawia sytuację lewej nerki, która musi być wyspana szczególnie, jak nie - to słabuje. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że kombinacja słabości żołądka (zapalenieżołądka) wywołana konsumpcją słodyczy i kawy ze słabością lewej nerki wywołaną dodatkowo brakiem snu daje ....... paradontozę.

Po drugie: radykalnie zmieniają się emocje i uczucia - sprawdźcie sami - pojawia siępogodny nastrój, poczucie radości.

Ja sama doświadczyłam początkowo, jak mi się wydawało, dziwnego zjawiska - było „jaśniej”,miałam wrażenie, że jest więcej światła.

Po trzecie: jesteśmy bardziej witalni, piękni, znikają po jakimś czasie widzialne gołym okiem skutki rujnującego system braku snu .. o właściwej porze.

A TERAZ ZAPRASZAM WAS NA IMPREZĘ O 24. ......

Dlaczego was na to namawiam ? Przecież kilka linijek wyżej pisałam, że to ZAKAZANE ...

Kto poznałwszystkie zasady, może złamać każdą - tak mówi chińskie przysłowie.

Otóż moi drodzy, człowiek MUSI spać tylko w tym właśnie czasie, co oznacza, że jak sięwyśpi to ... może balować do rana na imprezie albo ... w łożu.

Sen o właściwej porze przywraca libido, zwłaszcza działa to u kobiet- niewyspane kobiety nie mają libido - taki jest mechanizm, koniec i kropka.

Nie ma na to rady - dlatego współcześnie mamy wszystko zamiast dającego bliskość seksu z kochanym człowiekiem.

Wystarczy pospać trochę (sprawdźcie co będzie po 30 dniach), a doświadczycie.


ŚPIJCIE ZATEM SŁODKO I W DOBRYM TOWARZYSTWIE POMIĘDZY 21. A 23. W ZIMIE I 21.30 A 23.30 W LECIE. NIE DAJCIE SIĘ OGŁUPIĆ DRANIOM OFERUJĄCYM WAM NASENNE LEKI ZA DUŻE PIENIĄDZE WPŁACANE DO ICH KIESZENI.

JEŚLI BĘDZIECIE MIEĆ TRUDNOŚCI Z ZASYPIANIEM, ZAPARZCIE FILIŻANKĘ NAPOJU Z SERDECZNIKA, KRWAWNIKA I KWIATU GŁOGU - PO ŁYŻECZCE - USPOKOI SERCE, OBNIŻY CIŚNIENIE, UŁATWI ZASYPIANIE.

Pamiętajcie- wielkie damy - wielkie piękności spały przed wyjściem na bal co najmniej od 20., jak zajrzycie do literatury trochę mniej współczesnej - przeczytacie -Scarlet O'Hara i jej ferajna przed wyjściem na bal .... położyli się spać.

Sławna generałowa Aleksandra Zajączkowa, która mając 91 lat wyglądała na świeżą trzydziestkę i była powodem wielu śmiertelnych zejśćpojedynkujących się o nią 20-letnich młokosów, chodziła spać o zmierzchu, wstawała o świcie, kąpała się w lodowatej wodzie i zaraz po porannym wstawaniu wychodziła na godzinną pieszą przechadzkę. O tym, że była wegetarianką, nawet nie wspominam, bo prawie każdy to wie.

Piękna sportsmenka XVII wieku i nie mniej znana piękność - i metresa francuskich królów (najpierw ojciec, potem jego młodszy od swej kochanki o ponad 20 lat syn - Henryk II de Valois) wstawała codziennie między 5. a 6. rano, jeździła konno godzinę, pływała, potem śniadanie i drzemka - budziła wściekłość swoich obserwatorek i wrogiń - piękna, świeża, jak czerwcowa róża, nie używała kosmetyków - nie robiła popularnego wówczas grubego makijażu - uważała, że niszczy cerę. Była olśniewająca i .... rozdawała karty w polityce i miłości.

Kładźcie się spać .... o tej porze.

Wygaście wszystko - wątroba potrzebuje wtedy (całe ciało zresztą też) ciszy i ciemności.

Posiłkujcie się początkowo naparem jak wyżej, jeśli trzeba.

Nie oglądajcie tv i nie stymulujcie mózgu żadnymi andronami, łomotem filmów akcji, Internetem i komputerem - w zasadzie godzinę przed snem powinniśmy się wyciszać- wiem, że to trudne, sama jadę z Wami na FB ile wlezie, potem nagły odwrót ... mam 1 metr do łóżka.

Jeśli budzicie się o 3.-.4. rano ... to TAK MA BYĆ !

Rano tez można brać kąpiel, czytać, gotować - wystarczy czasu na odpoczynek przed wyjściem do pracy - możecie robić wszystko .....

Tylko nie budźcie śpiących o patologicznej porze sąsiadów .... Oni nie wiedzą, co czynią.

Jeśli z jakichśpowodów nie możecie się położyć jak trzeba, NIE DENERWUJCIE SIĘ, BO JESZCZE BARDZIEJ SOBIE SZKODZICIE - NAWRACAJCIE DO PRAWIDŁOWEJ PROCEDURY.

NIE POPEŁNIAJCIE ZBRODNI NA DZIECIACH - KONSEKWENTNIE WYEGZEKWUJCIE ,ŻEBY SPAŁY KIEDY TRZEBA - potem same wybiorą -matrix albo zdrowie - teraz Wasz ruch.

Wiedzcie -człowiek potrzebuje tyle snu .... ile go potrzebuje, żeby zregenerować system, jeśli śpi o wskazanej porze, potrzebuje go o wiele mniej i nie jest to bezsenność lansowana przez niedouczonych lekarzy prymitywnej europejskiej szkoły wiedeńskiej .... leczącej .... „syfa pudrem”, czyli objaw zamiast przyczyny.

Kłaniając się Wam nisko i dziękując za to, że poświęcając chwilę uwagi temu tematowi, poprawiacie zdrowie .... Boga i jego Universum jako Jego Aspekty, życzę wam ... słodkich i kolorowych snów (za te kolory podziękujcie wątrobie).

Całusy - Wasza Wiola Grigorijew


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz